Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo prowadzone m.in. w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej w związku z katastrofą smoleńską. Chodzi o wątki odstąpienia od „ustnej umowy” między Polską a Rosją ws. wspólnego prowadzenia śledztwa oraz niezawnioskowania przez polską stronę o powołanie wspólnego zespołu śledczego.
Śledztwo dotyczące tzw. zdrady dyplomatycznej jest jednym z kilku prokuratorskich postępowań prowadzonych w związku z katastrofą smoleńską przez zespół prokuratorów w Prokuraturze Krajowej. Art. 129 Kodeksu karnego mówi, że: „Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.
Śledztwo zostało podjęte po objęciu rządów przez PiS i po likwidacji prokuratury wojskowej oraz przejęciu przez zespół z Prokuratury Krajowej głównego postępowania w sprawie katastrofy oraz spraw dotyczących katastrofy smoleńskiej na skutek wcześniejszych zawiadomień, które wpływały do prokuratury, a w których pierwotnie odmawiano wszczęcia śledztw.
Prokuratura poinformowała we wtorek, że 4 marca kierownik Zespołu Śledczego nr 1 Prokuratury Krajowej wydał postanowienie o częściowym umorzeniu śledztwa prowadzonego w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej. Umorzenie dotyczy dwóch wątków śledztwa.
Pierwszy został zainicjowany złożeniem w 2010 r. dwóch pisemnych zawiadomień od osób fizycznych. Zawiadamiający wskazali, iż w 10 kwietnia 2010 r., w trakcie rozmowy telefonicznej pomiędzy premierem (wówczas Donaldem Tuskiem) lub marszałkiem Sejmu tymczasowo wykonującym obowiązki prezydenta (Bronisławem Komorowskim), a prezydentem Federacji Rosyjskiej (Dmitrijem Miedwiediewem), miało dojść do zawarcia ustnej umowy dotyczącej wspólnego prowadzenia przez prokuratorów polskich i rosyjskich śledztwa w sprawie katastrofy samolotu Tu-154M. Zdaniem zawiadamiających tego samego dnia premier lub marszałek Sejmu miał odstąpić od umowy, również ustnie, co – w ich ocenie – stanowiło działanie na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej w rozumieniu art. 129 k.k. (przestępstwo „zdrady dyplomatycznej”).
Prokuratura poinformowała, że w toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, a nadto zgromadzono i poddano analizie obszerną dokumentację. W wyniku przeprowadzonych czynności nie uzyskano żadnego dowodu potwierdzającego zawarte w zawiadomieniach twierdzenia. Wskazano też, że w kwietniu 2010 r. prokuratura była organem niezależnym od rządu, a funkcja Prokuratora Generalnego była oddzielona od funkcji ministra sprawiedliwości.
– W konsekwencji ani premier, ani prezydent nie mieli uprawnień do zawierania jakichkolwiek umów dotyczących sposobu prowadzenia śledztwa, «przekazywania śledztwa» czy tworzenia lub wnioskowania o powołanie wspólnych międzynarodowych zespołów śledczych
podała PK.
W uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu tego wątku śledztwa prokurator wskazał, iż zawiadamiający pomylili dwie formy działań podejmowanych przez organy państwa po zaistnieniu katastrofy lotniczej.
– Pierwszą formą jest śledztwo prowadzone przez prokuratorów na podstawie przepisów Kodeksu postępowania karnego, z wykorzystaniem instrumentów międzynarodowej pomocy prawnej. Celem tego postępowania jest ustalenie, czy doszło do przestępstwa oraz kto ponosi ewentualną odpowiedzialność karną. Ani Premier, ani Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie posiadali żadnych uprawnień w zakresie wyboru lub ustalania podstaw prawnych ani sposobu prowadzenia śledztwa
uznał prokurator.
Drugą formą jest badanie przyczyn wypadku prowadzone przez odpowiednią państwową komisję na podstawie przepisów Prawa lotniczego, aktów wykonawczych i prawa międzynarodowego. Celem tego postępowania jest ustalenie przyczyn i okoliczności wypadku oraz sformułowanie zaleceń dotyczących bezpieczeństwa lotów.
Prokurator stwierdził, że obie procedury prowadzone są przez niezależne od siebie podmioty, na odmiennych podstawach prawnych i mają różne cele. Według prokuratora, okoliczności podnoszone w zawiadomieniach dotyczące rzekomej umowy dotyczącej wspólnego prowadzenia śledztwa przez prokuratorów polskich i rosyjskich „w istocie dotyczą drugiej formy wyjaśniania katastrof, a więc czynności badawczych prowadzonych przez przedstawicieli odpowiednich komisji do spraw badania wypadków lotniczych, a nie czynności procesowych prowadzonych w ramach śledztwa przez prokuratorów”.
Drugi umorzony przez prokuraturę wątek dotyczy zaniechania wystąpienia przez polskiego Prokuratora Generalnego do Prokuratora Generalnego Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o utworzenie wspólnego zespołu śledczego do prowadzenia postępowania przygotowawczego w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Jak zaznaczono, uprawniony do tego był wyłącznie Prokurator Generalny, a nie premier czy p.o. prezydenta. Prokurator Generalny z uprawnienia tego nie skorzystał, a z ustaleń śledztwa wynika, iż wynikało to przede wszystkim z ocen poczynionych w 2010 r. w Prokuraturze Generalnej, iż wniosek taki byłby nieskuteczny. Jak uzasadniono, Federacja Rosyjska nie była stroną aktów prawa międzynarodowego przewidujących powoływanie wspólnych zespołów śledczych.
Umarzając ten wątek postępowania prokurator z Zespołu Śledczego nr 1 ocenił, iż niewystąpienie w 2010 r. z wnioskiem do władz Federacji Rosyjskiej o utworzenie wspólnego zespołu śledczego nie wyczerpywało znamion żadnego przestępstwa, w tym w szczególności „zdrady dyplomatycznej” z art. 129 k.k. czy poplecznictwa z art. 239 k.k. – przekazała PK.
Podkreślono też, że prokuratorzy prowadzący wówczas polskie śledztwo nie wskazywali na konieczność wnioskowania o powołanie wspólnego zespołu śledczego.
– W latach 2010–2015 strona rosyjska zrealizowała większość wniosków o pomoc prawną kierowanych przez stronę polską. Prokurator podkreślił, iż nie sposób rozstrzygnąć, czy ewentualny wspólny zespół śledczy przyczyniłby się do poprawy współpracy z Federacją Rosyjską i w jakim zakresie miałby korzystny wpływ na bieg polskiego śledztwa
podała w komunikacie PK.
Decyzja o częściowym umorzeniu śledztwa jest prawomocna.
W toku pozostaje główny wątek śledztwa dotyczącego tzw. zdrady dyplomatycznej, a więc działania na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej w okresie od kwietnia 2010 r. do stycznia 2011 r. przez polskich funkcjonariuszy publicznych poprzez zawarcie niekorzystnej umowy międzynarodowej z Federacją Rosyjską dotyczącej wyboru mechanizmu prawnego właściwego dla prowadzenia badania przyczyn katastrofy samolotowej. Jak zaznaczono w komunikacie, wątek ten nie dotyczy podstaw prowadzenia śledztwa przez prokuraturę, lecz wyboru podstawy prawnej badania przyczyn wypadku przez właściwe komisje badania wypadków lotniczych.
Inne wątki rozpoznawane w ramach postępowania to „legalność powołania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego po katastrofie samolotu Tu-154M w Smoleńsku” oraz „okoliczności podpisania w dniu 31 maja 2010 r. memorandum dotyczącego zwrotu rejestratorów samolotu Tu 154M w 2010 r.”.
Prokuratura powiadomiła w komunikacie, że w poniedziałek 16 marca Prokurator Generalny Waldemar Żurek zdecydował o przekazaniu – z dniem 1 kwietnia – Zespołowi Śledczemu nr 4 Prokuratury Krajowej do dalszego prowadzenia głównego wątku śledztwa w sprawie tzw. „zdrady dyplomatycznej”.
Wcześniej, w grudniu ub.r. Prokurator Generalny dokonał zmian w kierownictwie Zespołu Śledczego nr 1 i ograniczył liczbę prokuratorów wchodzących w jego skład. Ze składu zespołu odwołanych zostało czterech prokuratorów delegowanych do Prokuratury Krajowej z innych jednostek prokuratury. To zarządzenie wchodzi w życie 31 marca br.
Ponadto odwołano z delegacji, a tym samym z Zespołu Śledczego nr 1, prokuratora będącego głównym referentem śledztwa dotyczącego tzw. zdrady dyplomatycznej, wobec czego od 1 kwietnia „zachodziła konieczność” wyznaczenia nowego głównego prokuratora prowadzącego tę sprawę.
W komunikacie uzasadniono, że wpływ na decyzję o przekazanie głównego wątku śledztwa Zespołowi Śledczemu nr 4 miał również „fakt zapoznania się przez Prokuratora Generalnego z informacjami dotyczącymi aktualnego stanu tego śledztwa, w tym niezrozumiałych przyczyn jego długotrwałości”.
– Pomimo blisko 10-letniego okresu postępowania, dotyczącego kwestii uzgodnień międzynarodowych poczynionych w kwietniu 2010 r., nie zgromadzono materiału dowodowego pozwalającego na realizację podstawowych celów postępowania przygotowawczego, tj. ustalenie, czy doszło do popełnienia przestępstwa, a jeśli tak – przez kogo. Dotychczasowi prokuratorzy referenci nie byli w stanie jednoznacznie wskazać dalszych kierunków śledztwa ani określić przybliżonego terminu jego zakończenia
wskazano.
Zapewniono, że decyzja o przekazaniu sprawy nie dotyczy i nie ma wpływu na śledztwo w sprawie przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej, które nadal będzie prowadzone przez prokuratorów z Zespołu Śledczego nr 1 Prokuratury Krajowej.
10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka.
Wątek domniemanej zdrady dyplomatycznej był badany od 2016 r. przez zespół śledczy Prokuratury Krajowej wyjaśniający okoliczności katastrofy smoleńskiej. Śledztwo to dotyczy działania w latach 2010-2011 na szkodę RP przez funkcjonariuszy publicznych upoważnionych do występowania w jej imieniu w stosunkach z Rosją podczas badania przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Zostało podjęte na skutek wcześniejszych zawiadomień, które wpływały do warszawskiej prokuratury okręgowej, a w których odmawiano wszczęcia śledztw. Jesienią 2010 r. warszawska prokuratura odmówiła śledztwa wobec premiera Tuska i ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego – czego chciał berliński adwokat Stefan Hambura, pełnomocnik m.in. syna Anny Walentynowicz. Według niego, Tusk i Komorowski odpowiadali za rezygnację ze wspólnego polsko-rosyjskiego śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku.
Z kolei w 2011 r. – wobec „braku znamion czynu zabronionego” – prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania z doniesienia Stowarzyszenia Solidarni 2010. Stowarzyszenie również uznało, że ówczesny premier godząc się na konwencję chicagowską przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej złamał prawo, gdyż – w opinii Solidarnych 2010 – doprowadziło to do rezygnacji przez Polskę z bezpośredniego dostępu do dowodów (są nimi m.in. „czarne skrzynki” i wrak Tu-154) i wpływu na przebieg prowadzonego w Rosji postępowania.
W 2017 r. ówczesny szef MON Antoni Macierewicz złożył zawiadomienie ws. podejrzenia popełnienia przez premiera Donalda Tuska zdrady dyplomatycznej (art. 129 Kodeksu karnego) w związku z wyjaśnianiem okoliczności katastrofy smoleńskiej. Według Antoniego Macierewicza, Tusk miał dopuścić się zaniechań dotyczących m.in. zwrotu Polsce wraku prezydenckiego Tu-154M oraz gwarancji udziału polskich przedstawicieli we wszystkich czynnościach na miejscu katastrofy. Zawiadomienie Macierewicza zostało wówczas dołączone do prowadzonego śledztwa.(PAP)
kmz/ par/
