Wyobraź sobie, że przeglądasz TikToka lub Instagrama i trafiasz na profil osoby o nienagannej sylwetce, promiennej cerze i tysiącach zachwyconych obserwujących. Z pełnym przekonaniem opowiada o rewolucyjnym proszku detoksykacyjnym, niesprawdzonej diecie eliminacyjnej czy specyfiku na idealne skupienie. Twierdzi, że to jedyny sekret jej zdrowia i doskonałego samopoczucia. Klikasz w link w opisie i widzisz cenę: 250 zł za miesięczną kurację. Zanim sięgniesz po kartę płatniczą lub zaczniesz wprowadzać drastyczne zmiany w swoim odżywianiu, warto postawić jedno kluczowe pytanie: czy ta osoba naprawdę wie, o czym mówi?
Branża wellness i zdrowego stylu życia przeżywa obecnie ogromny boom. Według analiz ekspertów rynku farmaceutycznego oraz instytucji takich jak UOKiK i Główny Inspektorat Sanitarny, Polacy przeznaczają rocznie setki milionów złotych na suplementy diety i alternatywne metody poprawy zdrowia. Za znaczną częścią tego rynku stoją influencerzy, którzy wykorzystują swoje zasięgi i zaufanie fanów do promowania produktów bez żadnego przygotowania medycznego czy dietetycznego.
Dla nastolatka szukającego sposobów na lepsze wyniki w sporcie czy czystą cerę, jak i dla rodzica pragnącego zadbać o odporność całej rodziny, umiejętność odróżnienia prawdziwego specjalisty od cyfrowego sprzedawcy ma fundamentalne znaczenie.
Część 1: Opis zjawiska – Jak powstaje fałszywy ekspercki autorytet?
W świecie mediów społecznościowych zbudowanie wizerunku eksperta od zdrowia stało się prostsze niż kiedykolwiek. Zjawisko to opiera się na specyficznych mechanizmach psychologicznych oraz celowym zacieraniu granic między wiedzą naukową a przekazem reklamowym:
- Efekt halo (efekt tonacji): Przypisujemy ludziom kompetencje naukowe tylko dlatego, że są atrakcyjni, wysportowani, ładnie ubrani lub ładnie mówią. Działanie podświadomości podpowiada nam: „skoro świetnie wygląda, to pewnie wie, jak dbać o zdrowie”. W rzeczywistości wygląd nie jest dowodem wiedzy medycznej.
- Mylące nazewnictwo i brak regulacji prawnych: Wiele osób używa tytułów, które brzmią profesjonalnie, lecz nie podlegają ścisłym regulacjom prawnym. O ile określenie „lekarz” czy „farmaceuta” wymaga ukończenia trudnych studiów i uzyskania prawa do wykonywania zawodu, o tyle tytuły takie jak „coach zdrowia”, „doradca żywieniowy” czy „biohacker” może nadanać sobie każdy, bez względu na wykształcenie.
- Kompensacja dowodów autorytetem społecznym: Zamiast prezentować badania naukowe, samopowołani eksperci powołują się na własne doświadczenia („ja tak zrobiłem i czuję się świetnie”) lub na liczbę zadowolonych klientów („pomogłem już setkom osób”). Taki dowód anegdotyczny nie spełnia standardów weryfikacji medycznej.
- Ukryty konflikt interesów (marketing afiliacyjny): Wielu twórców internetowych czerpie bezpośrednie zyski ze sprzedaży polecanych preparatów – otrzymują prowizję od każdego zakupu z ich kodem rabatowym. Chęć zysku często przesłania rzetelność informacyjną, a wątpliwe suplementy przedstawiane są jako absolutnie niezbędne dla każdego.
Część 2: Neutralny przykład z życia
Kacper, uczeń pierwszej klasy szkoły średniej, intensywnie trenuje na siłowni. Chce szybko zbudować masę mięśniową i poprawić swoją sylwetkę. Na Instagramie zaczyna obserwować popularnego influencera fitness z ponad 200 tysiącami obserwujących.

W jednym z nagrań twórca prezentuje zestaw kolorowych kapsułek i twierdzi: „Zwykła dieta i odżywki z markowych sklepów nie działają, bo Wasze jelita są zablokowane. Wykorzystuję autorską metodę oczyszczania i specjalne ekstrakty ziołowe, które podkręcają metabolizm o 300%. Zmiany zobaczysz po 7 dniach. Link do mojego sklepu znajdziecie w bio!”.
Kacper jest pod wrażeniem formy sportowca. Wydaje swoje oszczędności na „zestaw regeneracyjny” za 180 zł. Po dwóch tygodniach stosowania pojawiają się u niego silne bóle brzucha i nudności.
Co stało się w rzeczywistości?
Influencer nie posiadał żadnego wykształcenia medycznego ani dietetycznego, a całą wiedzę czerpał z niesprawdzonych forów internetowych. Zakupiony preparat zawierał silnie działające zioła przeczyszczające i nieprzebadane ekstrakt roślinny, który podrażniał układ pokarmowy. Zamiast obiecanych efektów treningowych, Kacper musiał udać się do lekarza pierwszego kontaktu, by wyleczyć stan zapalny żołądka.
Część 3: Procedura „Sprawdź, zanim udostępnisz”
Zanim zaufasz poradom zdrowotnym z internetu lub kupisz polecany suplement, zastosuj proste kroki weryfikujące kompetencje autora:
- Zweryfikuj oficjalne wykształcenie i prawo do wykonywania zawodu Sprawdź, czy osoba podająca się za specjalistę ma ukończone studia wyższe na kierunku medycznym, farmaceutycznym lub dietetycznym (dietetyka kliniczna). Lekarzy i dentystów możesz łatwo sprawdzić w Centralnym Rejestrze Lekarzy RP, a farmaceutów w Rejestrze Farmaceutów. Posiadanie dyplomu jednodniowego kursu internetowego nie czyni nikogo ekspertem.
- Szukaj oznaczeń współpracy i analizuj obiektywizm Zobacz, czy twórca oznacza swoje posty jako materiał reklamowy lub płatną współpracę (np. #reklama, #współpraca). Jeśli autor zarabia na sprzedaży danego produktu, jego ocena nie jest obiektywna. Bądź sceptyczny wobec recenzji, które zawierają indywidualne kody rabatowe.
- Odróżniaj dowody naukowe od opinii osobistych Zwróć uwagę na to, czym autor popiera swoje twierdzenia. Czy podaje odnośniki do badań z recenzowanych pism naukowych (np. PubMed, The Lancet), czy opiera się jedynie na własnym odczuciu i pojedynczych historiach sukcesu? Pamiętaj: opinia nawet najbardziej znanej osoby w sieci nie zastąpi badań klinicznych.
- Konsultuj wątpliwości z prawdziwym lekarzem lub farmaceutą Zanim wprowadzisz nową suplementację lub drastyczną dietę, zapytaj o zdanie swojego lekarza POZ, dyplomowanego dietetyka lub farmaceutę w aptece. Oficjalne i sprawdzone informacje na temat bezpieczeństwa suplementów znajdziesz także na portalu pacjent.gov.pl oraz stronach Głównego Inspektoratu Sanitarnego (gov.pl/web/gis).
Artykuł opublikowano w ramach projektu realizowanego przez Stowarzyszenie im. Kazimierza Jagiellończyka pn. „Młodzi kontra Dezinformacja 2.0 – Wystawa, Warsztaty i Kampania Edukacyjna na Mazowszu”, dofinansowanego ze środków Budżetu Województwa Mazowieckiego.


