Historia Na czasie Radom i okolice Społeczeństwo

Tajemnica samotnego krzyża. Czy koło Słupicy odnaleziono mogiłę Powstańca Styczniowego?

Na jednym z pól w okolicy Słupicy stoi stary, zniszczony krzyż. Dla przypadkowego obserwatora to tylko ślad przeszłości, jednak może być to miejsce związane z dramatycznymi wydarzeniami sprzed ponad 160 lat. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tutaj mogło dojść do egzekucji Powstańca Styczniowego – Pawła Lechowskiego.

Historia zaczyna się od rodzinnej opowieści, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Jeden z potomków Lechowskiego, Andrzej Bińkowski, postanowił odnaleźć miejsce, które miało upamiętniać jego przodka. Jak podkreśla, nie była to legenda, lecz historia obecna w rodzinie od lat. Według przekazów, Paweł Lechowski był włościaninem i stolarzem, który w wieku około 40 lat dołączył do oddziałów powstańczych. Jego los zakończył się tragicznie – został schwytany, osądzony przez władze carskie i powieszony.

Sprawę postanowił zbadać Adam Sikorski, twórca kultowego programu TVP „Było… nie minęło”. W sobotę rano ekipa pojawiła się na miejscu, by rozpocząć działania zmierzające do rozwiązania tej tajemnicy. W pracach uczestniczyli również przedstawiciele Stowarzyszenia „Wizna 1939”, Dariusz Szymanowski oraz Piotr Karsznia – artysta malarz, rysownik, twórca murali i autor książek, który w trakcie nagrań wykonał niezwykły szkic przedstawiający samotny krzyż i ducha powstańca unoszącego się nad polem w Słupicy.

Jak wynika z ustaleń rodziny i historyków, Paweł Lechowski pochodził z Lipin, niewielkiej miejscowości położonej kilka kilometrów od miejsca, gdzie dziś stoi krzyż. Po ucieczce do Galicji został przekazany władzom rosyjskim i trafił do guberni radomskiej, gdzie zapadł wyrok.

Sprawa jednak nie jest jednoznaczna. W archiwalnych dokumentach pojawiają się rozbieżności dotyczące miejsca egzekucji. Jedno ze źródeł wskazuje na Wierzchowiny jako miejsce śmierci Lechowskiego w czerwcu 1864 roku. Z kolei zapis z ksiąg parafialnych potwierdza jego zgon w lipcu tego samego roku, ale nie precyzuje miejsca egzekucji. Różnice mogą wynikać m.in. z używania dwóch kalendarzy – juliańskiego i gregoriańskiego.

To rodzi kluczowe pytanie: czy krzyż stojący na polu jest rzeczywistym miejscem pochówku, czy jedynie symbolicznym upamiętnieniem?

Eksperci z programu TVP „Było… nie minęło” zwracają uwagę, że w czasach carskich miejsca pamięci powstańców były często niszczone lub ukrywane. Ciała straconych bywały pozostawiane bez oznaczeń lub potajemnie chowane przez rodziny. Zdarzało się także, że pierwotne miejsca pochówku oznaczano w sposób dyskretny – na przykład kamieniami – a dopiero po odzyskaniu niepodległości stawiano krzyże.

Sam krzyż, który przetrwał do dziś, był wielokrotnie naprawiany przez lokalnych mieszkańców. Jak wynika z relacji, przewracał się i był ponownie osadzany, aż w końcu zabezpieczono go betonową podstawą. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie stoi on w pierwotnym położeniu – prawdopodobnie został obrócony wraz ze zmianą przebiegu dróg.

Przedstawiciele Stowarzyszenia „Wizna 1939” wykonali badania georadarem i stwierdzili, że pod krzyżem znajduje się obszar, który może wskazywać na istnienie mogiły. Według przekazów w tym miejscu mogło zostać pochowanych nawet trzech powstańców.

– Niezależnie od tego, skoro jest taki przekaz ustny, będziemy chcieli, żeby to miejsce było upamiętnione

mówił Paweł Dycht.

W planach jest m.in. zabezpieczenie krzyża oraz budowa niewielkiej kapliczki. Niewykluczone, że na miejscu prowadzone będą dalsze prace, które pozwolą potwierdzić, czy rzeczywiście znajduje się tam mogiła.

Zobaczcie zdjęcia!