Okiem redakcji Polityka

Ukraina kontra Rosja – śmiertelny pojedynek bez możliwości remisu

Na ulicach słychać złorzeczenia na Rosję, Ruskich a w szczególności na Putina. Jednym słowem uwolnione zostały, tak dawno, Bogu dzięki, w naszym świecie niewidziane ”Demony wojny”, które jak powiadają mądrzy ludzie łatwo jest wypuścić a bardzo trudno jest poskromić i uwięzić…

Przed naszymi oczami rozgrywa się najstraszniejszy ze spektakli – wojna! Armia ukraińska będąc od początku na straconej pozycji dokonuje cudów bohaterstwa i jednocześnie wykazując się kunsztem w ramach sztuki wojennej. Armia rosyjska ponosi wielkie straty w ludziach i w sprzęcie, jednak wolno acz konsekwentnie prze do przodu…

Cały świat wstrzymał oddech jako nieruchomy świadek ukraińskiej tragedii…

W mediach oprócz relacji z walk, trwają dywagacje dlaczego doszło do tej agresji i  jak ten konflikt zakończyć. Rozpoczęły się równolegle do toczonych walk rozmowy pokojowe.

I tu zaczyna się problem…

Dlaczego doszło do tego najazdu? To wie zapewne tylko Putin i jego najbliższe otoczenie. Według mnie ten starzejący się władca Kremla, chcąc wykorzystać moment słabości dotychczasowego światowego hegemona czyli Stanów Zjednoczonych, zapragnął przed swoim odejściem odbudować –  być może ze sobą w roli Imperatora – Rosyjskie Imperium. Niestety dla Ukrainy realizacja tego planu bez zjednoczenia wszystkich „Krajów Ruskich”, z perspektywy Moskwy jest niemożliwa…

Rozważając warianty zakończenia tej wojny, trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż każde  ewentualne negocjacje pokojowe kończy większy lub mniejszy z perspektywy każdej ze stron kompromis. Niestety w tej partii nie ma remisu…

Z perspektywy ukraińskiej istnieje tylko jedno rozwiązanie, tj. stan sprzed agresji w 2014 r. lub w ostateczności przywrócenie status quo sprzed obecnego najazdu. Wszelkie inne ustępstwa oznaczałyby faktyczny koniec niezawisłej ukraińskiej państwowości.

Literalne wykonanie rosyjskich żądań, czyli „zdemilitaryzowanie i zdenazyfikowanie” Ukrainy, z równoczesnym uznaniem utraty Krymu, Obwodu Ługańskiego i Donieckiego w granicach administracyjnych jako niezależnych republik, zapewne także obwodów położonych nad Morzem Czarnym, byłoby  de facto zgodą na rozbiór Państwa i pozbawianie go niepodległości. Ukraińcy prędzej wszyscy umrą niż przyjmą takie warunki…!!!

Patrząc z kolei z perspektywy agresora to ani Rosja ani sam Putin tej wojny nie może przegrać.

Jeżeli Rosja zakończy tę wojnę na nieswoich warunkach czyli mówiąc dosadniej ją przegra, to traci pozycję mocarstwa, zostanie wypchnięta w kierunku Azji, stając się kartą w rozgrywce geopolitycznej prowadzonej przez Chiny…

Pozycja samego Putina też byłaby nie do pozazdroszczenia. Jak przystało w cywilizacji, z której się wywodzi rację mają tylko silni. Klęska oznacza słabość, a słabi ludzie odchodzą albo się ich likwiduje. Władymir Władymirowicz zagrał o taką stawkę, że raczej umrze na serce, niż ktoś pozwoli mu samemu odejść…

Jak zakończy się ta wojna wie tylko jeden Bóg. Obserwując sytuację można wywieść, iż Putin odniesie oparte na śmierci dziesiątków tysięcy ludzi militarne zwycięstwo, jednak patrząc na ducha narodowego Ukraińców nie uda mu się ich podbić. Konflikt będzie trwał latami.

Jakże, adekwatnym acz smutnym według mnie zakończeniem moich dywagacji będzie, paradoksalnie brzmiący w swoim odwróconym kontekście, cytat z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza:

„Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”

 

 

zdjęcia: instagram.com/zelenskiy_official, instagram.com/putin_fanclub_