– Uważam, że Radom powinien być stolicą województwa radomskiego. Nie jesteśmy miastem decyzyjnym. Dobrze by było, żebyśmy decydowali samodzielnie – mówił Mariusz Krzemiński, lider Ruchu Narodowego w Radomiu w rozmowie z Adamem Szabelakiem. W trakcie rozmowy poruszono m.in. bieżącą działalność i sukcesy Ruchu Narodowego, nieudane referendum ws. odwołania prezydenta, spór o podział województwa mazowieckiego, wykreślenie linii kolejowej nr 84, odwołanie Airshow oraz największe wyzwania rozwojowe Radomia.
Zacznijmy od bieżącej działalności Ruchu Narodowego w Radomiu. Co udało wam się osiągnąć przez ostatnie miesiące, jakie są wasze aktywności i plany na najbliższy czas? Zbliża się sezon wyborczy – wybory parlamentarne, później samorządowe.
Oczywiście nie ograniczamy się tylko do okresu wyborczego. Między wyborami również prężnie działamy jako struktura. Dbamy o to, żeby na bieżąco monitorować to, co się dzieje w całej ziemi radomskiej i w samym Radomiu. W najbliższych miesiącach będziemy składali pisma dotyczące bezpieczeństwa, służby zdrowia oraz tego, czy wystarczy miejsc w akademikach dla młodzieży. Monitorujemy te sprawy na bieżąco. Wcześniej osobiście pisałem też pismo w sprawie osób bezdomnych – to również kwestia bezpieczeństwa miasta, życia i zdrowia ludzi.
Mamy już namacalne efekty wieloletniej pracy. Kilka lat temu rozpocząłem lobbowanie za modernizacją DK12 na odcinku radomskim. Ta droga była tak zaniedbana, że nie dało się po niej jeździć i stwarzała zagrożenie. Dzisiaj jest w pełni zmodernizowana. Nie twierdzę, że to ja ją zmodernizowałem – środki pozyskali i budowali samorządy. Ja jednak lobbowałem i uruchomiłem rozmowę na ten temat, bo wtedy nikt nie wierzył, że ta droga powstanie. W tym roku budowę zakończono. To owoce pracy, którą czasem rozkłada się na kilka lat. Media mają duże przełożenie na to, co dzieje się w mieście i regionie – my też przez nie działamy.
Kolejna sprawa to akcja „Kwiaty Wołynia”, którą w lipcu przeprowadziliśmy w Radomiu. Zaczęła się kilka lat temu. Byłem w zespole, który wymyślił tę inicjatywę. Rozdajemy kwiaty lnu – symbol ofiar ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów na Kresach. Zaczynaliśmy pod Kolumną Zygmunta w Warszawie, a dziś rok do roku w ponad 80 miastach w całym kraju rozdajemy te kwiaty. Nawet politycy innych partii nie wiedzą, że to od nas mają przypięte kwiaty lnu na klapach marynarek.
W ostatnim czasie udało nam się też zablokować powstanie Centrum Integracji Cudzoziemców w ziemi radomskiej. Zainicjowałem w Radomiu zbiórkę podpisów – jedną z największych w województwie mazowieckim. Zebraliśmy ponad 8 tysięcy podpisów. Był bardzo duży, skoordynowany sprzeciw społeczny w całym województwie. Współorganizowaliśmy też marsz i pikiety. Dzisiaj możemy powiedzieć, że jesteśmy bezpieczni – tego centrum nie będzie. Jesteśmy partią, która nie rządziła w Polsce, a mimo to pracujemy społecznie, bez żadnych pieniędzy. A działacze i tak chcą działać dla lokalnej społeczności.
Gdzie obecnie działają struktury Ruchu Narodowego w naszym regionie?
Niedawno powstało koło w Grójcu, na północy naszej ziemi radomskiej. To nasz okręg wyborczy. W najbliższym czasie planujemy kolejne dwa koła. Mamy coraz więcej działaczy, zwłaszcza nowych, kompetentnych osób, które chcą pracować dla lokalnych społeczności. Dołączają nie tylko zwykli mieszkańcy, ale też samorządowcy. To wyraźny plus w rozwoju Ruchu Narodowego w naszym okręgu.
Gdzie jesteście najmocniejsi?
W Radomiu. Zależy, pod jakim względem. Jeśli chodzi o liczbę radnych – tam nadal mocne jest koło w Szydłowcu. Jeśli chodzi o liczbę członków – zdecydowanie Radom, mamy już kilkudziesięciu. Grójec to koło rozwojowe, ale już z sporą liczbą kompetentnych działaczy.
Jak ocenia Pan lokalne podwórko ugrupowań prawicowych? Ostatnia klęska referendum, wspartego przez najmocniejszą partię opozycyjną w Radomiu, czyli PiS, obnażyła pewną słabość tej części prawicy.
Za prawdziwą prawicę uważam Konfederację. Widzę, jak to wygląda od środka. Nie chcę komentować innych partii – każdy powinien dbać o swoje podwórko. Sama zbiórka podpisów była jednak fatalnie zorganizowana. To, co powiedział poseł Suski, że kontaktował się z nami i prosił, żebyśmy się włączyli – nigdy nie było takiej rozmowy. Chciałem to zdementować.
Komitet kontaktował się przed rozpoczęciem zbiórki i miałem wizję, jak to powinno wyglądać, żeby się powiodło. Tu był jeden wielki chaos. Być może zrobiono to za szybko, tylko po to, żeby wypromowali się konkretni działacze. Kto prowadzi referendum, ma bardzo duże znaczenie. Nigdy nie odmawiałem rozmów na ten temat. Wręcz przeciwnie.
To, co mówi dzisiaj Filip Waligórski – że to przez Konfederację referendum się nie udało – jest nieprawdą. Gdyby lider stowarzyszenia potrafił skutecznie rozmawiać z różnymi ugrupowaniami, referendum miałoby sens i zakończyłoby się sukcesem. Ja zawsze popierałem referendum, ale jako referendum mieszkańców, a nie partyjne. W dalszym ciągu opinia publiczna była zwodzona przez komitet informacjami o dużej liczbie podpisów oraz tym, że wszystko idzie zgodnie z planem. Nie było sygnału, że trzeba angażować duże dodatkowe siły. Tu jest szereg zaniedbań po stronie organizatorów.
W redakcji mieliśmy niedawno wymianę zdań między dr. Duszykiem a dr. Zaborowskim na temat podziału województwa mazowieckiego i odzyskania przez Radom statusu miasta wojewódzkiego. Doktor Duszyk jest przeciw, doktor Zaborowski za. Gdzie w tym sporze lokuje się Ruch Narodowy?
Dr Zaborowski ma inną wizję niż dr Duszyk. Po części zgadzam się, że dobrze byłoby mieć osobne województwo. Nie zgadzam się jednak do końca ani z jedną, ani z drugą propozycją. Dr Zaborowski proponuje połączenie Radomia z Kielcami – to fatalne rozwiązanie dla nas. Kielce będą nas traktowały nierówno. Mieliśmy już takie epizody w historii i wiemy, jak to wyglądało.
Z kolei dr Duszyk twierdzi, że można zostawić tak jak jest i że Radom nic nie traci. Ja uważam, że Radom dużo traci. Nie jesteśmy miastem decyzyjnym. Nie wiemy, co jutro wymyśli ktoś za nas. Dobrze byłoby, żebyśmy decydowali samodzielnie. Jest jeszcze trzecia opcja: samodzielne województwo radomskie ze stolicą w Radomiu. Nie przykładałbym wielkiej wagi do nazewnictwa ani do historycznych aspektów. Chodzi przede wszystkim o korzyści dla mieszkańców.
Wtedy będziemy mieli wpływ na inwestycje i na to, na co idą nasze pieniądze z PIT-u i CIT-u. Sejmik, urzędy – sami będziemy sobą rządzić. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców wokół Radomia razem z Grójcem – około 500 tysięcy – spokojnie wystarczy na województwo. W Polsce mamy już podobnej wielkości jednostki. Nad tym powinniśmy poważnie debatować, a nie tylko w gronie kilku historyków.
Czy reforma administracyjna jest w ogóle tematem w Konfederacji na poziomie ogólnopolskim?
Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie, ale nie jest to obecnie priorytet. To musi być przede wszystkim wizja i chęć lokalnych polityków, żeby lobbować za tym, by Radom został stolicą województwa. Musimy się do tego wcześniej przygotować.
Przejdźmy do konkretnego tematu – Zintegrowanej Sieci Kolejowej i wykreślenia linii nr 84 Radom–Kunów. Radom traci szansę na szybkie połączenie z Rzeszowem. Jest lokalny konsensus, nawet prezydent Radomia wystąpił w obronie tej linii. Co Pan myśli o tym?
To kolejne potwierdzenie, z jaką skutecznością działamy jako politycy. Linia została wykreślona. Prezydent teraz udaje, że jest zdziwiony. Skoro rządzi Koalicja Obywatelska, a nasz prezydent jest z tej samej partii, to nie powinien być zdziwiony. To fatalnie wygląda dla regionu. Musimy zrobić wszystko, żeby przedstawić konkretne argumenty i przekonać decydentów. Widocznie ktoś nie uargumentował tego wystarczająco. Moim zdaniem jest jeszcze możliwe, żeby tę linię ocalić.
Przypomnę też, że wcześniej radomska Rada Miasta wypowiedziała się negatywnie o kolei dużych prędkości. Teraz tracimy jeszcze linię do Kunowa. To kolejny minus. Prezydent trochę prześmiewczo mówi, że decydenci nas „zapomnieli”. To bardzo poważna sprawa. Nasz region naprawdę dużo na tym straci. Musimy zrobić wszystko, żeby ta linia kolejowa powstała.
Kolejny przykry temat – Airshow. Wiemy już, że w 2027 roku w Radomiu go nie będzie. Jak to Pan skomentuje?
Nie kwestionuję decyzji. Natomiast Radom jest kojarzony m.in. właśnie z Airshow. Dla nas odbywanie się cykliczne tej imprezy jest bardzo korzystne. To duży minus dla regionu. Skupiłbym się na tym, żeby impreza nie została wykreślona na zawsze albo na długo. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kiedy – jeśli w ogóle – Airshow wróci do Radomia.
Miasto szybko się zmienia. Doganiamy Kielce pod względem średnich zarobków. Jak ocenia Pan obecną sytuację Radomia pod względem infrastrukturalnym i rozwojowym? Co uważam Pan za największe wyzwania na najbliższe lata?
Słuchając prezydenta Witkowskiego, zauważam rozbieżność wizji. On skupia się na lotnisku jako na jednym z największych wyzwań. Ja uważam, że naszym głównym wyzwaniem powinno być zatrzymanie młodych ludzi w Radomiu. Miasto jest już całkiem nieźle skomunikowane – dużo lepiej niż 15 lat temu. Mamy lotnisko i dobrze, że jest – jestem jego zwolennikiem, mimo problemów.
Musimy jednak skupić się na tym, jak zatrzymać młodych. Miasto jest atrakcyjne pod wieloma względami, ale trzeba zapewnić miejsca pracy i możliwość kupienia taniego mieszkania. Ceny mieszkań u nas są jeszcze konkurencyjne wobec Warszawy. Jest też problem, o którym mało się mówi: całe osiedla deweloperskie nie mają dostępu do prądu, wody i kanalizacji. Trzeba ułatwić deweloperom budowanie i przygotować tereny inwestycyjne. Terminy się przeciągają, decyzje administracyjne trwają za długo. To trzeba przyspieszyć.
Powinniśmy dbać o to, żeby w Radomiu opłacało się mieszkać i pracować. Żeby to Warszawa nam zazdrościła, że młodzi u nas zostają.
Na koniec wolny głos. Co chciałby Pan jeszcze powiedzieć albo o co zaapelować?
Chciałbym zaapelować do mieszkańców Radomia, żeby myśleli pozytywnie o naszej przyszłości i rozwoju regionu. Żeby zaufali politykom, którzy do tej pory nie mieli jeszcze okazji rządzić, a którzy od lat działają charytatywnie dla lokalnej społeczności. I żeby dali temu wyraz przy nadchodzących wyborach. Mamy jeszcze dużo czasu i możemy jeszcze wiele rzeczy wspólnie dla Radomia zrobić.

