:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  -1°C pochmurno z przejaśnieniami

"Mam potrzebę działania społeczno-politycznego" – wywiad z Lucyną Wiśniewską, dyrektor PSSE Radom

Wywiad, potrzebę działania społeczno politycznego

Rozmowa z Lucyną Wiśniewską, dyrektor radomskiego sanepidu.

Karolina Kozieł: Ukończyła Pani studia medyczne. Co skłoniło Panią do wyboru takiej drogi?

Lucyna Wiśniewska: Będąc jeszcze w szkole podstawowej zastanawiałam się, co chcę w życiu robić. Wybrałam 5-letnie liceum medyczne. W trakcie nauki w liceum doszłam do wniosku, że jest to dla mnie za mało i chcę dalej rozwijać się w tym kierunku. Poszłam na studia medyczne i ukończyłam wydział lekarski na Akademii Medycznej w Lublinie. Mówi się o zawodzie lekarza, że to jest jakiś rodzaj powołania, więc może coś w tym jest. Dla mnie natomiast ta chęć pomocy ludziom, leczenia chorych, ulżenia w cierpieniu to chyba była najważniejsza motywacja, która skłoniła mnie do wyboru tego kierunku i drogi życiowej.

Można powiedzieć, że Pani działalność w tym obszarze zdrowia była i jest bardzo szeroka.

Zdecydowanie. Moja działalność społeczna zaczęła się jeszcze w średniej szkole. Mając lat 19 stwierdziłam, że chciałabym podziękować Panu Bogu za dobrze zdaną maturę i pójść na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Podczas swojej pierwszej pielgrzymki zauważyłam, że nie ma żadnej służby medycznej w grupie radomskiej. Trzeciego dnia dołączaliśmy do grupy warszawskiej i tam już były profesjonalne służby, pielęgniarki i lekarze. Ale nasza grupa przez 3 dni nie miała nikogo. W następnym roku zajęłam się organizacją służb medycznych. Przez 13 lat rok rocznie organizowałam służby medyczne i sama czynnie brałam w nich udział. Po 13 latach nastąpiła przerwa ze względu na małżeństwo i wychowywanie dzieci, ale od 10 lat znowu chodzę na piesze pielgrzymki, organizuję służby medyczne i czynnie w nich działam. Jeśli chodzi o sprawy zawodowe to do 1998 roku byłam typowym lekarzem szpitalno-przychodnianym na oddziale neurologii i poradni neurologicznej, przez 5 lat dyżurowałam także w Pogotowiu Ratunkowym. W 1998 roku dostałam propozycję objęcia stanowiska lekarza wojewódzkiego. Było to dla mnie zaskoczeniem, bo nigdy nie miałam takich aspiracji. Wolałam konkretne działania i pracę z pacjentami. Ale ostatecznie zgodziłam się. Mój zakres działania to była cała ziemia radomska. Analizując sytuację i myśląc o tych najpilniejszych potrzebach priorytetem dla mnie była dializoterapia. Nasi pacjenci wymagający podłączenia do sztucznej nerki byli rozwożeni w różne części kraju, np. do Warszawy czy Lublina. Był to dyskomfort dla pacjenta, ale też generowane były dodatkowe koszty. Udało mi się skontaktować z konsultantem krajowym w dziedzinie nefrologii i dializoterapii. Po moich usilnych zabiegach, udało się uzyskać 2 sztuczne nerki i pieniądze na 2 etaty dla oddziału dializ z programu Dializoterapia 2000. 2 kolejne sztuczne nerki zostały zakupione z rezerwy Wydziału Zdrowia UW w Radomiu. Z programu Dializoterapia 2000 udało się uzyskać jeszcze 4 aparaty do dializoterapii w 1999 roku. Kolejnym dużym wyzwaniem było dla mnie właściwe zagospodarowanie szpitala na Józefowie, który był wtedy uruchamiany. W 1998 roku kończyło się finansowanie przez wojewodę a zaczynało się finansowanie przez kasy chorych. Dla mnie, jako lekarza wojewódzkiego było dużym wyzwaniem wprowadzenie szpitala wojewódzkiego, jako nowego podmiotu do świadomości Kasy Chorych. W Warszawie w Kasach Chorych część osób myślała, że Radom to jest takie 120 tys. miasto. Tłumaczyłam, że powstający szpital nie zastąpi istniejącego, że potrzebne nam są dwa duże szpitale, bo na Tochtermana łóżek było zaplanowanych 700 a leczono 1200-1300 pacjentów. Proszę sobie wyobrazić, jak wiele dostawek musiało być przygotowywanych. To było duże wyzwanie. Uruchamianie oddziałów, zatrudnienie personelu, zdobycie środków finansowych. W bardzo krótkim czasie trzeba było zderzyć się z twardą rzeczywistością. Innym działaniem od wielu lat są tzw. ,,Białe niedziele”, czyli wyjazdy grupy lekarzy specjalistów, pielęgniarek do różnych miejscowości, gdzie jest wiele osób w starszym wieku i dostęp do specjalistów jest utrudniony. Wykonujemy tam badania lekarskie, Ekg, spirometrię, cytologię, pomiar ciśnienia tętniczego, pomiar poziomu glukozy. Wszystkie badania są wykonywane oczywiście nieodpłatnie. Białe niedziele są realizowane przez lekarzy działających ze mną w Stowarzyszeniu Środowisko Inicjatywa.

Miała Pani tyle obowiązków i tak szeroki zakres działań. Skąd w takim razie polityka? W którym momencie Pani stwierdziła, że w tą politykę jednak się zaangażuje?

Będąc lekarzem wojewódzkim i wchodząc w tą całą administrację, pomyślałam, że dobrze byłoby coś zrobić lepiej, co dla pacjentów byłoby bardziej korzystne, ale przepisy na to nie pozwalały. W pewnym momencie człowiek stawał przed murem. Pomyślałam, że aby zmienić prawo w kraju trzeba działać w polityce. Pamiętam pierwszy start do sejmiku w 2002 roku. Startowałam wtedy z 3 miejsca z list Prawa i Sprawiedliwości. Niestety był wtedy tylko jeden mandat dla PiS-u i Stanisław Karczewski ten mandat uzyskał. Potem zajęłam się wyłącznie problematyką zdrowotną. Pracowałam w Mazowieckim Centrum Zdrowia Publicznego w Radomiu. Po jakimś czasie dostałam propozycję pełnienia funkcji zastępcy dyrektora Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego w Warszawie. Pełniłam tę funkcję przez kilka lat. Później przyszła nowa władza, zostałam zwolniona z pracy, wróciłam do Radomia. Zostałam zastępcą dyrektora ds. medycznych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym na Józefowie. W 2005 roku dostałam propozycję, żeby startować do sejmu. Zgodziłam się i uzyskałam mandat. Wówczas byłam członkiem PiS. Będąc w sejmie pracowałam w komisji ds. służby zdrowia i w komisji ds. rodziny i praw kobiet. Poza tym były zespoły parlamentarne np. strażaków bądź zespół do spraw osób niepełnosprawnych.

Natomiast, tu na miejscu, w Radomiu, czekały na mnie kolejne wyzwania, które należało podjąć, jako poseł Ziemi Radomskiej. Uważałam, że moim obowiązkiem jako posła na Sejm jest nie tylko tworzenie dobrego prawa, ale również działania na rzecz mojej ,,małej Ojczyzny”. Te wyzwania to budowa Szkoły Muzycznej, kontynuacja budowy Straży Pożarnej z Centrum Powiadamiania Ratunkowego przy ul. Traugutta oraz budowa budynku Inspekcji Sanitarnej przy ul. Okulickiego, czy też pozyskanie środków finansowych na połączenie ul. Maratońskiej z Wolanowską. To największe inwestycje, w które byłam zaangażowana i które udało się zrealizować.

W trakcie pracy w Sejmie aktywnie działała Pani na rzecz Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Zgadza się. Wtedy też powstała Wspólnota Parlamentarna dla Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa. Życzeniem Pana Jezusa w czasie objawień, jakie miała Rozalia Celakówna, było, żeby Polska dokonała Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa przez władze kościelne i świeckie. To, co się stało w roku ubiegłym w listopadzie, gdzie w kościołach było przyjęcie Chrystusa za naszego Króla i Pana było bardzo ważnym krokiem w tym kierunku. Nie ogłaszanie go królem, bo on królem jest nie z naszego nadania tylko z nadania Boga Ojca. Królem jest a my mamy uznać jego władzę i panowanie. Ja zostałam pierwszym animatorem tej wspólnoty parlamentarnej. Uważałam, że jest to bardzo ważne dzieło dla nas, dla Polski. A zaczęło się w ten sposób, że posłowie i senatorowie zostali zaproszeni na rekolekcje wielkopostne na Jasna Górę, gdzie zostaliśmy zapoznani z dziełem Intronizacji NSPJ. Pojechało 12 osób. I wtedy wśród nas zapadła decyzja o utworzeniu wspólnoty parlamentarnej. Stąd też moje zaangażowanie w tym kierunku. Uczestniczę w dniach skupienia. Tych wspólnot jest bardzo dużo w Polsce, które modlą się w tej intencji. Ten krok został poczyniony, ale to nie polega na tym, że ten akt się tylko ogłosi. To jest związane z takim naszym ciągłym nawracaniem się, podnoszeniem z upadków i dawaniem świadectwa wiary, zaangażowania w sprawy życia, rodziny i Ojczyzny.

Teraz należy Pani do partii Prawica Rzeczpospolitej.

Tak od 2007 roku, kiedy projekt zmian zapisów dotyczących wzmocnienia ochrony życia w Konstytucji upadł, nie udało się tego przeprowadzić. Niestety nie było tutaj poparcia klubu. Nie udało się wówczas przekonać klubu PiS żeby wycofać się z poprawek prezydenckich i wprowadzić zmiany przepisów dotyczące wzmocnienia ochrony życia. Marek Jurek zrezygnował z funkcji marszałka sejmu, wyszedł z klubu PiS i kilka osób z nim m.in. ja. Po wyjściu zaczęliśmy się zastanawiać, w jaki sposób realizować naszą działalność i wtedy powstała Prawica Rzeczypospolitej, w której działam od tamtej pory.

Jakie działania podejmuje Pani partia?

Nasze ugrupowanie jest jedyną partią konserwatywno-chrześcijańską w Polsce. Dla nas m.in. najważniejszymi sprawami jest wzmocnienie ochrony życia, prawa rodziny, stworzenie warunków godnych dla rozwoju rodzin, wzmacnianie lokalnej przedsiębiorczości i rolnictwa. Chcemy także, by Unia Europejska była unią niezależnych, samodzielnych państw narodowych, które zachowują swoją tożsamość, nie zgadzamy się z dominacją Francji i Niemiec. W naszym przekonaniu błędem było podpisanie i ratyfikowanie traktatu lizbońskiego, bo zgodnie z traktatem nicejskim, który wcześniej obowiązywał Polska miała 93% wartości głosu Niemiec, więc byliśmy partnerem, po podpisaniu i ratyfikowaniu traktatu lizbońskiego mamy 48% wartości głosu Niemiec i w sprawach ważnych dla nas musimy szukać sojuszników wśród innych państw unijnych. Jesteśmy też za zachowaniem złotówki, jako ważnego elementu polityki gospodarczej. Mieliśmy także różne propozycje, jeśli chodzi o jednomandatowe okręgi wyborcze ponieważ uważaliśmy, że nie szyld partyjny powinien decydować o tym, czy ktoś jest wybrany. To ludzie wybierają konkretną osobę a później oceniają i rozliczają posła czy senatora. Mamy również inne pomysły np. na finansowanie partii, każdy obywatel powinien mieć możliwość decydowania o tym, na którą partię chce przeznaczyć określoną kwotę z własnego podatku, bo dlaczego ja mam finansować ugrupowanie z którego programem nie zgadzam się.

Jest Pani aktywną działaczką Pro-life? Od zawsze miała Pani takie poglądy? Czy jakiś impuls skłonił Panią do takich działań?

Od wielu lat jestem działaczką pro-life. To wynika z mojego wewnętrznego przekonania i światopoglądu, bo ja jestem wychowana w rodzinie katolickiej, wielopokoleniowej, wielodzietnej i z ogromnym sentymentem wspominam tamte lata. Zawsze byłam wyczulona na sprawę opieki nad matką i dzieckiem. Ten temat jest dla mnie bardzo ważny i aktualny. Było już wiele podejść, propozycji żeby ochronę życia wzmocnić. Teraz jest kolejny projekt „Zatrzymać aborcję”, pomysł, który dotyczy właściwie jednego zapisu, wyjątku, który jest w ustawie dotyczącej planowania rodziny. Jest tam zapis o dokonywaniu aborcji spowodowanych chorobą bądź podejrzeniem choroby dziecka. Uważamy, że te dzieci mają prawo się urodzić i ile Pan Bóg im życia przeznaczył niech żyją i trzeba się nimi zająć. Skoro człowiek w trakcie swojego życia zachoruje i wszyscy się o niego martwią i starają się pomóc to tym bardziej temu dziecku, które jeszcze nie ma prawa głosu, jest zupełnie bezbronne, powinniśmy stworzyć warunki do urodzenia się i normalnego rozwoju. Na 1040 aborcji dokonanych np. w ubiegłym roku w Polsce zgodnie z prawem tylko 40 było spowodowanych zagrożeniem życia lub zdrowia matki bądź czynem przestępczym a 1000 to była stwierdzona choroba bądź podejrzenie choroby dziecka w okresie rozwoju płodowego. I niestety mamy dowody na to, że jest podejrzenie choroby a później dziecko rodzi się zdrowe. Wówczas część zdrowych dzieci traci życie, ale dzieci chore też mają prawo się narodzić. Będziemy zbierać podpisy i działać. Jeżeli kobieta nie chce tego dziecka wychowywać to jest tyle małżeństw, które dzieci nie mogą posiadać i będzie wielką radością dla nich jeśli będą mogli to dziecko wychowywać i zostać jego rodzicami.

Nie boją się państwo, że po zaostrzeniu prawa będzie więcej aborcji nielegalnych?

Nie. Prawo nie tylko reguluje pewne zachowania, ale także kreuje rzeczywistość. Wiele osób szczególnie młodych, może mieć mylne przekonanie, że skoro prawo na coś pozwala to jest to dobre. Zdecydowana większość społeczeństwa ma tą świadomość, że aborcja jest jednak złem, że jest to odebranie komuś życia oczywiście w tej fazie gdzie tego dziecka się nie widzi, gdzie ono nie krzyczy. Człowiek jest człowiekiem od chwili poczęcia. I przez ten czas 9 miesięcy rozwoju życia w łonie matki jest istotą bezbronną. A prawo do życia jest prawem podstawowym niezależnie od światopoglądu, od tego czy ktoś jest wierzący czy nie. Nie możemy korzystać z innych dobrodziejstw cywilizacji, jeżeli nie będzie zachowane prawo podstawowe, czyli prawo do życia. Niepotrzebnie w tym ostatnim projekcie było karanie kobiet. My tego nie popieramy, podobne było też stanowisko kościoła, który uważał, że kobieta i tak jest tutaj pokrzywdzona. Niejednokrotnie kobieta decyduje się na aborcję dlatego, że nie ma wsparcia w rodzinie, w mężu, a wręcz przeciwnie.

Jest Pani także dyrektorem radomskiej stacji Sanitarno-Epidemiologicznej od 2010 roku. Jakie działania podejmuje obecnie radomski sanepid?

Oprócz takiej pracy badawczej, laboratoryjnej, kontrolnej bardzo ważne jest uświadamianie społeczeństwa, promocja zdrowia. Prowadzimy różne akcje, m.in. ostatnio zorganizowaliśmy wystawę „Poznaj Grzyby-Unikniesz Zatrucia”. Mieszkańcy Radomia i okolicy mogli zobaczyć jak wyglądają poszczególne grzyby, (mieliśmy wiernie odwzorowane atrapy) a także poszerzyć swoją wiedzę na temat zasad bezpiecznego grzybobrania. Wystawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, odwiedziło ją bowiem 2350 osób, w tym 89 grup z przedszkoli i szkół miasta Radomia i powiatu radomskiego. Oczywiście cały czas aktualna jest walka z dopalaczami. Wiele dzieje się w tym zakresie, ale jeszcze pozostało też wiele do zrobienia.

Czy przy takiej szerokiej działalności jest czas na życie prywatne, zainteresowania, hobby?

Na pewno dla mnie bardzo ważna jest rodzina. Mam męża i dwójkę dzieci. Dzięki temu, że mąż i dzieci rozumieją moją potrzebę działania społeczno-politycznego jest ona możliwa. Moim małym hobby są kwiaty. Mam ich dużo w domu. A najwięcej kwiatów kupuję na wiosnę. Wtedy są one wszędzie, w gruncie, w doniczkach, skrzynkach, ozdabiają altanę, która jest na podwórku, wiszą na wieszakach, są na parapetach, w koszykach. Dla mnie to jest taki ogromny relaks. Najbardziej lubię taką porę, kiedy dzień się kończy, wszystko tak ucicha i wtedy wychodzę z kawą lub herbatą z mężem bądź sama do altany, patrzę na te kwiaty, one cieszą moje oczy swoim widokiem i pięknem. Bardzo lubię też chodzić po górach.

"Mam potrzebę działania społeczno-politycznego" – wywiad z Lucyną Wiśniewską, dyrektor PSSE Radom komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się