W dwóch największych radomskich szpitalach koszty wynagrodzeń lekarzy wyniosły w 2025 roku ponad 231 mln zł. Najlepiej opłacany lekarz w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym zarobił ponad 1,36 mln zł brutto rocznie. W Radomskim Szpitalu Specjalistycznym 7 lekarzy przekroczyło miesięczne zarobki 70 tys. zł brutto, a w Iłży najwyższe roczne wynagrodzenie lekarza wyniosło ponad 1,26 mln zł. W tym samym czasie NFZ przekazał publicznym szpitalom z Radomia i powiatu radomskiego prawie 987,5 mln zł, a prywatnym podmiotom medycznym ponad 409,6 mln zł. Jednocześnie radomskie SOR-y należą do najbardziej obciążonych w Polsce, powiatowe placówki walczą o przetrwanie, a pacjent nadal często odbija się od ściany.
To nie jest tekst o tym, że lekarze powinni zarabiać mało. Lekarz wykonuje zawód wymagający lat nauki, odporności psychicznej i odpowiedzialności za ludzkie życie. Nie ma sensu udawać, że praca na SOR-ze, bloku operacyjnym, intensywnej terapii czy neurochirurgii jest zwyczajnym zajęciem od ósmej do szesnastej. Problem jednak zaczyna się gdzie indziej. W regionie radomskim publiczna ochrona zdrowia niestety coraz bardziej przypomina system, który płaci coraz więcej za samo trwanie, ale nie daje pacjentowi poczucia bezpieczeństwa, dostępności i sprawności. Pieniądze płyną bardzo szerokim strumieniem. Lekarze osiągają wynagrodzenia niedostępne dla ogromnej większości mieszkańców południa województwa mazowieckiego. Szpitale są ekstremalnie zadłużone. SOR-y zapchane. Pacjent czeka długo i często otrzymuje pomoc, która – określając to delikatnie – nie należy do w pełni satysfakcjonujących, mimo ogromnej liczby świetnych i zaangażowanych medyków. A samorządy i państwo zachowują się tak, jakby co roku można było tylko dosypać do tego worka kolejne pieniądze i udawać, że to jeszcze nie jest zapaść.
Ponad 231 mln zł rocznie na lekarzy w dwóch radomskich szpitalach
Zacznijmy od twardych danych. W Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym na Józefowie koszty wynagrodzeń lekarzy – obejmujące umowy o pracę, umowy-zlecenia z kosztami ZUS i PPK oraz kontrakty – wyniosły w 2025 roku 135 152 213,59 zł, czyli 25,14% kosztów rodzajowych ogółem. W pierwszym półroczu 2026 roku było to już 74 505 992,95 zł, czyli 26,40% ogólnych kosztów funkcjonowania szpitala. W Radomskim Szpitalu Specjalistycznym im. dr. Tytusa Chałubińskiego koszty wynagrodzeń lekarzy w 2025 roku wyniosły 96 298 415,89 zł (25,89% wszystkich kosztów), a w pierwszym półroczu 2026 roku 51 102 740,26 zł.
Łącznie daje to 231 450 629,48 zł wydanych w 2025 roku na wynagrodzenia lekarzy w dwóch największych radomskich szpitalach. W latach 2021–2025 suma kosztów wynagrodzeń lekarzy w tych dwóch placówkach wyniosła około 934,25 mln zł. A jeśli tempo z pierwszego półrocza 2026 roku utrzymałoby się w obu szpitalach, roczny koszt wynagrodzeń lekarzy mógłby przekroczyć 251 mln zł.
To są liczby, które trzeba mieć na uwadze. Nie po to, aby urządzać tanią nagonkę na lekarzy, ale po to, aby mieszkańcy regionu wiedzieli, o jakich pieniądzach rozmawiamy. Publiczna ochrona zdrowia nie jest ubogą chatką bez grosza. To jest system pochłaniający miliardy złotych, w którym zarobki części lekarzy są astronomiczne, a pacjent nadal często czuje się jak petent przeszkadzający w działaniu instytucji.
Najbardziej uderzające są dane z Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego. Najwyższe roczne wynagrodzenie brutto uzyskane przez lekarza w 2025 roku wyniosło 1 368 905,63 zł. Chodzi o specjalistę otolaryngologii udzielającego świadczeń w ramach kontraktu. Szpital wskazał stawkę godzinową 215 zł/h, przy czym pozostałe składniki wynagrodzenia zależały od liczby przeprowadzonych zabiegów specjalistycznych; liczba przepracowanych godzin wyniosła 1677 godzin i 42 minuty.
Lista dziesięciu najwyższych rocznych wynagrodzeń w tej placówce wygląda jeszcze mocniej. W 2025 roku pierwsze dziesięć kontraktowych wynagrodzeń lekarskich w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym wyniosło łącznie około 10,54 mln zł. Na liście są m.in. neurochirurdzy, radiolodzy, neurolog, kardiolog, anestezjolog, chirurg naczyniowy i chirurg. Najniższa kwota w pierwszej dziesiątce to 872 276,44 zł, najwyższa – wspomniane 1 368 905,63 zł. Najwięcej czasu w tym zestawieniu przepracował kardiolog – 4164 godzin, za które zarobił 916 080,01 zł. Daje to niemal 11,5 godziny przepracowane codziennie przez cały rok, bez żadnego dnia przerwy. Niewiele w tyle pozostał radiolog, który przepracował 4014 godzin, za które zarobił 1 158 688,00 zł. Daje to ok. 11 godzin przepracowanych godzin dziennie przez cały rok, bez żadnego dnia przerwy. Jeden z neurochirurgów pracował 3966 godzin, za które zarobił 1 001 581,32 zł. Daje to także średni czas pracy niemal 11 godzin dziennie.
W tym samym szpitalu średnie miesięczne wynagrodzenie lekarzy na kontraktach w 2025 roku wahało się od 32 621,27 zł w lutym do 41 470,85 zł w październiku. Mediana kontraktowych wynagrodzeń lekarskich przez cały rok przekraczała 30 tys. zł miesięcznie. W Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym liczba lekarzy kontraktowych, którzy w poszczególnych miesiącach 2025 roku przekroczyli 70 tys. zł brutto miesięcznie, wynosiła od 9 osób w lutym i maju do 28 osób w październiku. W skali roku oznacza to 199 przypadków miesięcznych wynagrodzeń kontraktowych powyżej 70 tys. zł.
W Radomskim Szpitalu Specjalistycznym również nie mówimy o drobnych kwotach. Lekarze kontraktowi otrzymywali na oddziałach od 120 do 250 zł za godzinę, a na SOR od 220 do 380 zł za godzinę. Najwyższa stawka dotyczyła dyżurów samozatrudnionych lekarzy na SOR w weekendy i dni wolne od pracy. W 2025 roku miesięczne wynagrodzenie brutto przekraczające 30 tys. zł uzyskało tam 39 lekarzy, powyżej 40 tys. zł – 23 lekarzy, powyżej 50 tys. zł – 15 lekarzy, a powyżej 70 tys. zł – 7 lekarzy. Rekordzista w tym szpitalu zarobił 458 440,34 zł za 3787 godziny pracy. Kolejne wyniki w zestawieniu to 393 711,01 zł za 3285 godzin pracy czy 389 835,16 zł za 3368 godziny pracy. „Top 10” zamyka wynagrodzenie 351 013,7 zł za 3193 godziny pracy – w tym zestawieniu wszyscy lekarze pracowali ponad 3 tys. godzin rocznie, co oznacza że pracowali ok. 9 godzin dziennie przez cały rok, bez żadnego dnia przerwy.
To są pieniądze, których nie da się wytłumaczyć zwykłym banałem o „godnym wynagrodzeniu”. Jest to konsekwencja mocnej pozycji rynkowej lekarzy, deficytu kadr, kontraktowego modelu zatrudnienia i desperacji szpitali, które muszą obsadzić dyżury za wszelką cenę.
Pieniądze dla zarządów i podmiotów prywatnych
Na wynagrodzenia w szpitalach nakładają się jeszcze funkcje kierownicze. W Radomskim Szpitalu Specjalistycznym dodatek lekarski za pełnienie funkcji kierownika lub koordynatora wynosi od 1500 zł do 6000 zł brutto miesięcznie, przy średniej 3447,86 zł i medianie 3011,89 zł. Czteroosobowa dyrekcja szpitala miała w 2025 roku średnio 14 307,29 zł wynagrodzenia zasadniczego i 6574,22 zł dodatku funkcyjnego.
W Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym zarząd w 2025 roku otrzymał: prezes – 429 477,93 zł, członek zarządu – 364 493,93 zł, kolejny członek zarządu – 397 061,29 zł, a czwarty członek zarządu – 32 958,83 zł.
Kierownicy oddziałów zatrudnieni w ramach umów kontraktowych na Józefowie mieli średnie miesięczne wynagrodzenia sięgające od 58 694,77 zł w maju do 78 222,10 zł w kwietniu. Niektórzy otrzymywali także dodatek za kierowanie oddziałem od 2550 zł do 7000 zł.
Jeszcze szerszy obraz dają dane z Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Fundusz w odpowiedzi na wniosek o informację publiczną przekazał nam zestawienia kwot wypłaconych szpitalom realizującym hospitalizację i zabezpieczenie ostre, prywatnym podmiotom medycznym oraz zbiorcze dane o liczbie podmiotów mających umowy z NFZ na terenie Radomia i powiatu radomskiego. W 2025 roku pięć publicznych szpitali z Radomia i powiatu radomskiego otrzymało z NFZ łącznie 987 499 409,14 zł. Od 2021 roku do końca czerwca 2026 roku było to już 4 379 345 867,14 zł.
Najwięcej w 2025 roku otrzymał Mazowiecki Szpital Specjalistyczny na Józefowie – 463 939 006,08 zł w 2025 roku. Radomski Szpital Specjalistyczny im. dr. Tytusa Chałubińskiego otrzymał 308 806 719,82 zł, szpital psychiatryczny w Krychnowicach 111 768 326,52 zł, szpital w Pionkach 54 132 799,13 zł, a szpital w Iłży 48 852 557,59 zł.
Równocześnie bardzo szybko rośnie strumień pieniędzy kierowany do prywatnych podmiotów medycznych. Według załącznika NFZ prywatni świadczeniodawcy z terenu Radomia i powiatu radomskiego otrzymali w 2021 roku 198 741 273,45 zł, a w 2025 roku już 409 698 124,78 zł. To wzrost o ponad 106% w ciągu czterech lat. Łącznie od 2021 roku do końca czerwca 2026 roku prywatne podmioty otrzymały 1 600 071 684,43 zł. W 2025 roku działało 193 prywatnych świadczeniodawców z umowami NFZ wobec zaledwie 14 publicznych. Nie ma nic złego w tym, że prywatne placówki realizują świadczenia finansowane ze środków publicznych. Ale jeśli publiczne szpitale utrzymują SOR-y, izby przyjęć, całodobową gotowość, ostre przypadki i najtrudniejszych pacjentów, a równolegle setki milionów płyną do podmiotów prywatnych, to mieszkańcy mają prawo zapytać, czy ten podział ciężarów jest uczciwy.
To wszystko składa się na obraz systemu, w którym najwyżej opłacane grupy medyczne funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości niż pacjenci. I znowu: nie chodzi o to, żeby lekarz zarabiał jak kasjer w markecie. Chodzi o pytanie, czy tak ogromne koszty przekładają się na sprawność systemu.
Odpowiedź brzmi: nie.
SOR-y zapchane, POZ niewydolny, alkohol jako zmora
Dla przeciętnego mieszkańca regionu najważniejsze nie jest to, ile zarabia neurochirurg, radiolog czy otolaryngolog. Najważniejsze jest to, czy gdy zachoruje, będzie miał gdzie pójść. Czy dostanie się do lekarza rodzinnego. Czy nie będzie czekał miesiącami do specjalisty. Czy SOR przyjmie go w stanie nagłym bez wielogodzinnego oczekiwania. Czy karetka przyjedzie wtedy, kiedy powinna.
I właśnie tutaj pojawia się problem.
Szpitalny Oddział Ratunkowy Radomskiego Szpitala Specjalistycznego przy Tochtermana znalazł się w 2025 roku na 5. miejscu w Polsce pod względem liczby pacjentów przywiezionych przez zespoły ratownictwa medycznego. Według danych Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego trafiło tam 13 593 pacjentów, czyli średnio ponad 37 transportów karetką dziennie. Praca na SOR nie należy do łatwych i przyjemnych, dlatego często trudno jest obsadzić na tym odcinku dyżury. Kontrola Najwyżej Izby Kontroli, której wyniki poznaliśmy w połowie 2026 roku, wykazała że w Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego zdarzył się przypadek lekarza pracującego przez 144 godziny, co odpowiada sześciu dobom. Po wizycie na SOR RSS i dokładnym oprowadzeniu przez personel oraz nakreśleniu jego codziennych problemów – możemy stwierdzić, że raczej nie wynikało to z chciwości, a raczej z konieczności… Jakie to miało konsekwencje dla pacjentów? W najlepszym przypadku niejeden zapewne nie otrzymał – ujmując to delikatnie – satysfakcjonującej pomocy.
W czołówce ogólnopolskiego obciążenia znalazł się również SOR Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego na Józefowie. Według oficjalnych danych Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego, placówka ta plasuje się na 6. miejscu w kraju pod względem liczby przyjmowanych pacjentów i obciążenia pracą. W 2025 roku na SOR MSS trafiło 13 279 pacjentów transportowanych karetkami, co oznacza średnio 36 przyjęć dziennie.
Oficjalnie SOR nie jest od kaszlu, recepty, skierowania i przewlekłego bólu, który trwa od kilku tygodni. Ma ratować życie i zdrowie w stanach nagłych. W praktyce jednak do SOR trafia znaczna część ludzi, którzy powinni być obsłużeni wcześniej – przez POZ, nocną i świąteczną pomoc lekarską, poradnię specjalistyczną czy opiekę środowiskową. Osobną kategorią są osoby nietrzeźwe. A Radom od wielu lat nie ma klasycznej izby wytrzeźwień…
Do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego w 2025 roku trafiło 1 990 pacjentów pod wpływem alkoholu – czyli średnio niemal 6 dziennie. To i tak znacznie lepszy wynik niż dekadę temu, gdy takich pacjentów na SOR trafiało średnio 17 dziennie. Są to osoby, które często zajmują czas personelu, łóżka, uwagę lekarzy i ratowników, dezorganizują pracę oddziału oraz pogarszają warunki oczekiwania pacjentów rzeczywiście wymagających pilnej pomocy.
Tu nie chodzi o jakieś moralizowanie. To jest problem organizacji państwa i miasta. Jeżeli nietrzeźwy człowiek nie wymaga hospitalizacji, ale nie może zostać na ulicy ze względów bezpieczeństwa, to ktoś musi się nim zająć. Jeżeli nie ma izby wytrzeźwień, zajmuje się nim szpital. A jeśli zajmuje się nim szpital, płaci za to pacjent, który siedzi w kolejce na SOR-ze. Proste? Nie dla człowieka który siedzi od kilku godzin na SOR i widzi jak taki „stały bywalec” przewożony jest w trybie pilnym do lekarza – bo przecież na pierwszy rzut oka trudno rozeznać czy czyjś stan nie zagraża jego życiu…
Lekarzy tylu co w Algierii? Powiat radomski jako kadrowa pustynia
Najbardziej brutalna liczba nie dotyczy jednak wynagrodzeń, a dostępności lekarzy. Raport „Radom dla młodych. Perspektywy na przyszłość” wydany przez Radomską Inicjatywę Młodzieżową wskazuje, że Radom ma 86,5 lekarza na 10 tys. mieszkańców, podczas gdy Warszawa ma ich 149,5. Jeszcze gorzej wygląda powiat radomski – tylko 18,1 lekarza na 10 tys. mieszkańców. Raport zwraca uwagę, że Radom ma jeden z niższych wskaźników liczby lekarzy na tle innych miast, a sytuację powiatu określa wprost jako dramatyczną.
To jest liczba, która powinna wisieć w gabinetach wszystkich lokalnych decydentów. Nie jako ciekawostka statystyczna, ale jako akt oskarżenia wobec sposobu organizacji ochrony zdrowia w regionie. Bo ona tłumaczy bardzo wiele – przeciążone SOR-y, wielogodzinne oczekiwanie, pacjentów krążących między POZ, nocną pomocą, poradnią specjalistyczną i szpitalem, a także frustrację personelu, który ma obsłużyć nie tylko Radom, ale też całą okolicę. Radom nie leczy wyłącznie Radomian. Radom leczy cały region. A ten region, patrząc na liczbę lekarzy, wygląda jak medyczna pustynia.
Porównanie międzynarodowe działa tu jeszcze mocniej na wyobraźnię. Według zestawienia WHO Polska ma około 40 lekarzy na 10 tys. mieszkańców, Niemcy 45, Francja 33, Wielka Brytania 33, Turcja 22, Albania 19, Iran 18, Algieria 17, a Peru 17. Oczywiście trzeba pamiętać, że porównujemy różne systemy i różne metodologie, więc nie jest to precyzyjne badanie naukowe jeden do jednego. Ale publicystyczny sens jest oczywisty: wskaźnik powiatu radomskiego – 18,1 lekarza na 10 tys. mieszkańców – znajduje się bliżej Albanii, Iranu, Algierii czy Peru niż standardu reszty Polski, Niemiec albo Francji.
Ta różnica między Radomiem a powiatem jest szczególnie ważna. Sam Radom, z wynikiem 86,5 lekarza na 10 tys. mieszkańców, wygląda statystycznie znacznie lepiej niż jego otoczenie. Ale to może być obraz złudny. Bo miasto pełni funkcję centrum medycznego dla całego regionu. Pacjent z Pionek, Iłży, Skaryszewa, Jedlni, Przytyka, Wolanowa czy Zakrzewa nie znika dlatego, że w jego gminie albo powiecie brakuje lekarza. On jedzie do Radomia. Jeśli nie znajdzie pomocy wcześniej, trafia na radomski SOR, do radomskiej poradni, do radomskiego szpitala. W ten sposób statystyczna słabość powiatu staje się realnym obciążeniem całego systemu.
SOR Radomskiego Szpitala Specjalistycznego w 2025 roku przyjął 36 311 pacjentów, z czego ponad 10 tys. wymagało dalszej hospitalizacji. Ponad 60% stanowili mieszkańcy Radomia, ale pozostali przyjeżdżali z okolicznych gmin i powiatów, często z miejscowości pozbawionych nocnej opieki zdrowotnej. SOR MSS przyjął z kolei ponad 61 tys. pacjentów…
I tu dochodzimy do zasadniczej różnicy między szpitalem obsługującym tylko planowe przyjęcia a szpitalem będącym cały czas w pogotowiu do przyjęcia każdego potrzebującego. Pacjenta planowego można wpisać w grafik. Można przygotować salę, personel, diagnostykę, anestezjologa, termin zabiegu i łóżko. Pacjent nagły pojawia się bez zapowiedzi. Nie wiadomo, czy będzie wymagał tylko diagnostyki, czy pilnej operacji, intensywnej terapii, transfuzji, transportu, konsultacji kilku specjalistów albo natychmiastowej hospitalizacji. Szpital z SOR-em musi być gotowy na wszystkie te warianty przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku. To oznacza utrzymywanie personelu, infrastruktury, diagnostyki i bloku operacyjnego w gotowości niezależnie od tego, ilu pacjentów akurat przyjdzie danego dnia.
Dlatego często podnosi się, że finansowanie SOR-u nie może być traktowane jak zwykła zapłata za pojedynczą procedurę, pojawia się postulat wprowadzenia wyższego współczynnika korygującego dla świadczeń realizowanych w warunkach całodobowej gotowości. Szpital z SOR-em ponosi koszty, których nie można wyłączyć na noc, w święto albo w okresie mniejszego obciążenia: całodobowy blok operacyjny, zespół anestezjologiczny, chirurgów, diagnostykę obrazową, laboratorium, rezerwę łóżek i personel zmianowy. Tym bardziej zaskakujące jest zestawienie poziomu finansowania z NFZ podmiotów prywatnych, które zasadniczo pracują tylko w systemie planowym oraz placówek publicznych, utrzymujących ciągłą gotowość. Świadczy to też o postępującej „pełzającej” prywatyzacji służby zdrowia, co koniec końców nie służy znakomitej większości pacjentów – szczególnie tym gorzej sytuowanym.
W danych NFZ wynika, że w 2025 roku na świadczenia w szpitalnych oddziałach ratunkowych w dwóch dużych radomskich szpitalach przekazano łącznie około 56,7 mln zł. Od 2021 roku do końca czerwca 2026 roku było to około 242,5 mln zł. Kwoty są duże, ale SOR nie działa sam. Za nim stoi blok operacyjny, diagnostyka, łóżka, lekarze, pielęgniarki, ratownicy, transport wewnętrzny i gotowość do przyjęcia pacjenta, którego nie dało się zaplanować w tabelce.
I tu wracamy do pieniędzy. Można płacić lekarzom po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, można płacić kontraktowcom setki złotych za godzinę, można dopłacać do dyżurów, dodatków i funkcji kierowniczych. Ale jeśli lekarzy jest za mało, system i tak będzie działał na granicy wydolności. Wysokie wynagrodzenia nie są wtedy dowodem zdrowia systemu, lecz dowodem jego choroby. Szpital płaci coraz więcej nie dlatego, że ma nadmiar pieniędzy, ale dlatego, że musi kupić obecność lekarza tam, gdzie inaczej nie dałoby się obsadzić grafiku.
To jest klasyczny mechanizm rynku niedoboru. Tam, gdzie brakuje ludzi, rosną stawki. Tam, gdzie rosną stawki, rosną koszty. Tam, gdzie rosną koszty, szpitale zaczynają tonąć w długach. A tam, gdzie szpitale toną w długach, pacjent wcale nie dostaje lepszej opieki — dostaje system coraz bardziej nerwowy, przeciążony i reaktywny. Zamiast planować długofalowo, region łata dziury: tu kontrakt, tam dyżur, tu lekarz z innego miasta, tam cudzoziemiec, tu przesunięcie pacjenta, tam kolejka.
Dobrym kierunkiem jest rozwój kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Radomskim. To może być jedna z najważniejszych decyzji dla przyszłości miasta, ale tylko pod warunkiem, że nie zostanie potraktowana jako propagandowa dekoracja. Sam fakt uruchomienia medycyny nie rozwiąże problemu. Lekarza nie da się wykształcić w rok, w jedną kadencję samorządu ani w jeden cykl konferencji prasowych. To proces wieloletni – studia, praktyka, staż, specjalizacja, wejście do konkretnego oddziału, związanie się z miejscem pracy i miastem.
Dlatego Radom potrzebuje nie tylko kierunku lekarskiego, ale całej strategii zatrzymywania medyków. Potrzebne są miejsca specjalizacyjne, mocniejsze zaplecze kliniczne, współpraca uczelni ze szpitalami, sensowne warunki pierwszej pracy, mieszkania dla młodych lekarzy, ścieżki rozwoju i realna zachęta, by po studiach nie wyjeżdżali do Warszawy, Lublina, Krakowa albo za granicę. Przywołany już raport „Radom dla młodych” zwraca zresztą uwagę, że kierunek lekarski jest atutem wizerunkowym miasta, ale brak szpitala klinicznego znacząco utrudnia praktyczne kształcenie.
Bez tego będziemy mieli typowo radomski paradoks, Miasto będzie chwaliło się medycyną, ale lekarze wykształceni w Radomiu będą koniec końców leczyć gdzie indziej. Będziemy produkować kadry dla większych ośrodków, a nie odbudowywać własny system ochrony zdrowia. A to byłby bardzo poważny błąd.
Pionki i Iłża: szpitale na granicy wytrzymałości
Jak to już ustaliliśmy – Radom nie działa w próżni. Jeżeli słabną szpitale powiatowe, pacjent nie znika. Pacjent jedzie dalej – najczęściej właśnie do Radomia.
Sytuacja szpitali w Pionkach i Iłży jest bardzo trudna. Powiat Radomski informował, że szpital w Iłży w 2025 roku miał stratę około 4,4 mln zł. Według tych informacji ponad 107% pieniędzy z kontraktu z NFZ miało iść na same wynagrodzenia, przez co na inne koszty działalności praktycznie nie zostawało nic.
Z kolei w przypadku Pionek wskazywano stratę za 2025 rok na poziomie prawie 8,5 mln zł oraz potrzebę około 1,8 mln zł miesięcznie na pokrycie podstawowych zobowiązań.
To nie są abstrakcyjne księgowe problemy. To jest pytanie, czy mieszkańcy Iłży, Pionek i okolicznych gmin będą mieli lokalną opiekę szpitalną, czy zostaną dopchnięci do Radomia. Jeśli Pionki albo Iłża ograniczą działalność – co zresztą już się dzieje przez zamykanie czy zawieszanie kolejnych oddziałów takich jak chirurgia ogólna w szpitalu w Pionkach czy chirurgia i intensywna terapia w Iłży – radomskie szpitale i SOR-y poczują to natychmiast.
Tyle że szpitale w samym Radomiu już dziś pracuje na wysokim obciążeniu. Oddział Chirurgii Ogólnej w Radomskim Szpitalu Specjalistycznym ma utrzymywać obłożenie przekraczające 90%. Tak wygląda mechanizm domina. Najpierw zamykają się oddziały w Pionkach albo Iłży. Potem pacjent jedzie do Radomia. Potem radomski SOR ma więcej pracy. Potem oddziały mają większe obłożenie. Potem zabiegi planowe czekają. Potem pacjent słyszy, że termin przyjęcia jest odległy. I na końcu wszyscy udają, że problemem są wyłącznie „kolejki”, a nie źle zaprojektowany system zabezpieczenia medycznego całego regionu.
W danych z Pionek widać też, jak różnie wygląda skala wynagrodzeń w powiatowych placówkach. Szpital w Pionkach wskazał, że średnie miesięczne wynagrodzenie lekarzy w 2025 roku wynosiło 19 670,69 zł, ordynatorów 50 006,41 zł, lekarzy pełniących funkcje kierownicze 27 359,05 zł, a dyrekcji 26 812,50 zł. Najwyższe roczne wynagrodzenie brutto lekarza, ordynatora i lekarza pełniącego funkcję kierowniczą wskazano na poziomie 66 817,71 zł, a dyrekcji 27 200 zł. Jednocześnie próg 30 tys. zł miesięcznie przekroczyła jedna osoba, a próg 50 tys. zł miesięcznie również jedna osoba.
W szpitalu pracuje łącznie 110 lekarzy, ale w ramach umowy o pracę zatrudnionych jest tylko 8 lekarzy, w tym 4 w niepełnym wymiarze czasu pracy. Pozostali pracują w ramach umów cywilnoprawnych „w wymiarze zapewniającym ciągłość udzielanych świadczeń”. W 2025 roku jeden z lekarzy przepracował łącznie z dyżurami 3391 godzin, czyli średnio 282,58 godziny miesięcznie i 9,42 godziny na dobę.
Pionki nie wyglądają więc jak miejsce milionowych kontraktów znanych z dużych placówek. Wyglądają raczej jak szpital, który próbuje utrzymać działanie przy bardzo ograniczonej liczbie etatów, ogromnym udziale kontraktów i permanentnej presji kadrowej. To na pewno nie jest zdrowy model funkcjonowania.
Osobno trzeba spojrzeć na szpital w Iłży, bo tam skala wynagrodzeń w zestawieniu z sytuacją powiatowej placówki robi szczególne wrażenie. Z odpowiedzi SPZZOZ Szpitala w Iłży wynika, że najwyższe roczne wynagrodzenie brutto lekarza w 2025 roku wyniosło 1 262 643,53 zł, ordynatora – 1 166 514,55 zł, lekarza pełniącego funkcję kierowniczą – 683 031,15 zł, a dyrekcji szpitala – 252 000 zł. Średnie miesięczne wynagrodzenie ordynatorów wyniosło 55 572,27 zł, a mediana – 50 495,73 zł. W przypadku lekarzy pełniących funkcje kierownicze średnia miesięczna wyniosła 38 459,04 zł, a mediana 33 704,27 zł. Co więcej, w 2025 roku w Iłży odnotowano przypadki przekroczenia wysokich progów płacowych: w grupie lekarzy miesięczne wynagrodzenie powyżej 70 tys. zł osiągnęła 1 osoba, powyżej 50 tys. zł – 1 osoba, powyżej 40 tys. zł – 1 osoba, a powyżej 30 tys. zł – 2 osoby. Wśród ordynatorów po jednej osobie przekroczyło progi 50 tys. zł i 70 tys. zł miesięcznie. To nie są liczby, które łatwo pogodzić z obrazem małego szpitala walczącego o przetrwanie. Pokazują one, że nawet w powiatowej placówce na granicy finansowej wydolności system potrafi generować wynagrodzenia zbliżone do poziomu najlepiej opłacanych specjalistów w dużych ośrodkach.
Lekarze obcokrajowcy
Jedną z odpowiedzią szpitali na niedobór personelu jest zatrudnianie obcokrajowców. Ilu ich leczy w naszych szpitalach?
Mazowiecki Szpital Specjalistyczny podał, że w latach 2021–2026 pracowało tam 41 lekarzy cudzoziemców, a według stanu na 24 lipca 2026 roku pracowało 24 lekarzy cudzoziemców. Placówka wskazała, że osoby te pochodziły z Ukrainy, Białorusi i Litwy. Radomski Szpital Specjalistyczny poinformował z kolei, że od 2021 roku pracowało lub nadal pracuje tam 40 lekarzy cudzoziemców w ramach umów o pracę, kontraktów i umów zleceń. Obecnie w ramach umowy o pracę zatrudnionych jest 13 cudzoziemców, a w ramach umów cywilnoprawnych 11 cudzoziemców. Szpital wskazał pochodzenie m.in. z Ukrainy, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Białorusi i Rosji.
W Pionkach od 2021 roku pracowało 5 lekarzy cudzoziemców, obecnie świadczenia wykonuje 4, a współpracę zakończył jeden. Wskazano narodowości: ukraińską, białoruską i syryjską.
Lekarze cudzoziemcy są więc dość istotnym elementem łatania niedoborów kadrowych, szczególnie w dużych radomskich placówkach. W Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym na Józefowie według stanu na 20 sierpnia 2026 roku pracowało łącznie 399 lekarzy, a lekarze obcokrajowcy stanowili 6,02% wszystkich medyków. W Radomskim Szpitalu Specjalistycznym według stanu na 28 sierpnia 2026 roku pracowało 346 lekarzy, a lekarze obcokrajowcy stanowili 7% wszystkich zatrudnionych medyków. W Pionkach, przy 110 lekarzach ogółem i 4 obecnie wykonujących świadczenia lekarzach cudzoziemcach, udział tej grupy wynosi około 3,6%.
To nie są jeszcze liczby oznaczające całkowitą zależność szpitali od zagranicznego personelu, ale są wystarczająco duże, aby były uwzględnione w analizie. W warunkach niedoboru lekarzy cudzoziemcy stają się jednym z elementów podtrzymywania pracy placówek. Tutaj pojawia się ogólny problem, podnoszony też przez samorządy lekarskie – im bardziej system opiera się na łataniu braków kadrowych importem personelu, tym większe znaczenie ma realna kontrola kwalifikacji, znajomości języka, komunikacji z pacjentem i jakości pracy klinicznej. A dość spora rotacja lekarzy obcokrajowców w ostatnich latach świadczyć może o tym, że w niektórych przypadkach dość różnie z tym bywa.
Najważniejsze jest jednak coś innego. Gdy w dwóch największych radomskich szpitalach cudzoziemcy stanowią około 6–7% lekarzy, a jednocześnie placówki płacą kontraktowcom po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, to widać, że problem nie jest jednostkowy. To nie jest sprawa jednej pensji, jednego oddziału albo jednego dyrektora. To jest rynek niedoboru. A na rynku niedoboru wszyscy płacą więcej: szpital, NFZ, samorząd i wreszcie pacjent. A kosmiczne pieniądze zarabiają osoby świadczące pożądane usługi.
Zadłużenie szpitali. System coraz więcej płaci za to, żeby nie upaść
Najbardziej dramatyczne jest to, że wysokie wynagrodzenia lekarzy nie występują w systemie zdrowym finansowo. Przeciwnie – im głębiej patrzymy w dokumenty, tym wyraźniej widać, że regionalna ochrona zdrowia jednocześnie płaci ogromne pieniądze za kadry i tonie w zobowiązaniach. To nie jest więc opowieść o dobrze działającym rynku medycznym, tylko o systemie, który kupuje sobie kolejny miesiąc działania coraz droższymi kontraktami, pożyczkami, przesuwaniem płatności i rosnącym zadłużeniem.
Radomski Szpital Specjalistyczny im. dr. Tytusa Chałubińskiego wykazał na dzień 30 czerwca 2026 roku zobowiązania na poziomie 137 900 241,34 zł, z czego aż 85 078 722,83 zł stanowiły zobowiązania wymagalne, czyli takie, które powinny być zapłacone „na już”. W tej samej odpowiedzi wskazano również zobowiązania z tytułu pożyczek w wysokości 130 823 486,36 zł. Innymi słowy: miejski szpital, który płaci lekarzom kontraktowym nawet 380 zł za godzinę, funkcjonuje równocześnie z potężnym ciężarem przeterminowanych faktur i pożyczek. To jest obraz instytucji, która stale balansuje na granicy finansowej wydolności.
Nie lepiej wygląda sytuacja Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego na Józefowie.
Na dzień 30 czerwca 2026 roku jej zobowiązania wynosiły 160 873 165,69 zł, w tym 32 241 462,73 zł zobowiązań wymagalnych. To ten sam szpital, w którym koszty wynagrodzeń lekarzy w 2025 roku wyniosły 135 152 213,59 zł, czyli ponad jedną czwartą kosztów rodzajowych ogółem.
Jeżeli dodamy tylko zobowiązania dwóch największych radomskich szpitali, otrzymujemy kwotę blisko 299 mln zł. Jeżeli do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego doliczymy dodatkowo wykazane pożyczki, sama skala zobowiązań i pożyczek miejskiej placówki przekracza 268 mln zł. To są liczby, które trudno pogodzić z wygodną opowieścią, że wystarczy „dosypać pieniędzy” i wszystko zacznie działać. Pieniądze już są dosypywane. System jednak je wręcz pożera i wygląda, że ten worek nie ma dna…
Jeszcze wyraźniej widać to w szpitalach powiatowych. Powiat Radomski informował, że w ostatnich latach przeznaczono 87,3 mln zł na budowę szpitala w Pionkach oraz 31,6 mln zł na modernizację szpitala w Iłży. Do tego doszły nieoprocentowane pożyczki: 16,6 mln zł dla Pionek i 11,2 mln zł dla Iłży, a także umorzenia pożyczek – 8 mln zł dla Pionek i 2,7 mln zł dla Iłży. Mimo tego powiat sam przyznaje, że bieżące finansowanie przez NFZ i brak zapłaty za nadwykonania nie wystarczają na pokrycie działalności placówek. A sam powiat przecież finansować bieżącej działalności szpitali nie może.
Szpital w Pionkach zakończył 2025 rok stratą prawie 8,5 mln zł, a jego zadłużenie wymagalne wynosiło 5 mln zł. Według informacji Powiatu Radomskiego placówce miesięcznie brakowało około 1,8 mln zł na pokrycie podstawowych zobowiązań, a przy utrzymaniu tego tempa zadłużenie na koniec roku mogło wzrosnąć do prawie 22 mln zł. To szczególnie gorzkie, bo mówimy o szpitalu po ogromnych inwestycjach infrastrukturalnych – nowoczesnych budynkach, sprzęcie i rozbudowie — który mimo tego finansowo zaczyna przypominać organizm bez krwiobiegu.
W Iłży sytuacja również jest alarmowa. Szpital miał w 2025 roku stratę około 4,4 mln zł, a po dwóch miesiącach 2026 roku już prawie 1,8 mln zł zaległych płatności, głównie za leki, materiały medyczne, serwis sprzętu i rachunki. W styczniu zabrakło blisko 290 tys. zł na pensje i ZUS.
To jest sedno sprawy. Szpitale w regionie radomskim nie są biedne w tym sensie, że nie przepływają przez nie duże pieniądze. Przepływają. Setki milionów złotych idą na wynagrodzenia, kontrakty, dyżury, leki, sprzęt, energię, usługi obce i obsługę zadłużenia. Ale system jest tak skonstruowany, że nawet te pieniądze nie wystarczają na stabilne działanie. Publiczne placówki utrzymują całodobową gotowość, SOR-y, trudnych pacjentów, ostre przypadki, nadwykonania i obowiązki, których nie da się po prostu odłożyć na później. A gdy kontrakt z NFZ nie pokrywa realnych kosztów, zaczyna się spirala – najpierw opóźnione faktury, potem pożyczki, potem zobowiązania wymagalne, potem plan naprawczy, a na końcu widmo ograniczania działalności.
Dlatego rozmowa o zarobkach lekarzy musi być połączona z rozmową o zadłużeniu. Bo jeśli mały szpital powiatowy płaci wysokie wynagrodzenia, a jednocześnie nie ma pieniędzy na bieżące rachunki, to nie jest dowód sukcesu. To dowód desperacji. Jeśli duży szpital wojewódzki wykazuje ponad 160 mln zł zobowiązań, a jednocześnie wypłaca pojedynczym lekarzom ponad milion złotych rocznie, to nie jest normalny, zdrowy system. To jest system permanentnego przeciągania liny między kadrowym szantażem rynku, niedoszacowanym finansowaniem i realnymi potrzebami pacjentów.
Najgorsze jest to, że dług szpitala nigdy nie jest tylko długiem księgowym. Dług oznacza opóźnione płatności dla dostawców, problemy z zakupem leków i materiałów, presję na ograniczanie świadczeń, nerwową atmosferę wśród pracowników i coraz większe ryzyko, że pacjent usłyszy: „proszę jechać do Radomia”. A Radom już dziś jest przeciążony…
Potrzebny jest uczciwy bilans
Cały region radomski potrzebuje uczciwego bilansu. Ile naprawdę kosztuje utrzymanie dyżurów? Ilu pacjentów trafia na SOR zamiast do POZ? Ile kosztuje brak izby wytrzeźwień? Ile pieniędzy z NFZ trafia do publicznych szpitali, a ile do prywatnych podmiotów? Ilu lekarzy cudzoziemców stanowi już istotną część personelu i w jakich oddziałach? Ile jeszcze wytrzymają Pionki i Iłża?
Najgorsze, co można dziś zrobić, to sprowadzić całą sprawę do prostego hasła: „lekarze zarabiają za dużo”. To tylko część prawdy. Pełniejsza diagnoza jest ostrzejsza – lekarze w Radomiu i regionie zarabiają bardzo dużo, bo system jest niewydolny, kadry są deficytowe, a publiczne placówki konkurują o ludzi w warunkach permanentnego kryzysu.
Problemem nie są więc same pensje. Problemem jest system, który coraz więcej płaci za to, żeby się nie zawalić. A za ten system płaci pacjent: czasem pieniędzmi, czasem miesiącami czekania, czasem godzinami spędzonymi na SOR-ze, a czasem własnym zdrowiem i życiem…

