Historia Na czasie Okiem redakcji Radom i okolice Społeczeństwo Wyróżnione

Uśmiechnięte ZOMO. Kontrowersyjna inauguracja obchodów 50. rocznicy Radomskiego Czerwca 1976

W 2026 roku Radom znajduje się w centrum ogólnopolskiej uwagi za sprawą obchodów 50. rocznicy Radomskiego Czerwca 1976 – wydarzeń, które stały się symbolem oporu wobec komunistycznego reżimu w Polsce. To nie tylko lokalna historia, ale kamień milowy w drodze do upadku PRL. Jednak inauguracja jubileuszu zaliczyła w pewien sposób falstart wszystko za sprawą potańcówki w klimacie PRL, która zamiast jednoczyć mieszkańców, podzieliła ich, wywołując falę oburzenia.

Czerwcowe dni, ulice skąpane we krwi

Aby zrozumieć skalę obecnych kontrowersji, należy cofnąć się do czerwca 1976 roku. W dużym skrócie: wszystko zaczęło się dwudziestego piątego dnia tego miesiąca, kiedy to rząd PRL ogłosił drastyczne podwyżki cen żywności – mięsa nawet o 69%, co uderzyło w robotników i ich rodziny. W Radomiu, ówczesnym ośrodku przemysłowym, wybuchł spontaniczny protest. Pracownicy zakładów takich jak Zakłady Metalowe „Łucznik” czy Radoskór wyszli na ulice, domagając się cofnięcia podwyżek i lepszych warunków życia.

Protest szybko przerodził się w zamieszki. Do miasta ściągnięto oddziały ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej), które brutalnie tłumiły demonstrantów. Bilans protestów był tragiczny: zginęły cztery osoby – Jan Łabęcki i Tadeusz Ząbecki przygnieceni przyczepą ciągnika, Jan Brożyna pobity przez milicjantów oraz ks. Roman Kotlarz, zmarły w wyniku represji. Rannych zostało 198 osób, zatrzymano 634, a ponad 900 zwolniono z pracy w trybie natychmiastowym. Sądy skazały 25 osób na kary od 2 do 10 lat więzienia, a około 170 ukarano grzywnami przez kolegia do spraw wykroczeń. Setki osób przeszło przez tzw. „ścieżki zdrowia”.

Te wydarzenia, znane jako Radomski Czerwiec ’76, stały się katalizatorem dla opozycji antykomunistycznej. Wraz z protestami w Ursusie i Płocku, doprowadziły do powstania Komitetu Obrony Robotników (KOR), który wspierał represjonowanych. Dla wielu radomian to nie tylko data, ale osobiste traumy – utracone zdrowie, praca, wolność. Jak podkreślają historycy, Radom zapłacił wysoką cenę, stając się symbolem walki o godność w epoce PRL.

W tym miejscu zachęcamy do zapoznania się z opublikowaną na naszym portalu lekturą dotyczącą przebiegu radomskiego protestu.

Przypomnijmy:

Hucznie zapowiadane obchody pod znakiem kontrowersji

W grudniu 2025 roku Rada Miejska Radomia ogłosiła 2026 rok Rokiem Radomskiego Protestu Robotniczego Czerwiec ’76. Miasto zabezpieczyło na obchody około 2 miliony złotych, planując cykl wydarzeń przez cały rok. W zapowiedziach podkreślano różnorodność: od spotkań edukacyjnych, wystaw, pikników, po wydarzenia kulturalne i sportowe. Celem było nie tylko upamiętnienie ofiar, ale też „przybliżenie historii młodszym pokoleniom”.

Pierwszym wydarzeniem miała być „Potańcówka w klimacie PRL”, zapowiedziana już w styczniu 2026. Organizatorzy – Urząd Miasta, Dom Kultury „Idalin”, Muzeum Historii PRL i Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji (MOSiR) – opisali ją jako „rozrywkowo-historyczną” imprezę. Wyznaczono datę oraz miejsce – 31 stycznia w hali MOSiR przy ul. Narutowicza.

Zapowiedzi podkreślały taneczne przeboje epoki, bufet z daniami jak śledzik czy oranżada, oraz scenografię nawiązującą do lat 60.-80. Zapowiadano również, że będzie to „okazja, by przypomnieć kontekst tamtych czasów w lekki sposób”.

31 stycznia 2026 roku hala MOSiR zamieniła się, faktycznie, w kapsułę czasu PRL. Zgromadziło się mnóstwo mieszkańców Radomia, w tym przedstawiciele władz miasta. Uczestnicy przybyli w stylizowanych strojach: dzwonach, garsonkach, a nawet mundurach z epoki. Parkiet wypełniły szlagiery lat 70. i 80., takie jak hity Maryli Rodowicz czy zespołu Boney M. Bufet oferował klasyki: galaretę, flaczki, śledzika i oranżadę. Wystrój dopełniały meble, dekoracje i rekwizyty z tamtych lat – od plakatów propagandowych po stare radia.

Oficjalna relacja miasta opisująca wydarzenie była entuzjastyczna: „Zabawa zgromadziła setki mieszkańców, którzy wspólnie spędzili wieczór przy dźwiękach muzyki z minionych dekad. To jedno z wielu wydarzeń na ten wyjątkowy rok”. Wiceprezydent Michalska-Wilk dodała: „Przez najbliższe miesiące będziemy wracać do tamtych dni w różny sposób – poprzez spotkania, wydarzenia kulturalne i sportowe”. Media lokalne publikowały galerie zdjęć i wideo, podkreślając „zjawiskowe stroje, świetną atmosferę i szaloną zabawę”. Dla wielu uczestników to była po prostu dobra zabawa, integrująca pokolenia. I w tym nie ma nic złego.

Niestety, entuzjazm szybko ustąpił miejsca burzy. Już następnego dnia, 1 lutego, w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia z wydarzenia, na których wiceprezydent Michalska-Wilk uśmiecha się w towarzystwie osób przebranych za funkcjonariuszy ZOMO. Te ujęcia stały się iskrą dla wielu radomian, którzy odebrali to jako symbol lekceważenia pamięci ofiar Czerwca ’76.

Szczególne kontrowersje wzbudził zamieszczony poniżej wpis.

Oburzenie wybuchło również w komentarzach pod postami miasta i w mediach. Mieszkańcy pisali: „Prawie 200 osób rannych, setki zatrzymanych, tysiąc zwolnionych z pracy. A zabawa razem z ZOMO w najlepsze! Powód do dumy jak nic”. Inny komentarz: „Gdyby nie imprezy, to większość miałaby w nosie, co się wydarzyło. A gdzie miejsce na zadumę, na pamięć o ofiarach? Ano w dupie”. Porównania były ostre: „Na obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej zorganizujcie potańcówkę w obozie koncentracyjnym i przebierzcie się za nazistów i więźniów”. Inni dodali: „Peerelem czcić Radomski Czerwiec to już szczyt debilizmu, wstyd na całą Polskę”. Mieszkańcy mówiąc krótko, wskazywali na brak wyczucia dobrego smaku.

Do sprawy odniosła się również Fundacja Archiwum Jana Olszewskiego, która opublikowała w mediach społecznościowych poruszający wpis, zestawiający dwa zupełnie odmienne obrazy związane z rocznicą Radomskiego Czerwca ’76.

Fundacja opisała sytuację, do której doszło podczas zwiedzania Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przez grupę kilkudziesięciu osób z Radomia. W trakcie wizyty jeden z uczestników, po wejściu do jednej z cel w XII Pawilonie, nie był w stanie opanować emocji i rozpłakał się. Początkowo nikt nie rozumiał, co wywołało tak silną reakcję. Dopiero po chwili okazało się, że mężczyzna przed laty był więziony właśnie w tej samej celi za udział w wydarzeniach Czerwca 1976 roku. Po pół wieku znalazł się w miejscu swojej traumy ponownie, co przywołało bolesne wspomnienia.

Fundacja podkreśliła, że nie opisywałaby tej historii, gdyby nie fakt, że tego samego dnia, w sobotę 31 stycznia, w Radomiu odbyło się opisywane przez nas wydarzenie, które stoi w rażącej sprzeczności z pamięcią o ofiarach represji.

Miasto szybko zareagowało na falę krytyki. W zbiorczym oświadczeniu na Facebooku napisano:

„Odpowiadając zbiorczo na wszystkie negatywne komentarze dotyczące potańcówki PRL. Chcielibyśmy podkreślić, że ta impreza była pierwszą z cyklu wydarzeń upamiętniających 50. rocznicę Czerwca ’76. W ciągu roku planujemy różnorodne wydarzenia, które będą obejmowały nie tylko elementy rozrywkowe, ale także momenty refleksji i upamiętnienia. To także okazja, by przypomnieć młodszym pokoleniom o ważnych wydarzeniach historycznych i zrozumieć kontekst tamtych czasów. Zależy nam na tym, by te inicjatywy były przestrzenią do dialogu i wspólnej refleksji. Zapewniamy, że w kolejnych wydarzeniach znajdzie się miejsce zarówno na hołd, jak i na edukację. Dziękujemy za zaangażowanie i otwartość na tę inicjatywę”.

Zobacz też:

Niestety, mimo prób uspokojenia sytuacji niesmak pozostanie. W opublikowanym oświadczeniu miasta zabrakło jednak najważniejszego, czyli prostego słowa „Przepraszamy”.

Apel do włodarzy

Na koniec adresujemy słowa do włodarzy, z prośbą o zapamiętanie: Radomski Czerwiec ’76 to trauma, to represje, to ofiary, to „ścieżki zdrowia”. Dla rodzin poszkodowanych i starszych mieszkańców potańcówka z elementami PRL to trywializacja cierpienia. Inauguracja obchodów powinna budować mosty, nie dzielić. Granica między nostalgią a brakiem taktu jest bardzo cienka. Sytuacja jest tym bardziej żenująca, że co roku włodarze Radomia świętują… „wyzwolenie” naszego miasta przez Armię Czerwoną.

To skandal, że w mieście naznaczonym krwią i cierpieniem ofiar ZOMO, władze pozwalają na taniec w cieniu oprawców. Sami mieszkańcy (sic!) kierują wstyd i hańbę dla tych, którzy zamienili rocznicę walki o wolność w zabawę, depcząc po brutalnych historiach bohaterów.

Jako Radomianie uważamy, że Czerwcowe Dni zasługują na godne upamiętnienie – nie na cyniczną farsę, która kpi z historii i dzieli mieszkańców. Jeśli to początek obchodów, to co będzie dalej? To chyba najwyższy czas na refleksję, zanim nostalgia za PRL-em pochłonie resztki przyzwoitości.

Źródło: Fot. Anna Wróblewska / UM Radom