Nie milkną echa kontrowersyjnej potańcówki zorganizowanej w ramach inauguracji obchodów 50. rocznicy Radomskiego Czerwca 1976. Teraz głos zabrała Urszula Sikorska-Kelus, więzień polityczny PRL-u, która w 1976 roku pomagała represjonowanym mieszkańcom Radomia.
Oświadczenie Urszuli Sikorskiej-Kelus zostało opublikowane przez Fundację Archiwum Jana Olszewskiego. Działaczka opozycji antykomunistycznej w okresie PRL-u w mocnych słowach skomentowała pomysł organizacji przez władze Radomia „Potańcówki w klimacie PRL”, która stanowiła inaugurację obchodów 50. rocznicy Radomskiego Czerwca 1976.
Przypomnijmy:
Samo wydarzenie zapewne przeszłoby bez większego rozgłosu, gdyby nie uśmiechnięci uczestnicy potańcówki na czele z wiceprezydent miasta Martą Michalską -Wilk pozyjący z osobami przebranymi za funkcjonariuszy ZOMO. Na takie „upamiętnianie” tragicznych, historycznych wydarzeń nie zgadzają się ci, którzy wtedy brali czynny udział w protestach i ci, którzy pamiętają co się wtedy działo.
Do takich osób należy Urszula Sikorska-Kelus. W swoim oświadczeniu zwraca uwagę, że tragiczne wydarzenia z czerwca 1976 próbowały być umniejszane przez władze komunistyczne. Robotnicze protesty nazywano „wydarzeniami” czy „wypadkami”:
„Wydarzenia”, „wypadki” – tak komunistyczne przekaziory określały te kolejne dramatyczne walki o godne życie w naszym kraju. A w tych tak zwanych „wydarzeniach” (wymiennie używanych z „wypadkami”) nie ma miejsca na opowieści o trudnych ludzkich wyborach, przełamywaniu strachu, bohaterstwie i rozpaczy. Nie ma również miejsca na pamięć.
Działaczka opozycyjna podkreśla, że radomscy robotnicy wygrali z reżimem, podwyżki artykułów żywnościowych zostały cofnięte, jednak przez długie lata miasto i jego mieszkańcy ponosili konsekwencje tej gorzkiej wygranej. Miasto zepchnięte na margines, represje, pobicia, więzienie. Ci, którzy walczyli w słusznej sprawie, nie doczekali się ukarania sprawców, a sami dopiero po latach odzyskali dobre imię i poczucie godności.
Po 1989 roku zaczęto organizować obchody upamiętniające wydarzenia Czerwca 76. Były msze, składanie kwiatów pod pomnikiem. Tylko jak zwraca uwagę Urszula Sikorska-Kelus, więcej pojawiało się tam znanych osobistości, nie zawsze związanych z wydarzeniami w jakikolwiek sposób, niż prawdziwych bohaterów tamtych dni. Z czasem i to nie wystarczało. Trzeba było przyciągnąć ludzi, zwłaszcza młodych. I władze Radomia próbowały to zrobić.
Tylko prawdziwych bohaterów tamtych wydarzeń nie zjawiało się zbyt wielu. A i widzów było coraz mniej, szczególnie tych młodszych, bardziej wybrednych. Podobno twierdzili, że sztuka trąciła fałszem. Należało więc wymyślić jakieś dodatkowe atrakcje. I tu sprawdziła się nadzwyczaj pani wiceprezydent Radomia wraz ze swoją ekipą. Jej narracja o radosnym czasie młodości porwała każdego. Od tego momentu wystarczyło już tylko szybko „odpękać” tę ponurą, psującą każdemu człowiekowi nastrój cześć oficjalną obchodów, a potem już tylko gry i zabawy. A to darmowe pikniki z poczęstunkiem, gdzie każdy mógł pokazywać swoim dzieciom, jak radośnie spędzał dzieciństwo albo wspólnie degustować specjalnie na ten dzień przyrządzane PRL-owskie przysmaki. Atrakcji było mnóstwo, każdy mógł coś znaleźć dla siebie. Należało tylko zapomnieć o dramacie tamtych dni. Najlepiej na zawsze.
I tak oto przez lata wymyślano kolejne rozrywki dla ludu, promując PRL jako szczęśliwe miejsce do życia, bo związane z własną młodością. Aż zaowocowało tym razem najnowszym pomysłem, czyli Wielkim Balem z ZOMO.
– pisze Urszula Sikorska-Kelus.
Można się tylko zastanawiać, czy ci, którzy wymyślili ten spektakl – to ludzie nierozumiejący świata, w którym żyją i sprawują władzę, czy też „pożyteczni idioci”, którymi kieruje ktoś, kto pragnie zmienić świadomość historyczną naszego społeczeństwa?
– pyta działaczka opozycyjna z czasów PRL.
Dalej w swoim oświadczeniu stanowczo zaznacza, że nie ma zgody na taką politykę społeczną. Żyją ofiary tego społecznego zrywu i ci, którzy przyjeżdżali do miasta z pomocą. Funkcjonariusze ZOMO wywoływali strach, a nie chęć zrobienia sobie z nimi miłego zdjęcia. Przywołuje także historię bardzo młodego chłopca, który nie brał udziału w proteście. Został przypadkowo zatrzymany, gdy wracał ze szkoły. Skatowano go do tego stopnia, że miesiącami schodziły mu paznokcie ze stóp. Była to dla niego trauma.
Na koniec Urszula Sikorska-Kelus zwraca się bezpośrednio do wiceprezydent Radomia Marty Michalskiej-Wilk:
Myślę, że się Pani kompletnie zagubiła. Zabrakło Pani empatii, ale również zdrowego rozsądku. Bo my, Droga Pani, zbyt wiele lat żyliśmy w tym PRL-owskim reżimie, aby dać się tak łatwo zmanipulować fałszywymi opowieściami o szczęśliwej młodości w komunistycznym raju. Pani zaś, jako urzędnikowi wybranemu przez społeczeństwo Radomia życzę, aby choć część energii jaką wkłada Pani w organizację tych bajek dla naiwnych, poświęciła ludziom skrzywdzonym i zmaltretowanym przez tych, których tak bardzo pragnie Pani rozgrzeszyć i wybielić.

Zorganizowanie wydarzenia w takiej formie jak „Potańcówka w klimacie PRL” pokazuje, jak łatwą jedną nieprzemyślaną decyzją wielu osób, rzucić cień na całe obchody tak ważnego wydarzenia, jakim był Czerwiec 76. Zapewne do głównych obchodów będzie jeszcze wiele ciekawych, wartościowych inicjatyw, jednak taka ignorancja historii musi nazwana być skandalem i nie powinna mieć miejsca, w momencie, w którym świadomość historyczna jest znacznie większa. Ale może nie dla wszystkich? Jak widać, należy kłaść nacisk na edukację, nie tylko młodzieży i zwykłego społeczeństwa, ale także „elit”. I możemy być pewni, że głos Urszuli Sikorskiej-Kelus nie jest ostatnim w tym ważnym temacie, który nie może być przemilczany. Jest to potrzebne do refleksji i wyciągnięcia wniosków na przyszłość.
Źródło i foto: Fundacja Archiwum Jana Olszewskiego
