– Zyski z przyłączenia Radomia do województwa mazowieckiego są bez porównania większe, a żadnych strat tożsamościowych po prostu nie ma, bo nikt nam nie wciska kitu, że Radom leżał na Mazowszu. Dwukrotnie w historii byliśmy w jednym województwie z Kielcami – w okresie międzywojennym oraz w PRL-u do 1975 roku – i nie mamy z tamtych czasów dobrych wspomnień, bo nigdy nie byliśmy traktowani jak równorzędny partner – mówił w rozmowie z Oskarem Klichem dr Adam Duszyk. W trakcie wywiadu poruszono m.in. temat mitów wokół reformy administracyjnej z 1999 roku, rzekomej degradacji miasta po Czerwcu ’76, twardych danych ekonomicznych oraz przyszłości radomskiego lotniska.
Panie doktorze, jest Pan historykiem, popularyzatorem dziejów Radomia, a także działaczem społecznym i politycznym. Jak narodziła się u Pana pasja do historii tego regionu i co sprawia, że tak aktywnie angażuje się Pan w debatę o jego przyszłości?
Historię lubiłem od zawsze, a do Radomia przyjechałem w 1996 roku, czyli mieszkam tu już od trzydziestu lat. Miasto od razu mi się spodobało. Po prostu zakochałem się w nim i w jego dziejach. Mając w sobie gen przybysza i perspektywę wędrowca, często dostrzegam w Radomiu więcej niż rodowici Radomianie, którzy bywają wobec swojego miasta niezwykle krytyczni i nie potrafią spojrzeć na nie z taką sympatią. Radom dał mi bardzo dużo – przede wszystkim świetną pracę w szkole, najpierw w Liceum im. Juliusza Słowackiego, a później w Liceum im. Jana Kochanowskiego, oraz mnóstwo wspaniałych, serdecznych i inteligentnych przyjaciół. Dlatego od lat z taką pasją zajmuję się propagowaniem lokalnej historii. W ten sposób spłacam dług za to co dał mi Radom.
W swoich wypowiedziach często umieszcza Pan Radom w szerszym kontekście historycznym, przypominając o jego małopolskich korzeniach. Jak ocenia Pan dzisiejsze napięcia wokół przynależności do województwa mazowieckiego? Czy stawianie sprawy na zasadzie „jesteśmy Radomianami, a nie Mazowszanami” pomaga miastu, czy wręcz przeciwnie – osłabia je?
Musimy zacząć od twardego faktu historycznego: Radom przynależał i przynależy do północnej Małopolski. Ten region historycznie prawie nigdy nie był Mazowszem, a my nie jesteśmy Mazowszanami. Nikt tego nie kwestionuje i nikt nie niszczy naszej tożsamości, bo budujemy ją sami – robią to nauczyciele historii z radomskich szkół, muzea i lokalne stowarzyszenia. Tę kwestię należy raz na zawsze oddzielić od spraw czysto gospodarczych. Historii już nie zmienimy, byliśmy częścią ziemi sandomierskiej i kropka. Postawmy sobie jednak pytanie, czy tzw. rewindykacja historyczna, na takim regionalnym poziomie, w XXI wieku ma jakikolwiek sens. Uważam, że jest bardzo szkodliwa szkodliwa. Idąc tym tokiem myślenia – którym posługuje się na przykład dr Łukasz Zaborowski – powinniśmy teraz ziemię lubuską i Gorzów Wielkopolski przyłączać z powrotem do Marchii Brandenburskiej (patrz. Branderburgii), bo kiedyś tam należały. Nie mówiąc już o tym, że Brandenburgia lepiej się rozwijała. To przecież czysty absurd.
My musimy myśleć o dobrostanie, przyszłości, rozwoju i dobrobycie dzisiejszych mieszkańców Radomia i regionu. Mało kto zdaje sobie sprawę, że nawet współczesne województwo mazowieckie jest mocno okrojone ze wszystkich stron przez sąsiadów. Dawne historyczne Mazowsze znajduje się dzisiaj częściowo w województwie łódzkim, podlaskim, warmińsko-mazurskim, kujawsko-pomorskim czy lubelskim. Mazowsze zostało dokoła okrojone, a od południa doklejono do niego ziemię radomską. Zwróćmy jednak uwagę na kluczową rzecz: nikt nas do województwa mazowieckiego nie anektował siłą. 24 lipca 1998 roku Sejm przyjął ustawę o podziale administracyjnym, a za włączeniem Radomskiego do Mazowsza głosowali posłowie z naszego regionu reprezentujący AWS, Unię Wolności i SLD. To była w pełni świadoma, demokratyczna decyzja lokalnych elit i samych Radomian. Opowiadanie dzisiaj, że ktoś nam wyrządził krzywdę i wcielił do Mazowsza wbrew naszej woli, to totalna bzdura.
Poprzednim gościem naszego portalu był wspomniany dr Łukasz Zaborowski, który uważa reformę z 1999 roku za katastrofę dla miasta. Pan jako historyk jak patrzy na długofalowe skutki znalezienia się w tak dużym województwie? Czy straty wizerunkowe i tożsamościowe przewyższyły realne zyski finansowe oraz dostęp do funduszy unijnych?
Zyski z przyłączenia Radomia do województwa mazowieckiego są bez porównania większe, a żadnych strat tożsamościowych po prostu nie ma, bo nikt nam nie wciska kitu, że Radom leżał na Mazowszu. Dwukrotnie w historii byliśmy w jednym województwie z Kielcami – w okresie międzywojennym oraz w PRL-u do 1975 roku – i nie mamy niestety z tamtych czasów dobrych wspomnień, bo nigdy nie byliśmy traktowani jak równorzędny partner. Kiedy Instytut Sobieskiego rzucił pomysł utworzenia województwa staropolskiego, przejrzałem reakcje w internecie – były negatywne. Co więcej, rozmawiałem z politykami z Kielc i oni w ogóle nie chcą o tym słyszeć, bo musieliby oddać albo Sejmik, albo Urząd Wojewódzki do Radomia i dzielić się kompetencjami. Jaki mieliby w tym interes? Żadnego.
Przez ponad ćwierć wieku od reformy administracyjnej nie pojawiła się ani jedna poważna inicjatywa polityczna, która realnie dążyłaby do wyłączenia Radomia z województwa mazowieckiego. Koncepcje w rodzaju województwa staropolskiego pozostają cały czas tylko na etapie dyskusji akademickiej i eksperckiej.
Spójrzmy jednak na twardą demografię i gospodarkę. Województwo mazowieckie liczy 5,5 miliona mieszkańców, a świętokrzyskie zaledwie 1,16 miliona. Radom funkcjonuje w otoczeniu niemal pięciokrotnie większego rynku pracy i konsumentów. Bliskość Warszawy daje naszym mieszkańcom dostęp do świetnie płatnych posad, podczas gdy Kielce przeżywają obecnie regres gospodarczy. Nawet, firmy deweloperskie z Kielc budują w Radomiu. Jedna z kancelarii notarialnej z Kielc przeniosła się do nas, bo tu rynek budowy nowych mieszkań jest po prostu większy. PKB na mieszkańca w naszym mazowieckim regionie, z wyłączeniem Warszawy i 10 najbogatszych powiatów, wynosi 90% średniej krajowej, a w świętokrzyskim zaledwie 74%.
Od 2018 roku mamy statystyczny podział NUTS 2, dzięki któremu – mimo przynależności do bogatego województwa – korzystamy z unijnych dotacji przeznaczonych dla regionów słabiej rozwiniętych. Przykładem jest chociażby zastrzyk 22 milionów złotych z Funduszy Europejskich dla Mazowsza na innowacje dla instytutu, którym kieruję. Do tego dochodzi zmodernizowana linia kolejowa pozwalająca dojechać do Warszawy Zachodniej w 54 minuty, nowa trasa S7 oraz perspektywa bliskości Centralnego Portu Komunikacyjnego, który jest budowany w województwie mazowieckim. Budżet województwa mazowieckiego to 8,5 miliarda złotych, a świętokrzyskiego niecałe 1,7 miliarda. Na inwestycje Mazowsze przeznacza w skali roku ponad 3 miliardy, a Świętokrzyskie zaledwie 700 milionów. W ostatnich dziesięciu latach do samego regionu radomskiego z budżetu województwa trafiło 2,3 miliarda złotych na inwestycje w drogi, kulturę i edukację. Samorząd Mazowsza utrzymuje u nas między innymi: dwa szpitale, trzy muzea i szkołę medyczną z wielomilionowymi budżetami. Gdybyśmy utworzyli nowe województwo staropolskie, nie bylibyśmy w stanie utrzymać tych instytucji i czekałaby nas zapaść oraz zwolnienia personelu.
Podsumowując ten wątek: powrót do koncepcji województwa staropolskiego z Kielcami jako współstolicą byłby dla Radomia powtórzeniem dawnych błędów?
Byłaby to absolutna katastrofa, a kondycja finansowa województwa świętokrzyskiego idealnie to pokazuje. Mit o tym, że miasto wojewódzkie automatycznie przyciąga turystów, też nie działa – w świętokrzyskim stolicą są Kielce, a pięć razy więcej turystów odwiedza Sandomierz, który tej funkcji nie ma.
Najważniejsza jest dla mnie perspektywa rozwoju młodego pokolenia Radomian. Dziś coraz więcej młodych ludzi wraca z Warszawy do Radomia, bo dzięki pracy zdalnej i świetnemu dojazdowi mogą mieszkać u nas, pojawiając się w biurze w stolicy tylko na chwilę. Zostawiając emocje na boku, wyobraźmy sobie likwidację mazowieckiej komendy policji czy innych kluczowych instytucji i likwidację tysięcy miejsc pracy. Radom rozwija się dziś bardzo dynamicznie – mamy świetne uczelnie, świetną opiekę medyczną, rewelacyjne szkoły ponadpodstawowe, nową infrastrukturę i drogi. Zamiast budować wszystko od nowa w biednym regionie, potrzebujemy skutecznych, wpływowych i pracowitych polityków w Warszawie. Zapytajmy zresztą mieszkańców Kielc, czy chcą takiego połączenia – oni też tego nie chcą. Wpychanie kogokolwiek w takie układy na siłę to kompletne nieporozumienie. Zapytajmy także szeroko Radomian czy chcą mieszkać w nowym województwie staropolskim?
Wśród mieszkańców wciąż żywa jest teza, że po wydarzeniach z Czerwca ’76 roku na Radom nałożono polityczne piętno, które miało doprowadzić do celowej degradacji miasta przez władze centralne. Zgadza się Pan z tym?
Zgadzam się i nie zgadzam. Owszem, komunistyczna władza nałożyła na Radom surowe represje i trwało to bardzo długo, w zasadzie do transformacji ustrojowej na początku lat dziewięćdziesiątych. Późniejszy upadek wielkiego przemysłu to proces, który dotknął nie tylko Radom, ale cały kraj, Europę i świat. Przechodziliśmy z epoki industrialnej do postindustrialnej, gdzie duży przemysł przestał odgrywać kluczową rolę. To nie było tak, że zakłady Waltera, Radoskór czy RWT upadły wyłącznie przez lokalną klątwę Czerwca 1976 roku – zmieniła się cała struktura gospodarcza globu. PKB zaczęliśmy budować na handlu, usługach oraz małej i średniej przedsiębiorczości, a nie na fabrykach zatrudniających po kilkanaście tysięcy ludzi pracujących na trzy zmiany. Trochę mnie smuci, że pięćdziesiąt lat po tamtych wydarzeniach wciąż szukamy usprawiedliwienia naszych współczesnych porażek w wydarzeniach Czerwca ’76. Uczestnicy tamtego zrywu chyba nie byliby z nas dumni, widząc, że ciągle narzekamy, i zwalamy wszystko na historię. Moim zdaniem to historyczne fatum nie sięga trzeciej dekady XXI wieku.
Czy mocne akcentowanie radomskiej tożsamości kosztem mazowieckiej pomaga w walce o inwestycje, czy raczej buduje niepotrzebny mur i utrudnia współpracę?
Moim zdaniem nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Podkreślanie własnej tożsamości, tego, że jesteśmy mieszkańcami północnej Małopolski żyjącymi w województwie mazowieckim, jest po prostu w porządku. To nie wpływa w żaden sposób na liczbę inwestycji, ani na relacje z Samorządem Województwa Mazowieckiego. Kwestie tożsamościowe i gospodarcze to zupełnie inne porządki, które w niczym sobie nie przeszkadzają i nikogo w Warszawie nie oburzają.
Czyli to konflikt poniekąd sztuczny i wyimaginowany?
Dokładnie tak, to problem w dużej mierze wydumany. Pielęgnowanie lokalnej historii i mówienie o niej w sposób prawdziwy to powód do dumy, a nie do konfliktów. Nikt w Warszawie nie cenzuruje nas za to, że przypominamy o małopolskich korzeniach. Historyczne Mazowsze ma odcięte kilkanaście powiatów i nikt tam z tego powodu nie robi tragedii. Nikt nam też nie knebluje ust kiedy mówimy prawdę o naszych korzeniach i naszej przebogatej historii.
Część krytyków zarzuca samorządowi województwa mazowieckiego złe traktowanie lotniska w Radomiu i faworyzowanie innych portów. Czy w mniejszym województwie staropolskim Radom miałby większe szanse na finansowanie takich projektów?
Moim zdaniem to też nie miałoby żadnego znaczenia. Lotnisko w Radomiu to specyficzna, trudna pod względem organizacyjnym konstrukcja. Lotnisko współfinansuje miasto, które wciąż spłaca kredyt – co samo w sobie jest ewenementem. Porty lotnicze są jednak zarządzane centralnie, więc to, w jakim województwie leży lotnisko, ma drugorzędne znaczenie. Mamy w końcu trzy lotniska na terenie jednego województwa mazowieckiego, ale w tak dużym województwie pomieszczą się wszystkie.
Port w Radomiu dostanie swoją szansę w okresie przejściowym przy budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego, kiedy trzeba będzie transferować część ruchu z Okęcia. Najważniejsze jest teraz dobre skomunikowanie kolejowe – dociągnięcie linii szynowej bezpośrednio pod terminal – oraz rozwój sektora cargo, bo transport towarowy w Polsce jest wciąż niedoinwestowany. Opowieści o celowym „chłodzie” czy ograniczaniu lotniska ze strony samorządu Mazowsza to kolejny mit. Lotnisko jest piękne i świetnie przygotowane, tylko decyzje o uruchamianiu połączeń podejmują niezależni przewoźnicy kierujący się tym, gdzie jest taniej i skąd ludzie chcą latać.
Jak zatem realnie doprowadzić do tego, by lotnisko zaczęło tętnić życiem?
Trzeba popracować nad ofertą, mocniej ją spopularyzować i przede wszystkim doprowadzić linię kolejową pod sam terminal, żeby pasażerowie z Warszawy i całego regionu mogli wygodnie dojechać tam pociągiem. Oprócz tego niezbędny jest rozwój transportu towarowego i budowa terminala kontenerowego.
Zbliżając się do finału naszej rozmowy: jeśli podział województwa nie ma sensu, to co powinniśmy właściwie zrobić? Czekać z założonymi rękami?
Nie, w kolejnych wyborach musimy wreszcie wybrać polityków, którzy będą w pozytywnym tego słowa znaczeniu skutecznie lobbować za rozwojem Radomia w Warszawie. Możliwości są ogromne, tylko brakuje nam ludzi na tyle aktywnych i zdeterminowanych, by o ten rozwój zabiegać. Ja sam walczę teraz o ściągnięcie do Radomia Joint Research Center – największej w Europie instytucji naukowej współpracującej z Komisją Europejską, która ma swoje oddziały tylko w nielicznych krajach.
Z kolei Łukaszewicz – Instytut Technologii i Eksploatacji, którym kieruję, zajął w ubiegłym roku pierwsze miejsce wśród Instytutów Sieci Badawczej Łukasiewicz aż w dwóch kategoriach, wyprzedzając placówki z największych polskich aglomeracji. Da się? Da się, tylko trzeba po prostu chcieć! Tworzenie sztucznych bytów administracyjnych, uruchamianie od nowa całej administracji i stawianie wszystkiego na głowie bez dodatkowych pieniędzy to absurd. Szukamy problemów zupełnie nie tam, gdzie one realnie się znajdują.
Co na koniec chciałby Pan przekazać radomianom – zarówno zwolennikom, jak i zagorzałym przeciwnikom podziału województwa?
Chciałbym, abyśmy spojrzeli na swoje miasto z większym optymizmem, bo naprawdę nie żyjemy w złym miejscu. Wiem to jako ktoś, kto nie pochodzi z Radomia, a żyje mu się tutaj wspaniale. Miasto daje niesamowite perspektywy i jest bardzo bezpieczne, co potwierdzają statystyki kryminalne. Żyjemy w mieście, w którym jest mnóstwo zieleni, świetna infrastruktura sportowa (przepiękny nowy stadion i hala) i rekreacyjna.
Jestem pod ogromnym wrażeniem radomskiej gastronomii, restauracji pełnych ludzi. Wystarczy wyjść wieczorem do centrum miasta żeby poczuć ten klimat. Mamy świetną ofertę kulturalną – od muzeów i teatru po orkiestrę kameralną – oraz rewelacyjny poziom szkół średnich, w których dzieciaki mogą uczyć się na najwyższym poziomie. Dwie porządne wyższe uczelnie, instytut naukowy, etc. Radomianie powinni mniej narzekać, a częściej się uśmiechać, wykazać więcej optymizmu i wreszcie poczuć dumę ze swojego miasta. Bo nikt tak bardzo nie narzeka na Radom, jak sami Radomianie.

