– Współpraca z Radą Miejską jest bardzo trudna. Nie mam większości i czasami mam wrażenie, że działa zasada „nie, bo nie”. Zarzuca mi się brak rozmowy, tymczasem wielokrotnie zapraszałam radnych do spotkań. Mimo tych trudności lubię swoją pracę. Skaryszew to moje miasto i nie zamierzam stąd uciekać – mówi Justyna Grys, burmistrz miasta i gminy Skaryszew, w rozmowie z Adamem Szabelakiem. Rozmawiamy m.in. o konflikcie z Radą Miejską, finansach gminy, schronisku dla zwierząt, awarii wodociągu w Odechowie, inwestycjach, bezpieczeństwie oraz planach na kolejne lata.
Nie jest Pani nową osobą w skaryszewskim samorządzie. Wcześniej przez pięć lat była Pani radną, a teraz minęły już ponad dwa lata sprawowania funkcji burmistrza. Skąd w ogóle pomysł na kandydowanie? Ktoś Panią do tego namawiał?
To był całkowicie mój pomysł. Oczywiście później uzyskałam poparcie Prawa i Sprawiedliwości, ale sama decyzja o kandydowaniu wyszła ode mnie.
Wcześniej miałam dobrą i stabilną pracę. Byłam czynną pielęgniarką, pracowałam nawet w trzech miejscach. Samorząd poznałam najpierw od strony radnej, a dziś patrzę na niego z zupełnie innej perspektywy. I powiem szczerze – bardzo mi się to „burmistrzowanie” podoba. Tutaj naprawdę można zrobić dużo dobrego dla ludzi.
W Pani rodzinie były również mocne tradycje patriotyczne. To miało znaczenie?
Zdecydowanie. Jestem patriotką, również w tym lokalnym wymiarze. Bardzo ważna jest dla mnie historia mojej rodziny. Moi dziadkowie, Józef i Natalia Trybułowie, byli partyzantami. W domu od najmłodszych lat dużo mówiło się o historii, odpowiedzialności za wspólnotę i przywiązaniu do miejsca, z którego się pochodzi. Myślę, że to wszystko miało wpływ również na moje późniejsze decyzje.
Przejdźmy do trudniejszych spraw. Pani kadencja jest mocno naznaczona konfliktem z częścią Rady Miejskiej. Jak te relacje wyglądają z Pani perspektywy?
Nie będę udawać, że jest łatwo. Współpraca z Radą jest bardzo trudna. Nie mam większości i czasami mam poczucie, że obowiązuje zasada „nie, bo nie”.
Zarzuca mi się, że nie chcę rozmawiać albo współpracować. Nie zgadzam się z tym. Organizowałam spotkania, zapraszałam radnych do rozmowy, ale nie zawsze z tych zaproszeń korzystano.
Jednocześnie chcę podkreślić, że sama różnica zdań nie jest niczym złym. Radni reprezentują swoich mieszkańców, mają prawo do własnego zdania i własnych pomysłów. Samorząd właśnie na tym polega, że ścierają się różne poglądy. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy spór zaczyna blokować rzeczy, które są potrzebne mieszkańcom.
Nie musimy zgadzać się we wszystkim. Chciałabym jednak, żeby na końcu zwyciężał zdrowy rozsądek i dobro gminy. Mieszkańcy nie oczekują od nas ciągłych sporów. Oczekują współpracy, odpowiedzialności i skutecznego działania.
I do takiej współpracy cały czas wszystkich radnych zapraszam.
Jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich miesięcy jest sytuacja schroniska dla zwierząt. Tutaj konflikt z Radą ma już bardzo konkretny wymiar finansowy.
Radni zarzucają mi między innymi, że wydajemy więcej na zwierzęta niż na dzieci czy sport. Tylko że rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana.
Schronisko funkcjonuje od około trzynastu lat. Początkowo było przytuliskiem. Dzisiaj mamy pracowników, którym trzeba wypłacać wynagrodzenia. Są oczywiście wolontariusze i bardzo ich pracę doceniam, ale nie mogą zastąpić etatowych pracowników.
To nie jest miejsce, w którym można przyjść od godziny 8 do 16 i zamknąć drzwi. Zwierzęta wymagają opieki przez cały czas. Trzeba sprzątać kojce, karmić, prowadzić kwarantannę, szczepić, czipować, zapewniać pomoc weterynaryjną. Najlepiej po prostu tam pojechać i zobaczyć, jak ta praca wygląda.
Już przy konstruowaniu budżetu było wiadomo, że w połowie roku środków może zabraknąć. Chciałam zabezpieczyć dodatkowe 124 tys. zł na wynagrodzenia, ale Rada nie wyraziła na to zgody i przeznaczyła te pieniądze na budowę trzeciej studni w Tomaszowie.
Dzisiaj musimy doraźnie przesuwać środki. Mówiąc obrazowo – chwilami trzyma się to na taśmie i trytytkach.
Pojawia się też zarzut, że przy schronisku współpracuje tylko jedna fundacja.
Fundacja Morusek wykonuje tam bardzo dobrą pracę. Mamy praktycznie stuprocentową skuteczność adopcji.
Problemem nie jest to, że schronisko nie wydaje zwierząt. Problemem jest to, że cały czas trafiają tam kolejne psy. Dostajemy zgłoszenie, że zwierzę błąka się po terenie gminy – mamy obowiązek zareagować. Pies trafia do schroniska, przechodzi kwarantannę, badania, szczepienia, czipowanie i opiekę weterynaryjną. Każdy z tych elementów kosztuje.
Czy przez to rzeczywiście brakuje pieniędzy np. na sport?
Moim zdaniem nie. Mamy duże kluby sportowe i szereg uczniowskich klubów sportowych. Finansowanie sportu nie zostało zmniejszone. Mniejsze dotacje w kategorii „rozwój sportu” nie oznaczają, że ograniczyliśmy inwestycje w ten obszar.
Co więcej, udało nam się np. pozyskać 300 tys. zł na budowę nowoczesnej, ogólnodostępnej przestrzeni sportowo-rekreacyjnej przy ul. Partyzantów w Skaryszewie z programu „Mazowsze dla sportu 2026”.
Planowana inwestycja przy ul. Partyzantów / fot. Gmina Skaryszew
Powstanie tam między innymi niewielkie boisko piłkarskie, strefa street workout, oświetlenie, parking oraz ciągi piesze. Chcemy, żeby było to miejsce nie tylko dla osób aktywnie uprawiających sport, lecz również przestrzeń spotkań dla mieszkańców w różnym wieku.
Część radnych formułowała również zarzuty dotyczące finansów gminy i wykonania budżetu za 2025 rok. Doszło przy tym do dość nietypowej sytuacji – Komisja Rewizyjna pozytywnie oceniła wykonanie budżetu, a jednocześnie zawnioskowała o nieudzielenie Pani absolutorium.
I właśnie to było dla mnie największym paradoksem. Absolutorium dotyczy przecież wykonania budżetu. Jeżeli Komisja Rewizyjna stwierdza, że budżet został wykonany prawidłowo, a jednocześnie chce nieudzielenia absolutorium, to trudno znaleźć w tym logikę.
RIO zakwestionowała taki sposób działania. Ostatecznie podczas sesji grupa radnych zgłosiła uchwałę o udzielenie mi absolutorium i Rada ją przyjęła. Absolutorium otrzymałam.
Chciałabym przy tej okazji podziękować przede wszystkim pracownikom Urzędu Miasta i Gminy, jednostkom organizacyjnym, sołtysom oraz wszystkim osobom, które codziennie pracują na rzecz gminy. Burmistrz może być najbardziej widoczną osobą, ale za każdym wykonanym zadaniem stoi cały zespół ludzi.
Wśród inwestycji, o których najwięcej się mówi, jest nowy żłobek.
Bardzo mnie to cieszy, bo właśnie o żłobku mieszkańcy mówili mi jeszcze przed wyborami. Podczas kampanii odbyłam mnóstwo spotkań. Młodzi rodzice bardzo często zwracali uwagę, że w gminie nie ma publicznego żłobka i muszą wozić dzieci między innymi do Radomia czy Iłży.
Obiecałam wtedy, że jeżeli pojawi się możliwość realizacji takiego zadania, podejmiemy się go.
Dziś placówka już działa. Od 1 września mamy piękny, piętrowy budynek, cztery grupy i miejsca dla kilkudziesięciu dzieci. Zainteresowanie było bardzo duże.
I dla mnie jest to coś więcej niż kolejny budynek. To inwestycja w młode rodziny. Rodzicom ułatwia powrót do pracy, a dzieciom zapewnia profesjonalną opiekę na miejscu.
Nowy żłobek, ul. Błonie 96 / fot. Gmina Skaryszew
Jak ocenia Pani skuteczność gminy w zdobywaniu środków zewnętrznych? To kolejny zarzut pojawiający się w przestrzeni publicznej.
Nie możemy mechanicznie porównywać kolejnych kadencji. Dostępność programów i pieniędzy zewnętrznych bardzo się zmienia. W pewnych okresach tych środków było zdecydowanie więcej.
Tam, gdzie pojawiają się możliwości, składamy wnioski. Oprócz żłobka pozyskaliśmy między innymi 1,2 mln zł na termomodernizację budynku Urzędu Miasta i Gminy. Zdobyliśmy również środki na kociarnię i na czasowe miejsca schronienia.
Współfinansujemy także inwestycje powiatowe. Przykładem jest droga Krasickiego czy zadania w Gębarzowie.
Trzeba pamiętać o ciągłości władzy. Droga Bujak–Dzierzków otrzymała środki z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg jeszcze w poprzedniej kadencji, ale to my odpowiadaliśmy później za dokończenie całego zadania.
Chciałabym tutaj podkreślić, że przecięcie wstęgi nie oznacza końca inwestycji dla budżetu gminy. Później pojawiają się koszty eksploatacji, utrzymania i różnego rodzaju opłaty.
Dobrym przykładem jest modernizacja oświetlenia. Sama inwestycja była potrzebna, ale przy projekcie „Rozświetlona Polska” musieliśmy zawrzeć umowę na korzystanie ze słupów. To około półtora tysiąca słupów i mniej więcej 82 tys. zł rocznie. Taki wydatek trzeba będzie uwzględniać również w kolejnych budżetach.
Podobnie jest z bulwarami. Ponosimy około 40 tys. zł kosztów związanych z wyłączeniem gruntów z produkcji rolnej. O takich zobowiązaniach również trzeba mówić.
Nie wracam do tego po to, żeby rozliczać poprzedników. Samorząd ma ciągłość. Jeżeli ktoś wcześniej pozyskał środki na inwestycję, ja ją dzisiaj kończę i biorę odpowiedzialność za jej dalsze funkcjonowanie.
Ale właśnie dlatego każdą kolejną inwestycję trzeba analizować nie tylko pod kątem kosztu budowy, lecz również kosztów, które będzie generowała później.
Jednym z najtrudniejszych wydarzeń ostatniego czasu była awaria stacji uzdatniania wody w Odechowie. Jak wyglądały pierwsze godziny kryzysu?
W piątek około godziny 15 otrzymaliśmy z Sanepidu informację, że mieszkańcy nie mogą pić wody z tego ujęcia. Gospodarka komunalna zareagowała natychmiast i zaczęliśmy zapewniać ludziom wodę pitną.
W sobotę dostaliśmy kolejną informację – że tej wody nie można również używać do mycia ani podawać zwierzętom. Natychmiast zebrał się sztab kryzysowy. Zawiadomiliśmy wojsko i straż pożarną i rozpoczęliśmy działania.
Stacja obsługuje dziewięć wsi i sołectw, więc skala problemu była duża. W badaniach stwierdzono obecność enterokoków jelitowych . Później bakterii już nie wykrywano, ale pozostawały problemy ze zbyt wysokim poziomem manganu i żelaza. Cały czas trwają badania oraz czekają nas rozmowy z wykonawcą, projektantami i prawnikami, bo nie może być tak, że nowa stacja uzdatniania wody generuje takie problemy.
W czasie tej sytuacji ważna była współpraca z 6. Mazowiecką Brygadą Obrony Terytorialnej.
Z 6. MBOT współpracujemy bardzo dobrze od początku kadencji. Wspólnie organizowaliśmy między innymi uroczystą przysięgę i przekazanie chorągwi na stadionie.
Zostałam również uhonorowana Odznaką Pamiątkową 6. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej im. rotmistrza Witolda Pileckiego. Odbieram to przede wszystkim jako wyróżnienie dla współpracy samorządu z brygadą.
Bezpieczeństwo mieszkańców wymaga współdziałania. Samorząd nie jest samotną wyspą – potrzebujemy dobrej współpracy ze strażami pożarnymi, wojskiem, policją i innymi instytucjami.
Wakacje w Skaryszewie to nie tylko kryzysy i inwestycje. Sporo działo się również społecznie.
To prawda. Staramy się, żeby mieszkańcy mieli możliwość spotkania się również poza oficjalnymi uroczystościami.
Odbył się jubileusz 40-lecia Chomentowianek, Piknik Młodych Talentów w Podsuliszce, spotkanie w Bocianim Gnieździe w Magierowie czy rodzinny piknik ekologiczno-edukacyjny przy remizie OSP w Modrzejowicach w ramach projektu „Mazowsze bez smogu”.
W tym samym czasie trwała normalna praca samorządowa. Dzięki wsparciu Powiatu Radomskiego udało się pozyskać 40 tys. zł na wyposażenie i odzież ochronną dla naszych jednostek OSP.
Nowe wyposażenie trafiło do jednostek OSP na terenie gminy / fot. Gmina Skaryszew
To są może mniej widowiskowe wydatki niż duża inwestycja drogowa, ale mają bardzo konkretne znaczenie dla bezpieczeństwa ludzi.
15 sierpnia odbyły się także obchody 82. rocznicy pacyfikacji Podsuliszki. To jedno z najważniejszych wydarzeń historycznych w naszej gminie. Spotkaliśmy się w Podsuliszce, żeby uczcić mieszkańców zamordowanych podczas niemieckiej pacyfikacji.
Cieszę się, że uczestniczyło w nich tak wiele osób – mieszkańców, przedstawicieli władz, duchowieństwa, strażaków i pocztów sztandarowych.
Jako samorząd mamy obowiązek dbać o lokalną pamięć i przekazywać ją kolejnym pokoleniom. To część naszej tożsamości.
Dużym wydarzeniem były też tegoroczne dożynki, które są oczywiście podziękowaniem za plony i ciężką pracę rolników, ale mają także bardzo ważny wymiar społeczny. To moment, kiedy mieszkańcy spotykają się ze swoimi sąsiadami, rodzinami i znajomymi. Szczególnie cieszyło mnie ogromne zaangażowanie sołectw. W konkursie na najładniejsze stoisko uczestniczyły aż 24 stoiska, podobna liczba wieńców została zaprezentowana w konkursie dożynkowym. Był nawet wieniec przygotowany przez dzieci z Bogusławic. I właśnie to jest dla mnie najważniejsze – wspólnota i przekazywanie tradycji kolejnym pokoleniom.
Jakie są dziś Pani zdaniem najważniejsze zadania dla gminy na kolejne lata?
Staram się przede wszystkim słuchać mieszkańców. Czasami w samorządzie dużo mówi się o wielkich projektach, a ludzie oczekują rzeczy bardzo podstawowych.
Chcą kawałka chodnika. Chcą dobrej drogi. Chcą lampy przy swoim domu. Chcą mieć wodę i możliwość wybudowania domu dla dzieci.
To są rzeczy, które z perspektywy urzędu mogą wyglądać jak niewielkie inwestycje, ale dla konkretnej rodziny naprawdę zmieniają jakość życia.
Chcielibyśmy uruchomić kilka kolejnych inwestycji drogowych, ale do części z nich potrzebna jest zgoda Rady.
Dużym problemem pozostaje również Sołtyków. Mieszkańcy korzystają tam z infrastruktury wodociągowej związanej z Radomiem, a istniejąca sieć wymaga rozwiązania kwestii modernizacji i dalszego rozwoju. Bez tego część mieszkańców ma trudności z uzyskaniem możliwości przyłączenia nowych budynków. Jesteśmy w kontakcie z Wodociągami Miejskimi i chcemy znaleźć rozwiązanie.
Po tych ponad dwóch latach, sporach z Radą, kryzysach i ogromnej odpowiedzialności – nie ma Pani czasem dość?
Mam naprawdę ciężkie momenty, ale mimo wszystko bardzo lubię to, co robię. To jest moje miasto. Tu mieszkam, znam tych ludzi i zależy mi na tym miejscu. Nie zamierzam uciekać tylko dlatego, że jest trudno.
Chciałabym przede wszystkim, żebyśmy potrafili ze sobą rozmawiać. Jeżeli burmistrz, radni, sołtysi i mieszkańcy będą umieli współpracować, możemy zrobić dla tej gminy naprawdę bardzo dużo. Przed nami kolejne inwestycje i wyzwania i jestem przekonana, że konsekwentną pracą możemy dalej rozwijać Skaryszew.
Myśli Pani już o kolejnych wyborach?
Tak. Chcę dalej pracować dla Skaryszewa i szykuję się do walki o drugą kadencję.






