Na czasie Polityka Radom i okolice Społeczeństwo Wyróżnione Wywiady

Jakub Kowalski: Obecnie rządzący Radomiem odkleili się od rzeczywistości. Czas ściągnąć ich na ziemię

– Władze miasta zamiast merytorycznie rozwiązywać problemy Radomia i budować przewagi, które mogłyby uczynić nasze miasto bardziej konkurencyjnym, coraz częściej zajmują się autopromocją w mediach społecznościowych i politycznym teatrem. Ostatnie wydarzenia, jak potańcówka w stylu PRL z uśmiechniętym „ZOMO”, pokazały, jak bardzo można rozmijać się z wrażliwością Radomian. Liczę, że prezydenci wrócą do gabinetów, zaczną poważnie myśleć o miejskim zadłużeniu, przestaną zaciągać kolejne kredyty i nie doprowadzą do scenariusza, przed którym ostrzega Regionalna Izba Obrachunkowa – długu zbliżonego do dochodów miasta i utraty płynności finansowej – mówi w rozmowie z Adamem Szabelakiem Jakub Kowalski, radny wojewódzki Prawa i Sprawiedliwości. W trakcie rozmowy poruszono m.in. temat zadłużenia Radomia, stylu rządzenia obecnych władz, kontrowersyjnej inauguracji obchodów Czerwca ’76 oraz roli opozycji w mieście.

Co sprawiło, że w ostatnim czasie znów mocniej zaangażował się Pan w sprawy Radomia i zaczął je komentować?

Zaktywizowałem się, ponieważ wróciłem do Radomia. Kilka lat mieszkaliśmy z rodziną w Warszawie, a przez ostatnie dwa lata dojeżdżałem do Radomia do pracy, więc w przeciwnym kierunku niż spora rzesza radomian dojeżdżających do pracy w Warszawie. Wcześniej miałem opory, żeby mocno angażować się i komentować sprawy radomskie, nie będąc tu na miejscu na co dzień. Bywałem w Radomiu regularnie, także w weekendy, ale jednak dom i nasz ośrodek życiowy był na obrzeżach Warszawy. W końcu podjęliśmy decyzję, że wracamy do matecznika i od września z powrotem mieszkamy w Radomiu. Dlatego też zacząłem bacznie przyglądać się temu, co się w mieście dzieje.

Do Warszawy wyjechałem, kiedy zacząłem swoją pracę w Senacie, ale jestem z krwi i kości Radomianinem. Przez lata byłem radnym miejskim, dziś jestem radnym wojewódzkim wybieranym z okręgu radomskiego. To jest moje naturalne środowisko – i życiowe, i polityczne. Z polityką jestem związany, myślę, nawet za długo jak na swój wiek. Dzisiaj widzę, że wiele rzeczy przypadło na czas bardzo młody, może zbyt młody, żeby wszystko robić tak jak należy.

Jaka jest Pana ocena sytuacji finansowej, społecznej i politycznej w mieście?

Moje dość długie doświadczenie pozwala mi patrzeć na sytuację w mieście merytorycznie, bez uprawiania populistycznej polityki, której niestety ostatnio jest sporo. I to raczej nie za sprawą mojego środowiska. Kiedy patrzę na działalność choćby radomskiego posła Konrada Frysztaka, to widzę politykę opartą na agresywnym języku i pogardzie wobec oponentów, a nie na propozycjach dla miasta. „Będę mówił powoli, bo politycy PiS myślą powoli” – tak mówi poseł Frysztak. To nie jest krytyka polityczna, tylko zwykła pogarda. I dokładnie taki styl uprawiania polityki prezentuje dziś Platforma w Radomiu.

Zamiast rzeczowej rozmowy o problemach miasta, dostajemy polityczny teatr i granie na emocjach. To jest czysty populizm i zwyczajne chamstwo, a nie poważna polityka. Taki sposób uprawiania debaty psuje życie publiczne i przykrywa brak realnych propozycji.

Mówiąc uczciwie, również my – jako opozycja – musimy wziąć na siebie większą odpowiedzialność. Uważam, że moi koledzy – radni miejscy z Prawa i Sprawiedliwości – powinni być szerzej aktywni i stanowić silniejszą, bardziej słyszalną opozycję. To także uwaga do części lokalnych mediów – poza Waszym portalem zbyt rzadko pojawiają się materiały, które po prostu rzetelnie opisują stan faktyczny i pokazują problemy miasta. Jest naprawdę za co krytykować rządzących Radomiem.

Od czego rozpocząłby Pan swoją merytoryczną analizę stanu Radomia?

Najpoważniejszym problemem Radomia są dziś finanse miasta. Łączne zadłużenie, liczone już w miliardach złotych po uwzględnieniu spółek komunalnych, staje się coraz większym ciężarem dla lokalnej gospodarki. Co gorsza, odpowiedzią władz na ten stan rzeczy jest dalsze zadłużanie – kolejne kredyty i pożyczki, często zaciągane jedynie po to, by spłacać wcześniejsze zobowiązania. To wyjątkowo niebezpieczny mechanizm, prowadzący wprost do utraty stabilności finansowej.

Regionalna Izba Obrachunkowa wprost ostrzega przed scenariuszem, w którym poziom długu zbliży się do dochodów miasta, co grozi utratą płynności finansowej. I trzeba jasno powiedzieć – to nie są abstrakcyjne liczby z tabel w Excelu. To realne konsekwencje dla mieszkańców.

Już dziś odczuwamy skutki tej polityki – w ostatnim czasie rosły miejskie podatki, wcześniej podnoszono ceny biletów komunikacji miejskiej i opłaty za parkowanie. Jeśli dalej będziemy brnąć w zadłużanie miasta, musimy liczyć się z kolejnymi wzrostami obciążeń dla mieszkańców oraz dalszym ograniczaniem wydatków na kulturę, sport, remonty dróg czy utrzymanie miejskiej infrastruktury. Może się też okazać, że Radom nie będzie w stanie zapewnić środków na wkład własny do projektów unijnych, co oznacza utratę zewnętrznego finansowania i dalsze cofanie się na tle innych miast.

Tymczasem ze strony władz miasta nie słychać dziś żadnego spójnego planu wychodzenia z zadłużenia – nie ma rozmowy o redukcji długu, ustaleniu priorytetów czy racjonalizacji kosztów. Widać raczej dryfowanie i odkładanie problemu na później. Trzeba uczciwie przyznać: porządkowanie finansów będzie procesem trudnym i bolesnym. Ale im dłużej będziemy to odwlekać, tym wyższy rachunek zapłacą mieszkańcy. Inne miasta już dziś mogą inwestować więcej i szybciej, bo mają większą zdolność finansową i lepszy dostęp do funduszy zewnętrznych. Radom tę przewagę traci.

Dlatego potrzebna jest poważna, merytoryczna rozmowa o finansach miasta i realny program naprawczy – zanim znajdziemy się w sytuacji, z której bardzo trudno będzie się podnieść. To jest odpowiedzialność obecnych władz, ale także obowiązek opozycji: głośno bić na alarm, domagać się działań i proponować rozwiązania, zamiast udawać, że problemu nie ma.

Wspomniał Pan też o ostatnich wydarzeniach związanych z miejskimi imprezami. Co ma Pan na myśli?

Władze miasta zamiast merytorycznie i konstruktywnie pracować na rzecz rozwiązywania problemów Radomia i budowania przewag konkurencyjnych, coraz częściej zajmują się autopromocją, Facebookiem, rolkami i zabawą. Mniej jest pracy w gabinetach, więcej pozowania do zdjęć.

Skandal z potańcówką w stylu PRL i zdjęciami z „ZOMO” pokazał, jak bardzo obecne władze potrafią się oderwać od radomskiej wrażliwości i historii. Wiceprezydent Marta Michalska-Wilk pozująca uśmiechnięta do zdjęć z osobami przebranymi za funkcjonariuszy MO/ZOMO – formacje, które w 1976 roku biły, upokarzały i brutalnie pacyfikowały Radomian – to obrazek, którego wielu mieszkańców zwyczajnie nie jest w stanie zaakceptować.

Zamiast prostego „przepraszam, to był błąd”, próbowano dorabiać do tego narrację o „inscenizacji” i „wolności przebierania się za aparat represji”. Uważam to za skrajnie nietrafione. To nie jest kwestia poprawności politycznej, tylko elementarnego szacunku do ofiar tamtych wydarzeń i do pamięci o Radomskim Czerwcu’76.

Mam wrażenie, że obecnie rządzący Radomiem odkleili się od rzeczywistości. Zadaniem opozycji – coraz bardziej widzę, że także moim – jest sprowadzać rozmowę na ziemię: do finansów miasta, jakości usług publicznych i kierunków rozwoju. Nie happeningami, tylko twardą rozmową opartą na faktach.

Jakie są Pana plany polityczne i plany na przyszłość? Będzie Pan kandydował w wyborach do Sejmu?

Nie mam dziś planów parlamentarnych. Pracowałem przy ulicy Wiejskiej jako szef Kancelarii Senatu w randze ministra i uważam, że na tym etapie to wystarczające doświadczenie, jeśli chodzi o polski parlament.

Czy wybiorę dalej samorząd, czy skoncentruję się na rozwoju działalności zawodowej w radomskim biznesie, w którym dziś się realizuję – czas pokaże. Jedno mogę zadeklarować: na pewno będę bardziej zaangażowany w sprawy Radomia.

Chcę być surowym, ale merytorycznym recenzentem działań władz miasta, bo to, co dziś obserwujemy, nie idzie w dobrą stronę. Radom potrzebuje powrotu do realizmu finansowego, odpowiedzialnego zarządzania i poważnej rozmowy o przyszłości. Czas zacząć pokazywać czerwoną kartkę dla polityki, która zamienia poważne zarządzanie miastem w ciąg wizerunkowych popisów w mediach społecznościowych.

Dziękuje za rozmowę.