Historia Radom i okolice Religia Społeczeństwo Wyróżnione

Ksiądz Roman Kotlarz. W Szydłowcu narodziła się legenda kapłana bliskiego ludziom

Zanim ks. Roman Kotlarz stał się symbolem robotniczego protestu w Radomiu w czerwcu 1976 roku, przez lata dał się poznać jako kapłan bezkompromisowy wobec komunistycznej władzy i jednocześnie niezwykle bliski zwykłym ludziom. Jego pierwsza parafia – Szydłowiec – była miejscem, w którym bardzo szybko ujawniły się zarówno jego duszpasterskie zaangażowanie, jak i odwaga, która później wielokrotnie sprowadzała na niego problemy.

Ksiądz Roman Kotlarz trafił do Szydłowca w 1954 roku, niedługo po przyjęciu święceń kapłańskich. Była to jego pierwsza placówka duszpasterska. Młody duchowny szybko zachwycił się miasteczkiem, jego historią i zabytkami. Swoje wrażenia dokumentował w pamiątkowym albumie, w którym zamieszczał fotografie oraz własne rysunki Szydłowca. Jeden z nich przedstawiał postument zwieńczony krzyżem i orłem, z napisem „Bóg, Ojczyzna”.

Jednocześnie ks. Kotlarz żył bardzo skromnie. Warunki, w których mieszkał, nie przeszkadzały mu jednak w poświęcaniu się pracy duszpasterskiej i pomocy potrzebującym. Podczas kolędy zdarzało mu się przekazywać pieniądze otrzymane od wiernych biednym rodzinom. Sam natomiast chodził w mocno zużytej sutannie.

Jej stan zwrócił uwagę parafianek. Grupa kobiet, wśród nich Barbara Pałyga, zorganizowała zbiórkę pieniędzy na sukno, z którego można było uszyć księdzu nowe ubranie. Jak wspominała jedna z parafianek, ludzie bardzo chętnie przekazywali datki.

W Szydłowcu szybko ujawnił się również talent oratorski młodego kapłana. Jego emocjonalne i płomienne kazania przyciągały do kościoła tłumy. To właśnie jedno z nich stało się przyczyną pierwszego poważnego konfliktu ks. Kotlarza z władzami komunistycznymi.

25 grudnia 1955 roku duchowny wygłosił kazanie zatytułowane „Moja wiara w praktyce życiowej”. Władze uznały, że podczas wystąpienia miał krytykować nauczycieli ze względu na ich przekonania światopoglądowe i określać ich mianem „bałwochwalców”.

17 stycznia 1956 roku Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Kielcach skierowało do Kurii Biskupiej w Sandomierzu pismo, w którym domagało się upomnienia księdza. Władze groziły nawet możliwością dalszych konsekwencji, jeśli – ich zdaniem – duchowny nadal miałby naruszać obowiązujące przepisy.

Ks. Kotlarz nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W wyjaśnieniach podkreślał, że nie kierował swoich słów ani do nauczycielstwa jako grupy, ani tym bardziej do konkretnych osób. Tłumaczył, że jego kazanie dotyczyło wiary i jej praktycznego wymiaru w życiu człowieka.

Sprawa zakończyła się decyzją o przeniesieniu młodego kapłana z Szydłowca do Żarnowa. Decyzja biskupa Jana Kantego Lorka wywołała ogromne emocje wśród miejscowych wiernych.

Parafianie masowo stanęli w obronie swojego duszpasterza. Do kurii trafiły petycje, pod którymi podpisały się setki osób. Wierni przekonywali, że zarzuty wobec księdza są niesłuszne i wynikają z niechęci ludzi, którzy chcieli doprowadzić do jego odejścia.

Gdy nadszedł dzień wyjazdu ks. Kotlarza z Szydłowca, mieszkańcy przygotowali mu niezwykłe pożegnanie. Nie chcieli dopuścić do odjazdu samochodu. Leokadia Domańska, jedna ze świadków wydarzeń, wspominała później, że parafianie blokowali samochód, a na pojazd rzucali kwiaty. W efekcie cały samochód miał zostać nimi pokryty.

Pamięć o młodym księdzu nie zniknęła wraz z jego wyjazdem. Mieszkańcy Szydłowca przez kolejne miesiące jeździli do innych parafii, w których pracował, aby słuchać jego kazań.

Szydłowiec nie był jednak wyjątkiem. W kolejnych latach ks. Roman Kotlarz wielokrotnie wchodził w konflikty z władzami komunistycznymi.

W Żarnowie jego pobyt również nie trwał długo. Młody kapłan nie zawsze podporządkowywał się oczekiwaniom przełożonych, a jego sposób głoszenia kazań budził emocje. Z kolei podczas pracy w Koprzywnicy w latach 1958–1959 zaangażował się w obronę obecności religii i krzyży w szkole.

Także tam władze dążyły do usunięcia go z parafii. Wierni powołali nawet Społeczny Komitet Obrony Księdza Kotlarza, którego członkowie interweniowali w urzędach w obronie lubianego wikarego. Sprawa była na tyle poważna, że biskup Jan Kanty Lorek występował w jego obronie w Urzędzie do Spraw Wyznań, ostrzegając przed „nieobliczalnymi następstwami” jego odwołania.

Ostatecznie władze doprowadziły do ograniczenia możliwości kierowania ks. Kotlarza do większych miejscowości. Mógł pełnić funkcję wikariusza przede wszystkim w parafiach wiejskich – pod warunkiem, że w ocenie władz nie będzie prowadził „szkodliwej działalności dla Państwa”.

Kolejne lata tylko potwierdzały charakter ks. Romana Kotlarza. Konflikty z władzami pojawiały się m.in. w związku z jego stanowiskiem wobec religii w szkołach. Z czasem duchowny trafił do Pelagowa, a jego nazwisko zaczęło być coraz mocniej kojarzone z obroną ludzi prześladowanych przez komunistyczny system.

Nie był politykiem i nie zabiegał o polityczną działalność. Jego sprzeciw wynikał przede wszystkim z wrażliwości na ludzką krzywdę. To właśnie ona sprawiała, że nie pozostawał obojętny, gdy władza ingerowała w życie wiernych lub stosowała wobec nich represje.

Ta postawa miała doprowadzić go do jednego z najważniejszych momentów jego życia.

25 czerwca 1976 roku ks. Roman Kotlarz przyłączył się do robotników protestujących na ulicach Radomia. Później, w swoich kazaniach, stanął po stronie represjonowanych uczestników protestu. Za swoją postawę został objęty zainteresowaniem Służby Bezpieczeństwa, a następnie poddany szykanom i przemocy.

Historia jego życia pokazuje, że postawa, z którą kojarzony jest przede wszystkim w kontekście wydarzeń Radomskiego Czerwca 1976, kształtowała się znacznie wcześniej. Jej początki sięgały pierwszych lat kapłańskiej posługi – także Szydłowca, gdzie młody ksiądz szybko zdobył zaufanie mieszkańców i po raz pierwszy znalazł się na celowniku komunistycznych władz.

Ksiądz Roman Kotlarz zmarł w sierpniu 1976 roku, kilka tygodni po wydarzeniach Czerwca. Pozostał w pamięci mieszkańców regionu jako kapłan, który – jak pokazują wspomnienia jego parafian – potrafił być jednocześnie stanowczy wobec władzy i niezwykle wrażliwy na potrzeby zwykłego człowieka.