:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  0°C całkowite zachmurzenie

"Marzy mi się mecz Radomiaka w europejskich Pucharach" – rozmowa z Markiem Nowakiem

Marek Nowak jest osobą związaną z Radomiakiem od bardzo dawna, choć większość kibiców Zielonych prędzej rozpoznałaby go jednak po głosie. Od kilkunastu lat jest on bowiem spikerem radomskiego klubu. To on zawsze zasiadał w popularnym "Gołębniku" na starym stadionie przy Struga 63 i stamtąd oglądał niemal wszystkie mecze Radomiaka na różnych szczeblach rozgrywek. W październiku jego praca, już po raz drugi, została nagrodzona na Gali Polskiego Związku Piłki Nożnej. Spiker Zielonych znalazł się w gronie dwunastu najlepszych spikerów w Polsce. W rozmowie z naszym portalem Marek Nowak opowiada o początkach swojej kariery jako spiker, radomskich kibicach, obecnej sytuacji Radomiaka w II lidze i marzeniach na przyszłość. Zapraszamy do lektury!

Krystian Gadaj: – Jak to się stało że został Pan kibicem Radomiaka?

Marek Nowak: –
Urodziłem się na osiedlu XV-lecia i od małego dziecka interesowałem się piłką nożną. Zaczynałem tak jak większość ludzi związanych z tym klubem, czyli zostałem zaprowadzony na stadion przez swojego tatę, który do dnia dzisiejszego jest zagorzałym kibicem i nie opuszcza żadnego domowego meczu Radomiaka. Nie zapomnę nigdy awansu Zielonych do Ekstraklasy. Byłem nawet bezpośrednim świadkiem tego wydarzenia, ponieważ wybrałem się na mecz do Warszawy, gdzie ten awans został wywalczony. Każdy mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej był wielkim, piłkarskim świętem. W tamtych czasach stadion przy Struga odwiedzało po 20 tysięcy ludzi, a żeby obejrzeć mecz z wysokości trybun to trzeba było przyjść dwie, a niekiedy nawet trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem.

– Wspominał Pan, że od małego interesował się futbolem. Nie chciał Pan zatem zostać piłkarzem?

– Ależ oczywiście, grałem w piłkę nożną! Byłem bramkarzem. Reprezentowałem juniorskie zespoły Czarnych Radom, którzy również mieli swoją siedzibę na moim osiedlu. Wiele osób się dziwiło, czemu nie zostałem zawodnikiem Radomiaka, któremu wiernie kibicowałem. Niedługo po rozpoczęciu swojej przygody z piłką nożną jako zawodnik, Radomiak zorganizował turniej, którego celem był nabór do swoich sekcji. Wziąłem w nim udział i otrzymałem propozycję trenowania w Zielonych, ale z niej nie skorzystałem i pozostałem wierny Czarnym aż do osiągnięcia wieku seniora. Taką ofertę przyjął z kolei mój kolega, Jacek Suliga, który później grał w Radomiaku na szczeblu II ligi. Kilkakrotnie brałem udział w Mistrzostwach Polski drużyn wojskowych, a później wiele razy uczestniczyłem w Mistrzostwach Polski dziennikarzy, gdzie miałem możliwość gry w piłkę z najpopularniejszymi osobami wykonującymi ten zawód.

– Później został Pan spikerem Radomiaka i jest nim do dnia dzisiejszego. Jak do tego doszło?

Wszystko zaczęło się w latach 90', kiedy Radomiak grał w IV lidze. Wówczas na mecze przychodziła garstka ludzi, stadion chylił się ku upadkowi, a murawa była w opłakanym stanie. Wtedy, firma Ariel postanowiła zainwestować w Radomiaka. Jej prezesem był Pan Waldemar Świtka i to właśnie on, na kilka dni przed meczem z Prochem Pionki, zaproponował mi zostanie spikerem na Radomiaku. Jak dobrze pamiętam, wygraliśmy ten mecz 7:1. Na początku wyglądało wszystko bardzo prowizorycznie. Przenośne głośniki były ustawione w miejscu, gdzie była trybuna honorowa i stamtąd prowadziłem spikerkę. Dopiero po kilku latach wszystko zostało przeniesione do popularnej budki spikerskiej, czyli tzw. Gołębnika. Przeliczyłem sobie, że na pewno byłem spikerem w ponad trzystu meczach Zielonych.

– Rola spikera w obecnych czasach jest chyba o wiele bardziej istotna niż kiedyś?

– Tak to prawda. Wcześniej nikt nie zwracał za bardzo uwagi na pracę spikera stadionowego. Dopiero od jakiś 15 lat to wszystko zaczęło się diametralnie zmieniać. W 2004 roku, kiedy Radomiak grał na zapleczu Ekstraklasy, zostałem wysłany na szkolenie dla spikerów, zorganizowane przez PZPN, który najwyraźniej zauważył, jak ważną rolę pełni taka osoba na stadionie. Uzyskałem wtedy licencję na prowadzenie meczów na najwyższym szczeblu rozgrywek. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ całość trwała trzy dni, w trakcie których ćwiczyliśmy między innymi na słynnym stadionie śląskim w Chorzowie. Mieliśmy wtedy nawet możliwość wysłuchania swojej barwy głosu na tym obiekcie. Co ciekawe, w tym samym szkoleniu brał udział także jeden z najbardziej charyzmatycznych spikerów jakich znam, czyli Wojciech Hadaj. Dzisiaj rola spikera jest zatem zdecydowanie większa. Musi on przede wszystkim współpracować ze wszystkimi służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo na stadionie i zwracać uwagę na wszystko to, co dzieje się w trakcie meczu.

– Ma Pan już ogromne doświadczenie. Czym zatem powinien charakteryzować się dobry spiker?

Nigdy nie uważałem, że mam ładny głos, ale często spotykam się z pozytywnymi opiniami wielu ludzi, którym się on podoba. Bardzo ważna jest na pewno dykcja i nigdy nie można podchodzić do tego zajęcia z rutyną. Rutyna zabija radość z wykonywanego zajęcia. Do każdego spotkania trzeba się odpowiednio przygotowywać, bo każdy mecz jest inny.

– Oglądał Pan niemal wszystkie mecze Zielonych w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Są jakieś spotkania, które szczególnie zapadły Panu w pamięć?

Bardzo miło wspominam mecz w II lidze z Koroną Kielce. Może dlatego, że to takie lokalne derby i bardzo prestiżowy pojedynek. Nie zapomnę dramaturgii tego pojedynku. Zieloni przegrywali już 0:2, a jednak w końcówce potrafili doprowadzić do remisu. Nie zapomnę również spotkań barażowych, których stawką była gra na zapleczu Ekstraklasy. W pamięci na pewno pozostanie mi wyjazdowe starcie z Tłokami Gorzyce. Przegrywaliśmy wtedy także 0:2. Na szczęście Bogumił Sobieska strzelił gola dającego nam awans i po ostatnim gwizdku wybuchł szał radości. Były także mecze przykre, jak ten z Odrą Opole, kiedy po rzutach karnych Radomiak został zdegradowany do III ligi. Po tym spotkaniu przez kilka dni nie mogłem dojść do siebie. Obecnie bardzo lubię, kiedy do Radomia przyjeżdżają kibice drużyny przeciwnej, bo wtedy atmosfera na stadionie jest zdecydowanie lepsza. W tej rundzie najbardziej podobał mi się mecz z ŁKS-em Łódź.

– Pańska bardzo dobra praca została nagrodzona na Gali Polskiego Związku Piłki Nożnej. Obecnie jest Pan jednym z dwunastu najlepszych spikerów w Polsce. Czym jest dla Pana to wyróżnienie?

– Jest to już drugie wyróżnienie, które otrzymałem za swoją pracę. W zeszłym roku zająłem drugie miejsce spośród spikerów II ligi. Lepszy ode mnie okazał się tylko kolega z GKS-u Tychy. Natomiast w tym roku uplasowałem się już na najwyższym stopniu podium, exequo ze spikerem GKS-u Bełchatów. Cały ranking jest układany na podstawie not wystawianych przez delegata meczowego, który ocenia całość naszej pracy i co roku w Kielcach odbywa się konferencja poświęcona bezpieczeństu na stadionach, gdzie honoruje się poszczególnych laureatów. Na pewno ogromnie cieszy mnie ta nagroda. Jak wiadomo, człowiek nie pracuje tylko dla pieniędzy. Czasem takie wyróżnienie jest o wiele bardziej satysfakcjonujące niż gratyfikacja finansowa.

– Przejdźmy teraz do obecnych rozgrywek w II lidze. Radomiak po rundzie jesiennej i dwóch spotkaniach rundy wiosennej zajmuje 4. miejsce w tabeli. Czy Pana zdaniem jest to dobry rezultat?

– Myślę, że na początku sezonu apetyty były znacznie większe, zwłaszcza po sześciu pierwszych zwycięstwach z rzędu. Później było już trochę słabiej i w trzynastu kolejnych spotkaniach Radomiak wywalczył tylko szesnaście punktów. Sądzę, że na końcowym wyniku zaważyły niektóre pechowe mecze, jak ten z ŁKS-em Łódź, MKS-em Kluczbork, czy Wartą Poznań. W zeszłym sezonie mieliśmy jednak dziewięć punktów przewagi, wszyscy byli myślami w I lidze i się nie udało. Dlatego mam nadzieję, że teraz dwupunktowa strata do miejsca dającego awans podziała mobilizująco na zawodników i solidnie przepracują oni zimę i osiągną zamierzony cel.

– Przed zespołem teraz bardzo ważna runda wiosenna. Kibice nie wyobrażają sobie, że za rok może nie być w Radomiu I ligi, tym bardziej, że wkrótce na Struga powstanie nowy stadion. Jak ocenia Pan szanse na awans?

– Na pewno w Radomiu jest duże zapotrzebowanie na piłkę nożną. Obecne władze klubu wykonują według mnie bardzo dobrze swoją pracę i robią wszystko, żeby ten zespół awansował do wyższej ligi. Polegam na ich doświadczeniu i wierzę, że uda im się zrealizować ten cel. Jestem przekonany, że w czerwcu będziemy cieszyć się z awansu.

– Brakuje awansu piłkarskiego, bo pod względem kibicowskim jesteśmy już chyba w Ekstraklasie? Podziela Pan to zdanie?

– Wystarczy spojrzeć na frekwencję na trybunach, którą jest jedną z najlepszych w II lidze. Myślę też, że gdyby piłkarze podtrzymali swoją wyśmienitą dyspozycję z początku sezonu to na stadion przychodziłoby jeszcze więcej osób. Atmosfera na trybunach jest świetna, a oprócz tego na meczach jest też o wiele bezpieczniej niż kiedyś. To co robią kibice Radomiaka jest fantastyczne. Nie chodzi mi tu tylko o głośny doping, piękne oprawy czy ilość osób jeżdżących za tym klubem po całej Polsce. Mam tu na myśli także wszystko to, co kibice robią poza stadionem. Jako przykład można tu podać chociażby akcję Zielony Mikołaj, zbieranie pieniędzy na chore dzieci czy popularyzowanie piłki nożnej i kibicowania w szkołach czy innego rodzaju placówkach. To na pewno jest dwunasty zawodnik i doskonała wizytówka tego klubu.

– Jakie są Pana marzenia związane z dalszą karierą spikera Radomiaka?

– Zdecydowanie chciałbym być spikerem na meczu Radomiaka w Ekstraklasie. Ponadto, z przyjaciółmi marzymy sobie, żeby obejrzeć mecz Zielonych w europejskich Pucharach. Na pewno trzeba na to jeszcze poczekać i być cierpliwym, ale za marzenia się nie płaci.

Rozmawiał Krystian Gadaj.


"Marzy mi się mecz Radomiaka w europejskich Pucharach" – rozmowa z Markiem Nowakiem komentarze opinie

  • mi(r)co - niezalogowany 2018-01-16 07:41:12

    Bobas zieloną krew ma od urodzenia.

Dodajesz jako: Zaloguj się