Kilka minut zdecydowało o wszystkim. 59-letni pan Krzysztof doznał nagłego zatrzymania krążenia podczas jazdy na rolkach nad zalewem na Borkach. Dzięki błyskawicznej reakcji przypadkowych świadków i skutecznej resuscytacji udało się uratować jego życie.
59-letni pan Krzysztof, mieszkaniec Radomia, jeszcze kilka tygodni temu aktywnie spędzał czas na rolkach. Sport od lat był ważną częścią jego życia – ma na swoim koncie osiem maratonów rolkowych. Tego dnia wybrał trasę wokół zalewu na Borkach. Nagle doszło do tragedii.
Podczas jazdy mężczyzna doznał nagłego zatrzymania krążenia. Upadł, a o jego życiu zaczęły decydować sekundy. Na szczęście w pobliżu znajdowali się ludzie, którzy natychmiast ruszyli z pomocą i rozpoczęli resuscytację krążeniowo-oddechową jeszcze przed przyjazdem ratowników medycznych.
– Młody chłopak razem z pielęgniarką reanimowali mnie przez około 15 minut. Później przyjechała karetka. Jak mi opowiadano, trzykrotnie użyto defibrylatora
wspomina wzruszony pan Krzysztof.
Mężczyzna trafił do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego, gdzie najpierw był leczony na Oddziale Intensywnej Terapii, a następnie na Klinicznym Oddziale Kardiologii. Po ponad dwóch tygodniach hospitalizacji wrócił do domu.
– Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim osobom, które mi pomogły. Gdyby nie oni, dzisiaj byśmy nie rozmawiali
mówi pan Krzysztof.
Lekarze podkreślają, że kluczowe znaczenie miała natychmiastowa reakcja świadków zdarzenia.
– W przypadku nagłego zatrzymania krążenia najważniejszy jest czas i szybkie rozpoczęcie resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Osoby, które natychmiast podjęły działania, uratowały panu Krzysztofowi życie
tłumaczy lek. Adam Prażmowski.
Specjaliści przypominają, że pierwsza pomoc może uratować życie. W sytuacji zagrożenia należy sprawdzić przytomność i oddech poszkodowanego, wezwać pomoc pod numerem 112 lub 999, a jeśli osoba nie oddycha – rozpocząć resuscytację i kontynuować ją do czasu przyjazdu ratowników.
– Każda minuta ma znaczenie, a podjęcie działania jest zawsze lepsze niż bezczynność
podkreśla lek. Paweł Świgoń.

Źródło: Radomski Szpital Specjalistyczny / Fot. Zdjęcie pana Krzysztofa: archiwum prywatne

