:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  -1°C pochmurno z przejaśnieniami

„Sprawy ludzkie są mi bardzo bliskie” – rozmowa z Markiem Szarym, radnym Rady Miejskiej w Radomiu

Krzysztof Górak: Panie Marku, Pana życie dzieli się na dwie pasje. Jedną jest działalność społeczna, publiczna, którą realizuje Pan w Radzie Miejskiej a druga, zawodowa to lasy, miłość do lasów. Zacznijmy od tej społecznej, skąd wzięło się u Pana to społecznikowsko?

Marek Szary: Trudno mi powiedzieć, skąd to się wzięło. Myślę, że to jest pewne pokłosie wychowania przez rodziców. Na studiach w Warszawie włączyłem się w działalność samorządu studenckiego, a później, w czasie wiosny Solidarności wraz z kolegami stworzyliśmy Niezależne Zrzeszenie Studentów. W stanie wojennym razem ze znajomymi prowadziliśmy taką działalność opozycyjną, przywoziliśmy gazetki i ulotki z Lublina i Warszawy, przepisywaliśmy je ręcznie i rozdawaliśmy. I tak wciągnąłem się w tą działalność społeczną.

Jak trafił Pan do Lasów Państwowych?

Zupełnie przypadkowo. Pracowałem w radomskiej firmie budowlanej. Po powrocie z urlopu dowiedziałem się, że koledzy załatwili mi posadę kierownika robót w Lasach Państwowych. Wtedy w Lasach były takie firmy budowlane, które zajmowały się m.in. remontami dróg czy leśniczówek. Jeśli chodzi o działalność w Lasach Państwowych, byłem jedną z tych osób, które konsultowały ustawę o lasach uchwaloną w 1991 roku. Jest to ustawa jak na tamte czasy, ale chyba i dzisiaj, nowatorska. Stworzyła nowy model lasów, który trwa do dzisiaj.

Może Pan wymienić jakieś działania, które Pan podjął na rzecz mieszkańców Radomia?

Działałem w komitecie obywatelskim na osiedlu Michałów. Moim pomysłem było stworzenie targu na tym osiedlu. Widziałem ludzi, którzy przyjeżdżali tu z pobliskich wsi, aby handlować na ulicy. A był tam niezagospodarowany plac należący do SM Michałów. Udało się przekonać zarząd, by zrobić w tym miejscu targ i jest on do dziś. Później zaczęła się działalność przy parafii, stworzyliśmy Caritas parafialny, by pomagać potrzebującym. Kiedyś jeden ksiądz wpadł na pomysł, żeby w opuszczonych pomieszczeniach piwnicznych spółdzielni stworzyć świetlicę dla dzieci. Początkowo prowadził ją właśnie ten ksiądz, ale poszedł na studia i potrzebny był ktoś, kto by dalej to kontynuował. Znajomi z ruchu Światło-Życie zaproponowali, żebym ja zajął się tym. I tak stworzyliśmy Stowarzyszenie „Pod Dobrym Aniołem” i prowadzimy tę świetlicę do dziś.

Skąd pomysł na szerszą działalność w Radzie Miasta?

W którymś momencie, będąc członkiem rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej Michałów stwierdziłem, że nie wszystko da się rozwiązać na osiedlu, trzeba trochę wyjść poza osiedle i spróbować zmieniać miasto na poziomie rady miejskiej. Tak to się dobrze złożyło, że zaproponowano mi kandydowanie. Zgodziłem się i jestem już drugą kadencję radnym.

Jest Pan radnym opozycji względem władz miasta, który wykazuje się dużą aktywnością. Proszę powiedzieć, co w tym momencie jest dla Pana najważniejsze, co by Pan chciał zmienić, zasugerować władzy, która rządzi?

Radom trzeba cały czas zmieniać. Ja myślę, że ten temat lotniska, bo on staje się już trochę dla władzy pięta achillesową, dla innych źródłem pośmiewiska, a jednak to jest duża szansa dla Radomia. Ostatnie wyniki badań pokazały, że usługi lotnicze cały czas rozwijają się, a pasażerów przybywa. Władze miasta nie mają pomysłu na Radom i to widać bardzo wyraźnie. Byłem radnym tej części rządzącej za czasów prezydenta Kosztowniaka i teraz jestem radnym opozycyjnym i widać po prostu przepaść w jakości zarządzania. Teraz władze nie myślą o Radomiu, bardziej myślą o sobie i swoich układach towarzyskich. Weźmy np. ciepło – Radpec. Posłowie PiS namówili Eneę, żeby włączyła się finansowo w pomoc miastu, a pan Prezydent nie chciał z tego skorzystać.

Czyli można powiedzieć, że sprawa jest ostatecznie przesądzona?

Sprawa jest przesądzona przynajmniej na tym etapie, bo pan prezydent podjął decyzję, że 500 mln zł wyłoży Radpec, biorąc kredyty. Tylko, że będą one bardzo drogie, bo spółka Radpec nie jest tak dobrze prosperującą na rynku finansowym spółką. I za to wszystko zapłacą radomianie, bo przecież spółka będzie musiała spłacić kredyt i odsetki a zarabia tylko i wyłącznie na sprzedaży ciepła mieszkańcom miasta. Zresztą to było widać na sesji, zarządzający spółką pokazali, że za 3-4 lata cena ciepła wzrośnie o 50%. Wprawdzie przekonywali, że to są wyliczenia ogólnopolskie, ale myślę, że po prostu przyzwyczajali do tego mieszkańców, że podwyżka cen ciepła będzie.

Z tego, co wiem, spółka Enea proponowała inwestycje.

Wiem, że jedną z propozycji była produkcja energii elektrycznej przy okazji produkcji ciepła, która byłaby dodatkowym przychodem. W ten sposób można by spłacić część kredytu. Energia elektryczna jest bardzo potrzebna na rynku, mamy olbrzymi niedobór w jej produkcji, a miałaby ona powstać w technologii czystego spalania węgla, który nie powodowałby zanieczyszczeń, a przynajmniej znacznie je ograniczyła. Mielibyśmy czyste powietrze, energię elektryczną, niższe koszty przesyłu ciepła. No, ale ten pomysł upadł. Zasmuca to, że spółka Radpec i obecny zarząd zajęli się opracowywaniem strategii na przyszłe lata, dopiero wtedy, gdy Enea złożyła swoją propozycję współpracy. Wtedy raptownie zaczęto myśleć, jaką tu kontrpropozycję dla propozycji Enei dać. Ten pomysł, który ma być realizowany, nie jest wcale autorskim pomysłem obecnych władz spółki. Poprzedni zarząd, na komisji do spraw spółek przedstawiał nam m.in. ten pomysł. Mówiono o 3 czy 4 wariantach i zakładano, że ten realizowany przez obecne władze spółki jest najbardziej kosztowny, najmniej bezpieczny. W związku z tym, miał ostatnie miejsce na liście priorytetów. Życzę, abyśmy nie musieli płacić tak dużo za energię cieplną, a że sam mieszkam w bloku to jestem żywotnie zainteresowany tą kwestią.

Panie Marku wrócę jeszcze do jednego aspektu funkcjonowania w Radzie Miejskiej. Kilka miesięcy temu stał się Pan obiektem ataków, krytyki związanej z dyskusjami na radzie miejskiej. Sugerowano pewną niegrzeczność z Pana strony. Proszę powiedzieć, jak to z Pana perspektywy wszystko wyglądało? I czy naprawdę Marek Szary jest taki groźny, jak go próbowano przedstawić?

Jestem przyzwyczajony do tego, że straszy się moją osobą. Obecna władza nie znosi krytyki. Jeśli znajdzie się ktoś, kto źle ocenia jej działania, a do tego przedstawia merytoryczne argumenty, to jej przedstawiciele nie tolerują takiej osoby.

Wtedy chodziło bodajże o kwestie polityki personalnej w urzędzie miasta.

Nie tylko. Było tam wiele takich elementów. Na tej sesji zarzuciłem prezydentowi, że cały czas oszukuje media i społeczeństwo np. w sprawie ul. Wojska Polskiego, bo sam wstawił do budżetu jej finansowanie w proporcji 50% miasto, 50% środki zewnętrzne. Takie było założenie, a później cały czas twierdził, że budżet miasta na to nie stać i musi być dofinansowanie 80%. To chyba najbardziej zabolało pana prezydenta, bo od tego zaczął się atak personalny na mnie. Był to atak ze strony Radosława Witkowskiego, ale też jego zastępcy. Jednak najbardziej aktywny w ataku na mnie był radny Kazimierz Woźniak. Kiedy wychodził na mównicę atakował mnie, a nie wypowiadał się na konkretny temat. Na koniec były sprawy personalne, które mi są bardzo bliskie i dlatego zawsze w takiej sytuacji u mnie się budzi bunt, jeśli kogoś zwalnia się, bądź pozbawia środków do życia tylko dlatego, że tak mi się podoba, a pan prezydent tak to właśnie przedstawił. Dodatkowo, w ogóle nie przygotował się do odpowiedzi na nasze pytania, z którymi wcześniej mógł się zapoznać. Mówił bardzo lekceważąco wypowiadając się zarówno o osobach, jak i w stosunku do mnie. W którymś momencie nastąpiło apogeum, kiedy ja zarzuciłem panu prezydentowi, że lekceważy mnie i innych radnych, że nie przygotował się. Użyłem tam słowa próżniak, które zostało uznane za obraźliwe. Później zaczął mi ubliżać pan Woźniak. W czasie mojej wypowiedzi przeszkadzał mi, zaczął przekrzykiwać, i w tym momencie nie wytrzymałem i odpowiedziałem mu. Nie jestem dumny z tego, choć wielu znajomych mówiło, że dobrze zrobiłem. Jestem tak wychowany, nie pozwalam nikomu żeby tak bezpodstawnie pluł w twarz. Nigdy nie mówię, że deszcz pada jak ktoś mi pluje w twarz.

Proszę powiedzieć, obserwowałem tą sytuację na sesji. Czy nie uważa Pan, że miał za mało wsparcia ze strony swojego klubu w tej sytuacji? Czy nie było za mało takiej ostrej dyskusji, kiedy był Pan atakowany z każdej strony?

Pewnie tak, spodziewałbym się, że dostanę większe wsparcie, ale proszę pamiętać, że na sesji ktoś się zapisuje do zabrania głosu i może powiedzieć raz. Władze miasta mogły komentować to, co ja mówiłem, jeżeli byłem przed nimi i mogli prowadzić atak. W naszym klubie radnych PiS nie zakładamy nigdy, że będziemy kogoś personalnie atakować, wręcz przeciwnie, nie ma takiej „ustawki” na kogoś. Natomiast tam było widać, że jest „ustawka”. Pan Kazimierz Woźniak szczególnie celował, ale inni radni po tej mojej prawej stronie to samo robili. Personalnie atakowali, czyli dostali zadanie żeby atakować. Prawda jest taka, że do pana prezydenta rzeczywiście niepotrzebnie zwróciłem się ad personam, ale powiem szczerze, że to mnie po prostu wyprowadziło z równowagi.

Panie Mark, zbliżają się drobnymi krokami, jeszcze daleko, ale już na horyzoncie widać wybory samorządowe. Proszę powiedzieć wyborcom, czy będzie Pan startował w wyborach?

Nie wiem. Po pierwsze będą układane listy, więc musi być jakaś propozycja, a po drugie powiem szczerze, czuję się już zmęczony. Dwie kadencje byłem radnym, mam duże doświadczenie i dużo pomysłów, ale już swoje lata mam. Chciałbym być tak niezniszczalny jak pan Mirosław Rejczak, który w tym wieku funkcjonuje w polityce. Natomiast ja nie wiem, czy rzeczywiście jestem tak odporny. Zobaczę, jeszcze jest trochę czasu.

Może trzeba poszukać refleksji i odpoczynku w lesie?

Powiem tak, że do tego lasu bardzo ciężko trafić. Moim marzeniem jest przebywać jak najwięcej w lesie. Niestety moja praca sprowadza się głównie do pracy biurowej. Jak tylko mogę, uciekam do lasu. Polecam wszystkim, las łagodzi obyczaje, pozwala na odpoczynek, ale też na refleksję.

Panie Marku życzę Panu, żeby Pan odnalazł z jednej strony siłę i spokój, ale z drugiej właśnie żeby ta energia do pracy nie odeszła i żeby Pan jeszcze wiele marzeń i planów zrealizował tutaj na niwie publicznej.

Dziękuję bardzo. Myślę, że już zaraziłem się tą działalnością taką dla drugiego człowieka i na pewno to nie odejdzie, natomiast czy jako radny rady miejskiej, to zobaczymy.

„Sprawy ludzkie są mi bardzo bliskie” – rozmowa z Markiem Szarym, radnym Rady Miejskiej w Radomiu komentarze opinie

  • gość 2017-12-03 11:24:51

    O czym on mówi o kolesiostwie, o braku szacunku do innych kolegów, że niby nerwy poniosły. Bzdury takie zachowanie wynosi się z domu, porządny człowiek potrafi zacisnąć zęby i przemilczeć wiele spraw a nie od razu atakować i to w jaki sposób. Panie Szary zanim osądzisz drugiego człowieka sam spójrz w lustro i dostrzeż osobę która ma wiele wiele więcej na sumieniu niż osoby jak pan twierdzi które straszą pana osobą. To jedno a drugie krytyka w PIS jest na porządku dziennym o kilkunastu lat nie było tak sumiennego Prezydenta, a wy bez zawahania podkładacie mu tylko kłody pod nogi. Skończcie z tą walką bo to nie idzie w dobrym kierunku.

Dodajesz jako: Zaloguj się