:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  26°C bezchmurnie

Międzymorze, czyli jak nie budować zamków na piasku

Felietony, Międzymorze czyli budować zamków piasku - zdjęcie, fotografia

Lato chyli się ku końcowi. W szkołach zaczął się nowy rok szkolny. W Polsce i w Europie, a może i na świecie…? zapowiada się kolejna „gorąca jesień”. Na świecie przede wszystkim wojna z "Państwem Islamskim” na Bliskim Wschodzie oraz po raz kolejny w historii „kryzys koreański”. W Europie, na zachodzie, nieustający stan wyjątkowy, bądź stan do niego zbliżony, wojsko na ulicach. Bloki żelbetowe, jak umocnienia przeciwpancerne zabezpieczają imprezy, główne place i ruchliwe pasaże. Na wschodzie też wojsko, tylko w kilkukrotnie większej ilości manewruje przy naszej granicy w ramach rosyjsko – białoruskich ćwiczeń „Zapad”. W Polsce za to szykujemy się do „politycznej rundy jesiennej” rozgrywek sejmowo – rządowych, gdzie koalicja niestrudzenie prze do przodu w realizacji zamierzonych reform, natomiast opozycja totalnie to utrudnia. Tak w telegraficznym skrócie wygląda świat, w którym przyszło nam żyć.

Chcąc o tym pisać, można by stworzyć parę obszernych dzieł literackich. Ja nie mam na to miejsca. Muszę wybrać. Losując w myślach, padło tym razem na tematykę wschodnią. Temat wszystkim znany i pozornie wyczerpany. Bo niby o czym można jeszcze pisać. Przecież wiadomo, Rosja to nasz wróg na wschodzie, wspiera ją Białoruś i wszystko w temacie… Pozostaje jeszcze Ukraina, nasz sojusznik w relacjach z Moskwą, ale z nierozliczoną historycznie zbrodnią „rzezi na Polakach” w czasie II wojny światowej. Litwa to wiadomo problem dyskryminacji mniejszości polskiej. Po przeczytaniu tych kilku zdań temat wydaje się wyczerpany a jednak…
W ostatnim czasie dużo mówimy o idei tzw. „Trójmorza”. Koncepcji o tyle popularnej, co w pewnym sensie niedookreślonej. Co do zasady opisał ją w swojej książce „Następne 100 lat” – wydanej w Polsce w 2009 roku – George Friedman, amerykański znawca tematów wywiadowczych i geopolitycznych. Wizja ta, wtedy teoretyczna, na naszych oczach przyobleka się w realne kształty. Wynika z niej, że kraje Europy środkowowschodniej grupują się na zasadzie dobrowolnego sojuszu polityczno – gospodarczego we wspólny blok i razem stanowią przeciwwagę dla dwóch imperializmów: rosyjskiego i niemieckiego. 
Wartym podkreślenia jest sformułowanie „dobrowolny sojusz”. Na wschodniej granicy mamy dwa państwa, które doktrynalnie uważamy za sojuszników w kontekście Rosji, ale realnie wiele problemów staramy się nie dostrzegać, zamiatając je pod dywan lub je bagatelizując, w imię wyższego dobra. Niektórym osobom w Polsce wydaje się, że w stosunkach z Ukrainą i Litwą (bo te państwa mam na myśli) wystarczy, w pierwszym przypadku wyciszać sprawę „mordu wołyńskiego” i jednocześnie przymrużać oko na neobanderowskie ruchy gloryfikujące zbrodniarzy spod znaku UPA – traktując je jako wykwit antyrosyjskich nastrojów i formy czci dla antysowieckiej partyzantki, w drugim zaś przypadku wystarczy przeczekać problem związany z walką mniejszości polskiej o przysługujące jej prawa, pozostawiając to własnemu biegowi, koncentrując się wyłącznie na tym, co nas powinno łączyć, czyli niebezpieczeństwo ze strony wschodniego sąsiada.
Podsumowując powyższe rozumowanie, znajdujemy jeden wspólny bezsprzeczny mianownik, Rosja, która w sposób rzeczywisty stanowi dla nas zagrożenie polityczne jak i militarne. Reszta rozumowania w moim uznaniu jest niekompletna a przez to zafałszowuje rzeczywistość. Opiera się ona o założenie, że tylko my, jako Polska, występujemy z roszczeniami wobec sąsiadów, np.: o zaprzestanie kultu Bandery, uznanie „mordu wołyńskiego” za ludobójstwo czy poprawę sytuacji mniejszości polskiej na Litwie. Dlatego jeżeli my ustąpimy dla dobra wyższego, jakim jest budowanie sojuszu antyrosyjskiego. Prawda jednak jest inna…
Pozostają jeszcze roszczenia naszych sąsiadów. Oczywiście nie są one artykułowane bezpośrednio przez ich rządy, ale stanowią popularne hasła pośród liczących się w tych krajach środowisk politycznych. Ostatnio litewski radny z rejonu wileńskiego Gintaras Karosas w wywiadzie dla gazety „Lietuvos zinios” stwierdził, że „Litwa musi dążyć do odzyskania swoich ziem etnicznych – teraz należących do Polski Suwałk”. Oczywiście wspomniał, że należy to uczynić przy użyciu środków dyplomatycznych. Podobne do tego oświadczenie spotykamy w wywiadzie sprzed dwóch lat, dla dziennika „Rzeczpospolita”, w którym jeden z liderów ukraińskiego „Prawego Sektora” i jego ówczesny rzecznik Andrij Tarasenko stwierdził, że  „sprawiedliwość nakazywałaby, aby ziemie, na których Ukraińcy żyli od tysięcy lat, wróciły do Ukrainy”. Jak powiedział, miał na myśli kilkanaście polskich powiatów, w tym miasta Przemyśl i Chełm. Osiągniemy to drogą dyplomatyczną, „uspokajał" Tarasenko.
Powyższe cytaty świadczą o tym, iż istnieją nierozwiązane we wzajemnych relacjach kwestie i jeżeli nie usiądziemy do wspólnego stołu, przy którym do końca nie wyjaśnimy różniących nas spraw, to wszelkie budowanie sojuszy i planów politycznych będzie przypominało budowanie zamków na piasku. Ku przestrodze, przypominam postawę Litwy wobec Rosji Sowieckiej w czasie wojny 1920 roku, kiedy to udostępniła bolszewikom swojego terytorium do obejścia linii polskich, podobnie było w 1939 roku. Pragnę zaznaczyć, że wtedy Sowiety, tak jak i teraz Rosja, stanowiły zagrożenie geopolityczne dla jej państwowości.
Na koniec przestroga dla tych, którzy rządy w Rzeczypospolitej sprawują i w przyszłości sprawować będą. Politykę zagraniczną budujmy na realnych fundamentach i przede wszystkim na prawdzie, bo wtedy daje to nam pewną i trwałą perspektywę. Budowanie zamków na piasku w oparciu o odrealnione miraże ma krótki byt i zazwyczaj, źle się kończy.
Życzę dobrej lektury
Redaktor Naczelny
Krzysztof Górak

Foto: TV Republika

Międzymorze, czyli jak nie budować zamków na piasku komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2017-11-02 08:37:06

    Panie Góra przykro mi bardzo, że felietonów nie zamieszcza już pewien młody człowiek. Odkąd pan Eryk Brodnicki nie pisze gazeta wiele straciła. Błyskotliwy, młody, kontrowersyjny. Z przyjemnością czytało się jego felietony. Nie jet to tylko mojej zdanie. Co się takiego wydarzyło, że ten młody,ambitny ,bardzo aktywny człowiek już nie zamieszcza swoich artykułów.

Dodajesz jako: Zaloguj się