Inwestycje Radom i okolice Społeczeństwo Wyróżnione

Autobusy nie tam, gdzie potrzeba? Społecznik wytyka problemy Radomia

Oddanie do użytku parkingu przy ul. Bernardyńskiej stało się okazją do zwrócenia uwagi na szerszy problem radomskiej komunikacji miejskiej. Sebastian Pawłowski z Bractwa Rowerowego w liście otwartym przesłanym naszej redakcji ocenia organizację transportu publicznego w mieście. Wskazuje m.in. na brak przystanków w potrzebnych miejscach, niepotrzebne wydłużanie tras autobusów i rozwiązania, które – jego zdaniem – wymagają zmian. Publikujemy list w całości.

Właśnie oddano do użytku wyremontowany parking przed szpitalem miejskim. To dobry moment, żeby porozmawiać o… komunikacji miejskiej w Radomiu.

Ulica Lekarska to podręcznikowy przykład tego, jak w Radomiu traktuje się pasażerów komunikacji publicznej. Projekt nowego parkingu na ulicy Bernardyńskiej zakładał również przebudowę jezdni ul. Lekarskiej oraz powstanie przystanku, który miał być parą dla przystanku obsługującego kierunek do dworca kolejowego. Pomysł był, projekt był a potem po prostu wyparował. Od kilkudziesięciu już lat pasażerowie, którzy chcą jechać w stronę osiedla XV-lecia czy Gołębiowa muszą iść na ulicę Żeromskiego, pod klasztor Bernardynów. A mówimy o przystanku, który obsługuje szpital miejski, przychodnię oraz liczne usługi okołomedyczne. Chorzy, starsi, osoby o ograniczonej sprawności mają nadkładać drogi, żeby wsiąść do autobusu w drugą stronę. To nie jest niedopatrzenie. To jest lekceważenie.

Gdy Stowarzyszenie Kocham Radom w 2025 roku przypomniało o konieczności budowy zatoki na ul. Lekarskiej, dostało odpowiedź, która przeczy zdrowemu rozsądkowi. Urząd twierdzi dziś, że przy istniejącym zagospodarowaniu terenu nie da się wyznaczyć bezpiecznego korytarza dla dwukierunkowego ruchu autobusów na tej ulicy. Rzecz, która kilka lat temu była przemyślana, możliwa do zrealizowania oraz uzgodniona ze wszelkimi instytucjami w tym z policją, nagle stała się niemożliwa. Kto w to uwierzy? Cała argumentacja na „nie” opiera się na słowach „przy obecnej organizacji ruchu”. A organizację ruchu można zmienić. Co więcej, ruch dwukierunkowy autobusów na ulicy Lekarskiej jest realizowany co jakiś czas przy okazji objazdów. Członkowie Bractwa Rowerowego już 10 lat temu nagrali film, na którym widać autobusy miejskie i podmiejskie jeżdżące dwukierunkowo ulicą Lekarską z uwagi na zamknięcie ulicy Żeromskiego na potrzeby Biegu Kazików. Jeśli da się to zrobić podczas objazdu, da się to zrobić na stałe. Jeśli autobusy mają jeździć w obu kierunkach ulicą Lekarską, to ruch samochodów osobowych musi się temu dostosować, a nie odwrotnie.

Ulica Lekarska mogłaby być jednokierunkowa dla samochodów osobowych, a przy tym dwukierunkowa dla autobusów. Można też pójść dalej i całkowicie wyłączyć ją z ruchu osobówek, a ich przejazd przenieść na ulicę Podwalną. Szpital, przychodnia i usługi medyczne zyskałyby wtedy spokojniejszą okolicę, a pasażerowie przystanek tam, gdzie go potrzebują. Jest też pomysł kontrowersyjny, ale możliwy do realizacji: dopuszczenie ruchu samochodów osobowych na dolnym odcinku ulicy Żeromskiego, między ulicą Traugutta a placem Kazimierza. Taka zmiana odciążyłaby sąsiednie ulice i dała urzędnikom pole manewru, którego rzekomo nie mają. Można o niej dyskutować, ale nie można udawać, że nie ma żadnych rozwiązań. Brakuje przede wszystkim woli, żeby je poszukać.

Lekceważące podejście do komunikacji miejskiej w Radomiu to nie wyjątek, tylko reguła. Kolejne przykłady świetnie o tym świadczą.

Przystanek na wysokości Urzędu Pracy przy ulicy Żeromskiego. Społecznicy go chcą, mieszkańcy go chcą. Tymczasowy przystanek podczas remontu pokazał, że nie było z nim żadnych problemów. Mimo to wciąż słyszymy, że się nie da.

Przystanek na wiadukcie na ulicy Żółkiewskiego, który zapewniłby dostępność do przystanku kolejowego Radom Północny, wymyślonego przecież przez Miejską Pracownię Urbanistyczną. Na wiadukcie są trzy pasy ruchu w każdym kierunku, a przystanku i tak nie da się wyznaczyć. I to pomimo dobrych doświadczeń z tak samo zorganizowanych zatrzymań na szczycie niedawno wyremontowanego wiaduktu w ul. Żeromskiego.

Kolejny przykład to trasa NS przy przystanku kolejowym Radom Gołębiów. Z koniecznej pary przystanków powstał jeden i to taki, który będzie umożliwiał przejazd autobusem tylko 350 metrów do nowej pętli, która będzie zlokalizowana przy szkole podstawowej nr 24. Kto chce jechać w drugą stronę, musi przejść 500 metrów do ulicy Struga.

Innym przykładem jest ulica Marii Foltyn. Przy przebudowie po prostu zapomniano, że autobusy linii 10 muszą gdzieś zawracać. Każdy kurs jest przez to dłuższy o 200 metrów, a my wszyscy płacimy za to każdego dnia, przez cały rok przewoznikom w tzw. wozokilometrach. Praktycznie identyczna jest sytuacja na Osiedlu Południe. Autobusy zamiast cały czas jechać prosto ulicą Wierzbicką, kluczą przez Warsztatową. Z tym, że w tym przypadku obciążenie budżetu miasta jest większe, bo tą trasą poruszają się autobusy linii 7, 14, 25 i nocnej N2.

Za każdym razem ten sam schemat: najpierw ruch samochodów, potem długo nic, a na końcu komunikacja publiczna, o ile jeszcze się zmieści. Pasażer jest w tej układance ostatni.

Czas zadać sobie pytanie, czy ten system w ogóle ma szansę działać inaczej. Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji odpowiada jednocześnie za utrzymanie jezdni, chodników, parkingów i za organizację komunikacji miejskiej. Kiedy jedna instytucja ma na głowie jedno i drugie, łatwo przewidzieć, kto przegrywa w sporze o miejsce na ulicy. Wygrywa droga, przegrywa autobus. W efekcie o jakości komunikacji miejskiej najlepiej świadczy widok, który można zobaczyć codziennie: pełny parking za siedzibą MZDiK, który został dodatkowo powiększony kilka lat temu. Pracownicy, którzy mają bilet wolnych przejazdów, czyli jeżdżą autobusami za darmo, wolą przyjeżdżać do pracy samochodami osobowymi niż korzystać z komunikacji, którą sami zarządzają i tworzą. Trudno o lepszą rekomendację jej jakości. Może więc czas poważnie rozważyć wydzielenie organizacji komunikacji miejskiej z zarządzania drogami? Osobny organizator transportu, który odpowiada za rozkłady, przystanki, trasy i jakość usługi, miałby jeden cel: żeby pasażer dojechał tam, gdzie chce, szybko i bez zbędnych kilometrów.

Warto też wreszcie porozmawiać o priorytetach. Miasto chętnie chwali się nowymi autobusami, i słusznie, bo to ważna inwestycja, szczególnie jeśli jest wysokie dofinansowanie zewnętrzne.

Ale zapytajmy wprost: czy nowy tabor rozwiązuje jakiekolwiek problemy organizacyjne, których MZDiK albo nie rozumie, albo zrozumieć nie chce? Czy jest ważniejszy od przystanku w miejscu, gdzie ludzie go potrzebują? Czy jest ważniejszy od częstotliwości kursów? Najnowszy autobus nic nie da pasażerowi, który musi przejść kilkaset metrów do przystanku po drugiej stronie szpitala, albo który czeka na linię z niską częstotliwością kursowania. O jakości komunikacji decydują przystanki, trasy i częstotliwość, a nie sam wygląd pojazdu na zdjęciu z uroczystego odbioru.

Radom nie zbuduje nowoczesnej komunikacji na wymówkach. Potrzebne są przystanki tam, gdzie są ludzie, i trasy projektowane z myślą o tych, którzy z nich korzystają. Czas, żeby urząd i Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji zaczęli wreszcie patrzeć na miasto z perspektywy pasażera, a nie kierownicy samochodu osobowego.

W efekcie o jakości komunikacji miejskiej najlepiej świadczy widok, który można zobaczyć codziennie: pełny parking za siedzibą MZDiK, który został dodatkowo powiększony kilka lat temu. Pracownicy, którzy mają bilet wolnych przejazdów, czyli jeżdżą autobusami za darmo, wolą przyjeżdżać do pracy samochodami osobowymi niż korzystać z komunikacji, którą sami zarządzają i tworzą. Trudno o lepszą rekomendację jej jakości. Może więc czas poważnie rozważyć wydzielenie organizacji komunikacji miejskiej z zarządzania drogami? Osobny organizator transportu, który odpowiada za rozkłady, przystanki, trasy i jakość usługi, miałby jeden cel: żeby pasażer dojechał tam, gdzie chce, szybko i bez zbędnych kilometrów.

Warto też wreszcie porozmawiać o priorytetach. Miasto chętnie chwali się nowymi autobusami, i słusznie, bo to ważna inwestycja, szczególnie jeśli jest wysokie dofinansowanie zewnętrzne.

Ale zapytajmy wprost: czy nowy tabor rozwiązuje jakiekolwiek problemy organizacyjne, których MZDiK albo nie rozumie, albo zrozumieć nie chce? Czy jest ważniejszy od przystanku w miejscu, gdzie ludzie go potrzebują? Czy jest ważniejszy od częstotliwości kursów? Najnowszy autobus nic nie da pasażerowi, który musi przejść kilkaset metrów do przystanku po drugiej stronie szpitala, albo który czeka na linię z niską częstotliwością kursowania. O jakości komunikacji decydują przystanki, trasy i częstotliwość, a nie sam wygląd pojazdu na zdjęciu z uroczystego odbioru.

Radom nie zbuduje nowoczesnej komunikacji na wymówkach. Potrzebne są przystanki tam, gdzie są ludzie, i trasy projektowane z myślą o tych, którzy z nich korzystają. Czas, żeby urząd i Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji zaczęli wreszcie patrzeć na miasto z perspektywy pasażera, a nie kierownicy samochodu osobowego.

Sebastian Pawłowski