– Prawdziwymi ekologami jesteśmy my, myśliwi. Na co dzień obserwujemy wzajemne relacje między organizmami a środowiskiem oraz między samymi gatunkami zwierząt i roślin – mówił Damian Gawlik, Łowczy Okręgowy w rozmowie z Oskarem Klichem. W trakcie rozmowy przedstawiciel Polskiego Związku Łowieckiego Okręgu Radomskiego poruszył m.in. kwestie rosnącej populacji dzików i jeleni, systemu odszkodowań za szkody łowieckie, bezpieczeństwa na polowaniach oraz kontrowersyjnych propozycji zmian w prawie łowieckim.
Na początek chciałbym zapytać, czym obecnie zajmuje się Łowczy Okręgowy i jaka jest skala działalności okręgu radomskiego Polskiego Związku Łowieckiego?
Zadania łowczego okręgowego, ściśle określone w Statucie Polskiego Związku Łowieckiego, to:
- reprezentowanie Zarządu Głównego w okręgu,
- reprezentowanie na zewnątrz zarządu okręgowego,
- zwoływanie i prowadzenie posiedzeń zarządu okręgowego,
- kierowanie działalnością zarządu okręgowego i pracą jego biura,
- uzgadnianie rocznych planów łowieckich sporządzanych przez dzierżawców obwodów łowieckich.
Zaś zadania zarządu okręgowego to, najkrócej mówiąc, nadzór nad kołami mającymi siedzibę na terenie okręgu oraz członkami niezrzeszonymi w kołach łowieckich, stale zamieszkałymi na terenie okręgu, nadzór nad prowadzeniem gospodarki łowieckiej, współdziałanie z właściwymi organami administracji rządowej i samorządowej, dyrekcjami PGL Lasy Państwowe w realizacji zadań zlecanych, w ramach obowiązującego prawa. Bardzo ważnym zadaniem zarządu okręgowego jest szkolenie członków i kandydatów do Zrzeszenia.
Okręg radomski terytorialnie odpowiada dawnemu Województwu Radomskiemu. Został utworzony w wyniku reformy administracyjnej z roku 1975. Do końca roku 1998 działaliśmy jako struktura wojewódzka, a po kolejnej reformie, jako struktura okręgowa. Stąd w ubiegłym roku obchodziliśmy okrągłą, pięćdziesiątą rocznicę powstania. W okręgu radomskim jest zrzeszonych obecnie prawie 2700 myśliwych, gospodarujących na 126 obwodach łowieckich o powierzchni 650 tys. ha.
Jak obecnie wygląda sytuacja zwierzyny łownej na terenie regionu radomskiego? Których gatunków jest najwięcej, a które wymagają szczególnej ochrony?
Historycznie w regionie radomskim królowała zwierzyna drobna. Mieliśmy bardzo wysokie stany zająca, kuropatwy, bażantów i dzikich kaczek. Wraz ze zmianami w rolnictwie, zmianami struktury upraw, powszechną chemizacją i mechanizacją rolnictwa, nastąpił spadek pogłowia zwierzyny drobnej. Szczególnie drastyczny już od lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Natomiast zwierzyna gruba, czyli jelenie, sarny, a szczególnie dziki, bardzo dobrze zaadaptowały się do następujących zmian w rolnictwie. Obserwujemy stały wzrost liczebności tych gatunków. W przypadku jelenia szlachetnego jest to wzrost niemal geometryczny. O ile dane dotyczące inwentaryzacji można obarczyć większym lub mniejszym błędem statystycznym, to dane dotyczące pozyskania są ścisłe. W sezonie 2005/2006 pozyskano na terenie naszego okręgu 99 sztuk jeleni, natomiast w sezonie 2025/2026 już 1027. Dzików odpowiednio 479 sztuk i 8452 sztuki. Pozyskanie saren wzrosło czterokrotnie. Wbrew słyszanym często opiniom zwierzyna gruba ma się coraz lepiej. To cieszy, ale również i martwi, bo wraz ze wzrostem pogłowia zwierzyny wzrastają szkody w uprawach i płodach rolnych przez nią wyrządzane, te zaś wypłacane są wyłącznie z kieszeni myśliwych. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że koszty likwidacji, czyli szacowania szkód są wielokrotnie większe od kosztów samych szkód. Wzrastają również szkody w lasach, których koszty ponoszą Lasy Państwowe. Warto wspomnieć o łosiu, który również ma się bardzo dobrze. Szacujemy, że obecnie pogłowie łosi w regionie wynosi ok. 1800 sztuk, przy ok. 70 sztukach w 2006 roku. Wracając do pytania: ochrony wymagają wszystkie gatunki zwierząt łownych oraz te, które z listy zwierząt łownych zostały skreślone, jak ostatnio słonka, jarząbek, łyska, czy niektóre gatunki dzikich kaczek. Ochrona zwierzyny drobnej, to przede wszystkim redukcja drapieżników i zwalczanie kłusownictwa. Nie da się przeszacować efektów tego działania myśliwych. Redukcja drapieżników, ma wpływ na populację nie tylko zwierząt łownych, lecz również gatunków chronionych. Lis równie chętnie zjada jaja kuropatwy, jak np. czajki lub rybitwy. Myśliwi nie prowadzą zbiórek w Internecie. Myśliwi działają.
W ostatnich latach coraz częściej mówi się o rosnącej liczbie dzików i problemach związanych z ich obecnością w pobliżu terenów zamieszkałych. Jak wygląda ta sytuacja na terenie powiatu radomskiego i samego Radomia?
Wspomniałem wcześniej o tym, że dzik znakomicie zaadaptował się do zmian w rolnictwie. Nie wdając się w szczegóły: dieta oparta na kukurydzy stymuluje płodność loch i przyspiesza ich wejście w proces rozrodczy. Wzrost populacji dzików został przyhamowany przez ASF. Afrykański Pomór Świń, to bardzo groźna choroba zakaźna. Dzik to bardzo inteligentne zwierzę. W mieście znajduje dobre, spokojne miejsca do rozrodu, dostatek pożywienia, brak naturalnych wrogów (wilków), spokój od myśliwych, przychylność nieodpowiedzialnych mieszkańców, którzy dodatkowo dziki dokarmiają. Proszę powiedzieć, dlaczego te zwierzęta miałyby nie zasiedlać środowiska miejskiego? Postępująca urbanizacja powoduje, że redukcji dzika można dokonywać coraz dalej od miasta. W dużych miastach wyrasta populacja, która nigdy nie doświadczyła zagrożenia związanego z odstrzałem. To już są miejskie dziki, ale nadal dzikie.
Mieszkańcy często zgłaszają szkody wyrządzane przez dziką zwierzynę, szczególnie w rolnictwie. Jak wygląda system rekompensat i kto odpowiada za wypłatę odszkodowań?
Za szkody od zwierzyny łownej wyrządzone w uprawach i płodach rolnych, na terenie dzierżawionych obwodów łowieckich, płacą wyłącznie myśliwi. Wypłata odszkodowań następuje z funduszy własnych dzierżawców obwodów, a w przypadku ich niewypłacalności odpowiedzialność finansowa przechodzi na PZŁ. Myśliwi ponoszą również koszty likwidacji szkód, a te są wielokrotnie większe od kosztów samych szkód. W przypadku zatrudnienia osób (minimum jednego pracownika w gminie), których obowiązkiem byłaby likwidacja szkód należałoby je wyposażyć w środki transportu, komunikacji i ponieść koszty użytkowania tych środków, wyposażyć miejsce pracy (lokal, biurko, komputer, telefon), ponieść wszelkie koszty zatrudnienia (pensje, składki, ubezpieczenie). W skali kraju, te koszty szacowane są na ponad miliard złotych. Zasadnym wydaje się pytanie skąd te pieniądze wziąć, a właściwie komu zabrać? Oświacie? Służbie zdrowia? Policji?
Tutaj należy wspomnieć o szkodach wyrządzanych przez łosie, które znajdują się na liście zwierząt łownych, lecz na mocy moratorium na odstrzał łosi wprowadzony w 2001 roku odpowiedzialność za szkody wyrządzane przez łosie ponosi Skarb Państwa.
Jakie są największe wyzwania, z którymi obecnie mierzy się polskie łowiectwo?
Główne cele współczesnego łowiectwa są zdefiniowane w ustawie prawo łowieckie i są to: ochrona przyrody i zachowanie bioróżnorodności, poprawa warunków bytowania zwierzyny, zachowanie właściwej liczebności i kondycji osobniczej zwierzyny oraz spełnianie potrzeb społecznych w zakresie myślistwa i kultury łowieckiej. Cele te realizujemy w stale zmieniającej się rzeczywistości. To są zmiany wielkie, niemal rewolucyjne. Z perspektywy moich prawie pięćdziesięciu lat członkostwa w PZŁ i kolejnych dziesięciu „stażu” przed wstąpieniem do Zrzeszenia mogę to autorytatywnie stwierdzić.
W przestrzeni publicznej pojawia się wiele dyskusji na temat wizerunku myśliwych. Część osób uważa, że łowiectwo jest koniecznym elementem ochrony przyrody, inni krytykują polowania. Jak odpowiedziałby Pan na te zarzuty?
Odkąd polskie łowiectwo zmieniło swój charakter z elitarnego, na egalitarny, a stało się to w wyniku ustanowienia tzw. władzy ludowej, wizerunek myśliwych jest tożsamy z wizerunkiem społeczeństwa. W pewnym sensie przeciętny myśliwy jest jednak bardziej zrównoważony niż przeciętny Kowalski, choćby z racji tego, że wszyscy myśliwi muszą przejść badania lekarskie i o ich kondycji psychofizycznej świadczy pozytywna opinia psychologa, psychiatry i lekarza orzecznika. Polskie przepisy dotyczące posiadania broni palnej są bardzo rygorystyczne, a polska Policja bezwzględnie je realizuje. I tak powinno być. Broń powinni posiadać tylko odpowiedzialni ludzie. Nie chroni nas to oczywiście w 100% przed wypadkami z udziałem broni, natomiast wszystkie one były spowodowane nieprzestrzeganiem procedur, a nie stanem zdrowia sprawców.

Bez wątpienia łowiectwo jest koniecznym elementem ochrony przyrody. W przytaczanej tu ustawie Prawo łowieckie, łowiectwo jest zdefiniowane jako element ochrony środowiska przyrodniczego, zadaniem łowiectwa jest ochrona zwierzyny i gospodarowanie nią w zgodzie z zasadami ekologii oraz zasadami racjonalnej gospodarki rolnej, leśnej i rybackiej. Człowiek skutecznie i bezwzględnie zaingerował w naturę. Powrót do stanu pierwotnego jest niemożliwy. Celem nadrzędnym jest dobro ludzkie. Prosty przykład: profilaktycznie podajemy drapieżnikom szczepionkę przeciwko wściekliźnie, która jest śmiertelną chorobą odzwierzęcą. Wścieklizna skutecznie „regulowała” populację drapieżników, przede wszystkim lisów i w związku z tym pozytywnie wpływała na stany nie tylko zwierzyny drobnej, ale również na stany drobnych zwierząt objętych ochroną gatunkową. Pytanie czy powinniśmy zaniechać szczepień, czy zwiększyć presję na drapieżniki? Innego wyjścia nie ma by chronić zwierzęta, którymi lisy się żywią. Takich przykładów naprawdę jest mnóstwo.
Jak wygląda proces zostania myśliwym? Czy obecnie młodzi ludzie są zainteresowani wstępowaniem do kół łowieckich?
Obecnie w PZŁ jest zrzeszonych niemal 140 tys. myśliwych. Z roku na rok nasze szeregi rosną. Z zadowoleniem obserwuję, że wśród adeptów łowiectwa jest coraz więcej młodych ludzi i coraz więcej kobiet.
Droga do łowiectwa jest dość długa. Rozpoczyna się ją rocznym stażem w kole łowieckim. Po czym należy przejść kurs organizowany przez zarząd okręgowy. Kurs zakończony jest egzaminem teoretycznym pisemnym oraz ustnym, a także praktycznym egzaminem strzeleckim. Trzeba podkreślić, że z racji tego, że zaliczenie egzaminu uprawnia do posiadania broni, taryfy ulgowej tu być nie może. W skład komisji egzaminacyjnej oprócz przedstawicieli PZŁ, wchodzą przedstawiciele Marszałka Województwa, Policji oraz Lasów Państwowych. Po zdanym egzaminie, każdy, obligatoryjnie przechodzi badania ogólne, psychologiczne i psychiatryczne, a Policja po dokładnym sprawdzeniu potencjalnego myśliwego wydaje (bądź nie wydaje) pozwolenie na posiadanie broni myśliwskiej.
Jakie znaczenie dla gospodarki i ochrony środowiska ma działalność kół łowieckich?
Najkrócej mówiąc, to na kołach łowieckich spoczywa cały ciężar prowadzenia gospodarki łowieckiej. To realizacja planów łowieckich, planów pozyskania zwierzyny zatwierdzanych przez właściwego starostę bądź nadleśniczego. To ochrona zwierzyny przed kłusownictwem. Zwalczanie chorób zakaźnych we współpracy ze służbami weterynaryjnymi. Ochrona upraw rolnych. Działalność szkoleniowa i edukacyjna. Na samym końcu można dopiero pomyśleć o bigosie i pysznej kiełbasie z dzika.
Trwają dyskusje dotyczące zmian w Prawie łowieckim. Jakie najważniejsze zmiany są obecnie planowane i jak mogą wpłynąć na działalność myśliwych?
Bardzo źle odbieram tą inicjatywę. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dobro przyrody jest składane na ołtarzu polityki. Postulowane zmiany mają na celu zlikwidowanie łowiectwa. Ich wprowadzenie miałoby gigantyczny wpływ nie tylko na ochronę zwierząt, ale również na finanse publiczne, na gospodarkę rolną, a co za tym idzie bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Tylko ustanowienie strefy zakazu polowania w odległości 700 m od zabudowań spowodowałoby wyłączenie 75% powierzchni kraju z możliwości prowadzenia gospodarki łowieckiej. Zakaz dotyczyłby również odstrzałów sanitarnych i redukcyjnych (w tym np. wykonywanych na lotniskach w celu zachowania bezpieczeństwa transportu lotniczego). Proszę spojrzeć jak już kłopotliwa staje obecność dzikich zwierząt w miastach, gdzie polować nie można ze względów przede wszystkim bezpieczeństwa oraz wyobrazić sobie, że ten problem jest problemem ogólnokrajowym. Czy potrzeba zagłębiać się w inne, chore propozycje? Najpoważniejszą wadą tej inicjatywy jest przemilczanie kosztów społecznych i ekonomicznych proponowanych rozwiązań. Przykro to mówić, ale żeby dzisiaj rozprawiać o ekologii nie trzeba wiedzieć czym ta nauka się zajmuje, to nawet szkodzi pewności głoszenia poglądów. Prawdziwymi ekologami jesteśmy my, myśliwi. Na co dzień obserwujemy wzajemne relacje między organizmami a środowiskiem oraz między samymi gatunkami zwierząt i roślin.
Czy środowisko myśliwych ma obawy związane z proponowanymi zmianami przepisów?
Szczerze mówiąc, te propozycje są tak oderwane od rzeczywistości, że nie sądzę, by poważnie obawiać się ich wprowadzenia w życie. Moim zdaniem, nie masz szans na osiągnięcie konsensusu społecznego przy tak sformułowanych postulatach, a decydenci zachowają zdrowy rozsądek. Należy jednak obawiać się szkód wyrządzonych słowem, w trakcie kampanii. Nasi adwersarze używają języka stygmatyzującego całe środowisko myśliwych. Nie potrafię wytłumaczyć profesora bioetyki, choć doskonale wyczuwam jego intencje, który członków ponad stuletniej organizacji założonej na podstawie obowiązujących przepisów prawnych, wykonującej zadania zlecone przez państwo, działającej pod nadzorem ministra polskiego rządu opisuje mianem sekty. Jawne wprowadzanie w błąd opinii publicznej jest największym złem wyrządzanym społeczeństwu przez aktywistów.
Słowo „aktywista” coraz bardziej kojarzy się z fanatykiem, z oczywistą szkodą dla innych oddanych sprawie ludziom. Kampania coraz bardziej zaczyna się zbliżać do cienkiej granicy nienawiści do środowiska myśliwych i to jest niewybaczalne. Rozwiązania, które proponują wyznawcy idei likwidacji łowiectwa prowadzą w prostej linii do modelu holenderskiego, gdzie w imię ochrony przyrody zakazano polowań na dzikie gęsi, a problem ich nadmiaru likwiduje się poprzez gazowanie. W Polsce, historycznie, rozwiązywanie różnych „problemów” poprzez gazowanie musi się negatywnie kojarzyć. Powtórzę za klasykiem: nie idźmy tą drogą.
W ostatnich latach coraz większą uwagę zwraca się na bezpieczeństwo podczas polowań. Jakie procedury obowiązują, aby minimalizować ryzyko wypadków?
Po pierwsze należy dążyć by wypadki na polowaniach ograniczyć do zera. Czy to jest realne? Nie. Wśród 140 tysięcy ludzi zawsze może się znaleźć osoba nieroztropna lub choćby taka, która ma gorszy dzień. Czy mamy złe przepisy dotyczące bezpieczeństwa na polowaniu? Nie. Choć zawsze możemy mieć lepsze. Żaden wypadek z udziałem myśliwego nie był spowodowany jego stanem zdrowia, natomiast każdy wynikał z nieprzestrzegania regulaminu. Wypadki na polowaniach mają wiele wspólnego z wypadkami lotniczymi. Zdarzają się niezmiernie rzadko, lecz są bardzo nośne medialnie. Czy lotnikom można zarzucać, że są słabo wyszkoleni? Nieodpowiedzialni? Nieprzebadani? Czy zdarzają się wypadki lotnicze? Oczywiście. Co zawodzi? Człowiek. Ikar też zlekceważył procedurę. PZŁ przeprowadził szereg działań zmierzających do poprawy bezpieczeństwa na polowaniu. Sam niejednokrotnie uczestniczyłem w warsztatach temu poświęconych. W gronie praktyków zastanawialiśmy się nad rozwiązaniami, które poprawiłyby bezpieczeństwo na polowaniu. Rozwiązania są wprowadzane w życie. W naszym okręgu, przeprowadziliśmy szkolenia z zakresu bezpieczeństwa. Takie szkolenia odbyły się w każdym kole. O zasadach bezpieczeństwa trzeba mówić i przypominać bezustannie.
Okręgowy Zjazd Delegatów podjął uchwały o obowiązkowych treningach strzeleckich, obowiązkowych szkoleniach z zakresu bezpieczeństwa na polowaniu, obowiązkowym udziale kół łowieckich w zawodach strzeleckich. Uchwalono przeprowadzanie obowiązkowych zajęć na strzelnicy w ramach stażu kandydackiego. Można powiedzieć, że to tylko słowa, ale bardzo ważne słowa. Widzimy problem i reagujemy. Ćwiczenie czyni mistrzem.
Jak według Pana powinna wyglądać przyszłość polskiego łowiectwa? Czy konieczne są zmiany w podejściu do tej dziedziny?
Świat się zmienia. Zmienia się również łowiectwo. Pryncypia funkcjonowania polskiego łowiectwa pozostają stałe od prawie osiemdziesięciu lat: zwierzyna w stanie wolnym jest własnością skarbu państwa, gospodarka łowiecka jest prowadzona w obwodach łowieckich o powierzchni nie mniejszej niż 3000 ha, a PZŁ jest jedyną narodową organizacją zrzeszającą myśliwych i koła łowieckie. Czeka nas ciężka praca nad wizerunkiem w wymiarze społecznym. Wielkim wyzwaniem jest utrzymanie bioróżnorodności przy coraz większej presji na środowisko. Musimy utrzymać współpracę ze społecznością lokalną, instytucjami, realizować zadania, które na nas nakłada państwo, szczególnie jeśli chodzi o ochronę zdrowia zwierząt. Musimy wreszcie utrzymać jedność organizacyjną.
Na koniec – jakie najważniejsze informacje dotyczące łowiectwa chciałby Pan przekazać mieszkańcom Radomia i regionu, którzy często mają kontakt z dziką zwierzyną?
Łowiectwo jest najstarszą formą aktywności społecznej. Wspólnoty powstawały na polowaniach. Współczesne łowiectwo to też wspólnota ludzi, którym w ogromnej większości, zależy przede wszystkim na dobru przyrody. Odkąd człowiek zaczął ingerować w środowisko naturalne, świat nie może się obejść bez myśliwych. Możecie nas spotkać na co dzień. Wśród myśliwych są wszystkie grupy zawodowe: naukowcy i nauczyciele, lekarze i pielęgniarki, informatycy i pracownicy fizyczni, policjanci i strażacy, aktorzy i śpiewacy operowi, pisarze, malarze i kompozytorzy, reprezentujący wszystkie poglądy polityczne – od prawa do lewa, ludzie wielcy, wybitni i ci całkiem przeciętni. Tak różni od siebie, jednak uderzająco podobni w swojej pasji. Wszyscy zjednoczeni zawołaniem : Darz Bór.
