Kultura i rozrywka Na czasie Radom i okolice Społeczeństwo Wyróżnione Wywiady

Krzysztof Blau: Bez Radomia nie byłoby wolnej Europy

– Uważam, że Czerwiec ’76 jest istotny dla historii Europy. Bez Radomia nie byłoby wolnej Europy – o tym trzeba mówić także w Niemczech, bo tam świadomość tego wydarzenia jest niewielka – mówił Krzysztof Blau, wieloletni działacz polsko-niemiecki i ekspert ds. integracji w Magdeburgu w rozmowie z Oskarem Klichem. W wywiadzie poruszono m.in. temat współpracy Radomia z Magdeburgiem, znaczenia Czerwca ’76 w europejskiej pamięci historycznej, a także integracji migrantów i budowania dialogu międzykulturowego.

Zacznijmy od pana historii. Jak wspomina pan swoje pierwsze lata po przeprowadzce do Magdeburga i proces integracji w nowym środowisku?

Z mojej perspektywy te początki w Magdeburgu były bardzo dobre i naturalne. Nie miałem większych problemów integracyjnych, mimo że byłem jednym z niewielu obcokrajowców w szkole, właściwie jedynym. Od samego początku bardzo szybko odnalazłem się w nowym środowisku. Miałem kolegów, koleżanki, przyjaciół i to właśnie relacje rówieśnicze sprawiły, że proces integracji przebiegał płynnie.

Kluczowa była też nauka języka. W tamtym czasie nie funkcjonowały jeszcze specjalne szkoły językowe dla migrantów, więc języka niemieckiego uczyło się po prostu w codziennym życiu w szkole, na ulicy, w kontaktach z ludźmi. To była nauka naturalna, ale bardzo skuteczna.

W pewnym momencie pana życie zaczęło się zawodowo i społecznie łączyć z Niemcami. Jak doszło do tego, że rozpoczął pan działalność polsko-niemiecką?

To był w pewnym sensie przypadek, ale taki, który zadecydował o całej mojej późniejszej drodze. Jako młody chłopak chciałem po prostu dorobić w wakacje i trafiłem do zakładu produkującego soki jabłkowe. Początkowo miałem pracować fizycznie, przy rozładowywaniu skrzynek z jabłkami.

Kiedy jednak osoba odpowiedzialna za rekrutację dowiedziała się, że jestem z Polski, pojawił się zupełnie inny pomysł. Zakład miał wtedy kontakt i wymianę między polską a niemiecką firmą, więc zamiast pracy fizycznej zaproponowano mi rolę tłumacza i opiekuna tej współpracy.

I tak zaczęła się moja droga najpierw jako tłumacz, potem jako osoba wspierająca komunikację i organizująca kontakty między ludźmi. Z czasem przerodziło się to w długofalową działalność polsko-niemiecką.

Co było i jest dla pana największą motywacją do pracy na rzecz dialogu polsko-niemieckiego?

To jest praca społeczna, którą wykonuję w wolnym czasie. Największą motywacją było i jest dla mnie poczucie, że Polacy i Niemcy wciąż za mało się znają.

Na początku, pod koniec lat 90., zainteresowanie Polską w Niemczech było bardzo duże to był okres przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Naszym zadaniem było wtedy pokazywanie Polski jako kraju europejskiego, nowoczesnego, który zmierza w stronę integracji z Unią.

I to było bardzo satysfakcjonujące widzieć, że to, co robimy, naprawdę trafia do ludzi i budzi zainteresowanie. Organizowaliśmy różne wydarzenia: dni polskie, spotkania kulturalne, rozmowy polsko-niemieckie, projekty tematyczne. To wszystko budowało relacje krok po kroku.

Jak wyglądała pana codzienna praca jako pełnomocnika ds. integracji w Magdeburgu i jakie wyzwania były z nią związane?

To była praca bardzo praktyczna. Można powiedzieć, że polegała na tym, żeby pilnować, by głos migrantów był słyszany w strukturach miasta.

W Magdeburgu mamy dziś ponad 20 procent mieszkańców z doświadczeniem migracyjnym, czyli ponad 40 tysięcy osób. To duża i bardzo zróżnicowana grupa, która w krótkim czasie bardzo się powiększyła.

Najpierw była fala migracji z Bliskiego Wschodu Syria, Afganistan około 2015 roku, a później kolejna duża fala w 2022 roku związana z wojną w Ukrainie. To zmieniło strukturę miasta w bardzo szybkim tempie.

I tutaj pojawiło się wyzwanie: administracja miejska nie była przygotowana na taką skalę i tempo zmian. Moim zadaniem było łączenie dwóch światów potrzeb migrantów i działań urzędu. Chodziło o kwestie mieszkalnictwa, edukacji, pracy, codziennego funkcjonowania.

Największym sukcesem było to, że ta funkcja przestała być symboliczna. Została realnie włączona w struktury miasta. Oznacza to, że sprawy migrantów nie są już „obok systemu”, tylko stają się jego częścią i są oficjalnie opiniowane.

Radom i Magdeburg od lat współpracują jako miasta partnerskie. Jak ocenia pan tę współpracę i jej rozwój na przestrzeni lat?

Ta współpraca zaczęła się bardzo dynamicznie około 2008 roku. Na początku było dużo inicjatyw, wydarzeń, spotkań, wymiany. Później, jak to często bywa, tempo naturalnie się zmniejszyło.

Ważnym momentem była pandemia, która praktycznie zatrzymała kontakty międzynarodowe. Później przyszła wojna w Ukrainie, która zmieniła priorytety i wprowadziła nowe wyzwania.

Ale jednocześnie pojawiły się też nowe impulsy współpracy. Przykładem jest pomoc humanitarna już bardzo szybko, w marcu, organizowaliśmy transporty przez Radom dla Ukrainy. To pokazuje, że partnerstwo działa wtedy, kiedy jest realna potrzeba i wspólny cel.

Dlaczego temat Czerwca 1976 jest dla pana ważny i jak wpisuje się w szerszy europejski kontekst historyczny?

To dla mnie bardzo ważny temat, również z perspektywy osobistej. Przez lata nie miałem pełnej świadomości tej historii, bo w czasie mojej edukacji ten temat był mało obecny.

Dziś uważam, że Czerwiec ’76 jest istotnym elementem historii wolności w Europie. Niemcy bardzo dobrze znają i rozumieją historię Solidarności, bo wiedzą, że bez niej nie byłoby zjednoczenia Niemiec ani procesu wyzwolenia Europy z komunizmu.

I właśnie w tym kontekście trzeba mówić o Radomiu. Bo to jest część większej historii. Moim zdaniem bez Radomia nie byłoby wolnej Europy. To nie jest tylko historia lokalna czy narodowa, ale element europejskiej pamięci i tożsamości.

Jak z perspektywy lat ocenia pan zmiany, jakie zaszły w Radomiu podczas pana wizyt i współpracy z miastem?

Bardzo pozytywnie. Widać rozwój miasta, nowe inwestycje, zmiany w przestrzeni publicznej, życie społeczne. Radom się zmienia i to w dobrym kierunku.

Ma też duży potencjał wynikający z bliskości Warszawy. W wielu krajach takie miasta satelickie dużych aglomeracji bardzo korzystają na tej relacji ludzie pracują w metropolii, ale żyją i inwestują w swoim mieście. To naturalny kierunek rozwoju.

Na zakończenie – co chciałby pan przekazać mieszkańcom Radomia?

Przede wszystkim życzę wszystkiego dobrego i dalszego rozwoju miasta. Warto być dumnym z tego, co już zostało osiągnięte, bo to efekt pracy wielu ludzi.

Nic nie dzieje się samo wszystko wynika z zaangażowania mieszkańców i ich codziennej pracy.

Dziękuję za rozmowę.