W rozmowie z naszą redakcją poseł PiS Andrzej Kosztowniak ostro krytykuje nową strategię PPL dla lotniska Warszawa-Radom, która zakłada 120 tys. pasażerów w 2026 roku i skupienie się głównie na cargo. Zdaniem byłego prezydenta Radomia obecna władza nie ma ani woli, ani determinacji, by rozwijać ten port – a prawdziwą przeszkodą jest uprzywilejowana pozycja Modlina i brak realnej konkurencji. Poseł podkreśla: bez zmiany myślenia i powrotu do ambitnej wizji rozwoju infrastruktury centralnej Polski, Radom zostanie zepchnięty na margines.
Zacznijmy od lotniska Warszawa-Radom. Nowa strategia Polskich Portów Lotniczych z lutego 2026 roku zakłada obsłużenie w tym roku 120 tysięcy pasażerów i kładzie nacisk na cargo oraz hybrydowy model działania portu. Czy uważa Pan, że to realistyczne podejście? Niektórzy twierdzą, że wcześniejsza wizja PiS była zbyt ambitna. Kto w Pana ocenie zawiódł: politycy czy rynek?
Oczywiście, łatwiej jest dzisiaj oceniać tych polityków, którzy dzisiaj rządzą, bo jestem w opozycji do tych ludzi. Ale wydaje mi się, że nie ma niestety w ogóle dążenia do mocnego rozwoju tego obszaru działalności. Zamknęliśmy się jako państwo, ale też Mazowsze na dwa projekty. Z jednej strony Modlin – samorząd województwa mazowieckiego nawet nie udaje już, żeby inne lotnisko niż modlińskie mogło funkcjonować. Kilka lat temu był taki czas, kiedy oni udawali, że mogłoby to funkcjonować. Dzisiaj nikt nie udaje. Z drugiej strony projekt CPK – został przekształcony w nazwie, bardzo mocno okrojony w sferze około-lotniskowej, czyli koleje i drogi, tak naprawdę nic się tam nie zdarzyło.
Zabrzmię może jak polityk opozycji, ale moim zdaniem mam do tego pełne prawo. Ta ekipa uprawia taką mikromanię w większości inwestycji w Polsce. Ktoś może powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość patrzyło zbyt ambitnie, zbyt optymistycznie, realizując wiele projektów, które się sprawdzają i będą się sprawdzały na przestrzeni wielu lat. Bo to nie jest tak, że wszystkie duże projekty od samego początku będą świetnie grały. One muszą mieć czas na wystartowanie. To ta ekipa ma w drugą stronę posunięty sposób myślenia – mikromania. Wprost trzeba sobie jasno powiedzieć: chyba nie ma ambicji rozwoju tego rynku, który przez wiele lat w Polsce się świetnie rozwijał i był bardzo stabilny. Gdybyśmy go cały czas próbowali podgrzewać, podkręcać, wspomagać – na pewno by się rozwijał.
Ja wierzę, że dojdzie do zmiany na poziomie parlamentarnym i że wrócimy, będziemy mogli kontynuować ten projekt i ten proces, bo on jest potrzebny nie tylko miastu – choć niektórzy mówią, że my rozpatrujemy to tylko przez pryzmat miasta, to nieprawda. To jest projekt potrzebny dla miasta, ale również dla centralnej części Polski. Jak się mamy rozwijać, musimy mieć drogi, koleje, lotniska – bez tego nie da się we współczesnym świecie rozwijać kanałów komunikacji. Chyba że chcemy się zamknąć jako państwo – a taka strategia do niczego dobrego nie prowadzi. Izolacja gospodarczo-społeczna jest dużo gorsza i trudniejsza do przetrwania niż izolacja polityczna.
Dla lotniska w Radomiu było robionych kilka masterplanów – mój poprzednik, prezydent Marcinkowski, zrobił pierwszy dla mniejszego obiektu, ja robiłem również dla mniejszego i uruchomiliśmy ten mniejszy obiekt. Później prezydent z Platformy zamknął ten obiekt, bo trzeba brutalnie powiedzieć: miasto w ogóle to nie interesowało, lotnisko w tym mniejszym wymiarze zebankrutowało. Myślę, że po latach każdy zdaje sobie z tego sprawę. Nie pozwolimy na zniszczenie tego projektu – będziemy go rozwijać, bo dla ziemi radomskiej to jeden z bardzo istotnych elementów rozwoju, dla ziemi mazowieckiej i centralnej Polski.
Warszawa prędzej czy później, przy poziomie zamożności mieszkańców, będzie wypychała ruch z Lotniska Chopina poza granice miasta. Im bardziej zamożni, tym ludzie chcą żyć komfortowo – i to paradoksalnie daje szansę rozwojową dla Radomia. Z drugiej strony jest cały czas zaburzony element konkurencji. Nieoficjalnie słychać, że w Modlinie Ryanair płaci za postój znacznie mniej niż pozostali przewoźnicy – jeden złotówkę, drugi 20 groszy. Takie informacje sugerują, że konkurencja nie jest do końca wyrównana.
Jeszcze raz powtórzę: głęboko wierzymy w powodzenie tego projektu, ale muszą to realizować ludzie, którzy mają wizję rozwoju państwa. Jeżeli myślimy, że będą nam wszystko sprzedawać za półdarmo – lotniska w Berlinie, elektrownie, kopalnie – a my nie wiemy, skąd weźmiemy pieniądze, to poziom naiwności jest olbrzymi, wręcz odpychający. W polityce trzeba być dobrym człowiekiem, ale na pewno nie naiwnym. Nikt nie dzieli się bogactwem za darmo, szczególnie państwa. Turystyka i latanie to przemysł, który ma szanse rozwojowe – wystarczy zerknąć, jak rośnie ruch lotniczy w Polsce i na świecie. Linie lotnicze czekają 4–5 lat na odbiór samolotów – gdyby rynek nie chłonął, moglibyśmy kupować od ręki, a nie czekać latami na maszyny warte dziesiątki czy setki milionów dolarów. To pokazuje, że rynek się napędza i ludzie będą z tego korzystać.
Na początku funkcjonowania lotniska Warszawa-Radom wiele osób widziało w nim świetlaną przyszłość. Ludzie byli zainteresowani, latali, było sporo kierunków. Z czasem jednak coraz mniej korzystali, a statystyki spadały. Gdzie popełniono błąd? Mieszkańcy wskazują często, że brakuje woli polityczno-zarządczej.
Dokładnie. Z jednej strony lotnictwo to element gospodarczy – pasażerowie decydują, skąd lecą – ale z drugiej korzystamy z możliwości, które dają przewoźnicy. Gdyby w Radomiu była atrakcyjna siatka połączeń, ruch by istniał. Tylko prawda jest taka, że decyzje o Radomiu zapadają po granicy polityki. PPL to nie jest przedsiębiorstwo tylko rynkowe – jest zależne od polityki. Podobnie z LOT-em – dyskusja polityczna na jego temat trwała, trwa i będzie trwała wiele lat. Takie obiekty zawsze mają polityczne nacechowanie: duże projekty krajowe budują parlamentarzyści, ministrowie, premierzy; mniejsze, jak Radom czy Modlin, samorządy na różnych szczeblach.
Pamiętam bardzo dobrze słowa obecnych rządzących: jak dostaną władzę, pokażą, jak się skutecznie zarządza. Wielokrotnie mówiono, że są dobrymi zarządzającymi. Życie skonfrontowało i pokazuje, że jest zupełnie inaczej. Niestety, przykład Radomia jest potwierdzeniem moich słów – bardzo mocno nad tym ubolewam.
Jako były prezydent Radomia, obecnie poseł, wierzę w jedną strategię, która się u mnie nie zmienia: Radom i ziemia radomska muszą być połączone z węzłami komunikacyjnymi i muszą być coraz silniejsze intelektualnie. Jeżeli brutalnie nie będziemy pompować pieniędzy z naszej pracy – od szkolnictwa podstawowego po wyższe, instytuty, innowacyjność – nie będziemy odgrywać ważnej roli. Wszyscy ważni na świecie mają silną wiązkę: infrastruktura drogowa, kolejowa, lotniska + bardzo silne elementy intelektualne. To nie jest odkrywcze – wystarczy popatrzeć na tych, którzy rozwijają się mądrze i silnie.
Obecnie PPL tnie koszty: wyłączane są bramki i linie kontroli, pracownicy delegowani do Warszawy. Mieszkańcy mówią, że to przygotowanie do wyłączenia lotniska, choć PPL uspokaja. Gdyby PiS był u władzy, co zrobiłby inaczej, by uniknąć takich oszczędności?
Przede wszystkim trzeba rozłożyć ruch lotniczy. To moje osobiste doświadczenie: bardzo często rano jadę do Warszawy – taką mam pracę – i nie tylko ja, tysiące Radomian jeździ ze mną. Patrzę, jak z Chopina startują samoloty co 2–3 minuty od 7:30 do 9:00 w szczycie. Można to przełożyć i powinno się przełożyć, żeby odciążyć Chopina – i to powinno dotyczyć zarówno Modlina, jak i Radomia.
Ja nie jestem osobą, która dzisiaj mówi: Modlin ma gorsze lotnisko, więc zamknijmy je. Pamiętam, jak niektórzy mówili: Modlin jest lepiej zorganizowany, więc Radom nie ma prawa istnieć. Dziś można odwrócić piłeczkę: Radom ma lepszą infrastrukturę, jest nowym, dużym projektem – zamknijmy Modlin. Nie. Na Mazowszu jest tak duża grupa ludzi i tak duże zapotrzebowanie, że te porty śmiało mogłyby funkcjonować równolegle. Presja będzie rosła.
Nie wierzę, że obecna ekipa jest zainteresowana budową portu centralnego – nie ma żadnych przesłanek. Najlepszy przykład: minister Lasek, największa twarz krytyki CPK, został człowiekiem odpowiedzialnym za to. Jeżeli ktoś bardzo czegoś nie chce i mocno krytykuje, to trudno, by nagle diametralnie zmienił zdanie. Moim zdaniem tak nie jest.
Trwają rozmowy o całorocznych trasach tanich linii do Anglii i Norwegii, ale konkretów brak. Czy te plany mają szansę, czy to bujanie w obłokach? Czy lobowałby Pan za subsydiami dla przewoźników?
Moim zdaniem to mydlenie oczu. Ci ludzie nie mają w sobie determinacji, żeby to zrobić – i uważam, że w ogóle nie chcą tego zrobić. Nie są zainteresowani rozwojem rynku lotniczego w Polsce, choć są ku temu możliwości. Przypomnę coś, do czego nikt nie chce wracać: za pierwszych rządów Platformy premier – obecny premier – mówił jasno, że LOT nie jest żadnym „srebrem narodowym”, nad którym mamy się pochylać, i jak nie idzie, powinniśmy się go pozbyć. Potem przyszedł PiS i okazało się, że LOT jest bardzo silnym graczem – nie tylko europejskim, ale mocno się rozwinął. Pokazuje to, że w zależności od determinacji i umiejętności zarządzania ten produkt może być bardzo dobry albo kiepski.
Nie mówię, że obecni zarządzający są kiepscy – nie jestem specjalistą od latania. Ale mogę jasno powiedzieć: nie widzę w nich determinacji. A na początku każdego biznesu, projektu, kariery – determinacja jest potrzebna. Bez niej nic nie ruszy. Moim zdaniem nie mieści się to w strategii rozwoju państwa za rządów Platformy Obywatelskiej. Miasta takiej wielkości jak Radom po prostu nie mieszczą się w ich strategii. Przykre, ale prawdziwe. Obserwuję to od wielu lat i po kilkunastu latach w samorządzie i polityce parlamentarnej utwierdzam się w tym przekonaniu: obecna ekipa kompletnie nie jest zainteresowana rozwojem takich miast jak Radom. Widać to nawet po zmianie ustawy o finansowaniu jednostek samorządu terytorialnego – obietnice dla miast powiatowych były bardzo pozytywne, skończyły się na niczym.
W nowej strategii PPL odcina się od „politycznego pomnika” i stawia pracowników jako twarze kampanii promocyjnej. Czy odbiera Pan to jako krytykę PiS i jego zaangażowania? Czy wolałby Pan powrót do wcześniejszych planów?
Wie Pan co, ja bym sobie bardzo życzył – jako polityk opozycji i radomianin – żeby lotnisko święciło triumfy, rozbudowywało się, tworzyło cargo, hangary warte dziesiątki, setki milionów złotych, i żeby tu przyjeżdżali ministrowie z Platformy, premier Donald Tusk i otwierał z obecnymi zarządzającymi tę nową efektywność lotniska. Nie mówię tego w kategoriach cynizmu politycznego – naprawdę chciałbym zobaczyć Donalda Tuska jako tego, który zrobił coś dużego i fajnego dla Radomia.
Nigdy w życiu nie nazwałbym ludzi zarządzających lotniskiem zakładnikami polityki ani nie utożsamiałbym ich z polityką. Naturalną koleją rzeczy jest, że jeżeli nadzór nad firmą sprawuje minister czy premier, to w sytuacjach ważnych, historycznych dla miejsca, takie osoby się pojawiają – wszędzie na świecie. Kiedy otwiera się nowe porty lotnicze, morskie, autostrady, koleje – tam są prezydenci, premierzy, ministrowie. Nic w tym złego, to normalne.
Stawianie zarzutu, że przy otwieraniu nowego lotniska – gdzie PiS położył grube setki milionów złotych, doprowadził do budowy trasy kolejowej, położył pieniądze na ul. Wojska Polskiego, kończył „siódemkę” jako powiązanie – byli premierzy i ministrowie? Byli, ale to natura takich procesów na całym świecie. Szukanie w tym problemu pokazuje brak zrozumienia procesów zachodzących. Zapewniam: wszędzie, gdzie buduje się duże lotniska, na otwarciu są obecni premierzy, prezydenci, ministrowie. Tak po prostu wygląda świat. I bardzo dobrze.
Cieszyłbym się ogromnie, gdybym mógł tu przywitać – mimo że skrajnie się nie zgadzam z Donaldem Tuskiem w wielu rzeczach – taką uroczystość, w której obecna władza realnie zwiększyłaby konkurencyjność naszej ziemi. Nawet bym mu za to podziękował.
Czy to, co dzieje się wokół lotniska, to Pana zdaniem polityczna zemsta na projekcie PiS, czy rynek po prostu pokazał, że Radom nie jest gotowy na duży port?
Nie chciałbym tego postrzegać jako zemstę polityczną, choć wiem, że wielu to tak wiąże. Ja bardziej patrzę na to, że to się nie wpisuje w strategię rządzenia krajem przez PO. I jeszcze raz powtórzę: Platforma Obywatelska od kiedy istnieje zbudowała swoją strategię polityczną na bazie największych ośrodków miejskich – tych sześciu, ośmiu, góra dziewięciu największych polskich miast. Pompując tam wszystko, co się da, naturalną koleją rzeczy jest, że dla innych nie zostaje już nic – bo nie ma nieograniczonej liczby pieniędzy, możliwości pracy, doba ma 24 godziny, percepcji ludzkiej. Determinacja Platformy skupia się w tych największych ośrodkach. Radom niestety nie znajduje się w sferze ich zainteresowania.
Proszę mi pokazać – to godne podkreślenia – porównanie ośmiu lat rządów Platformy i ośmiu lat PiS: dwa okresy łatwe do zestawienia. Pan jest młodym dziennikarzem, ale zawodowo musiał Pan pozyskać wiedzę o tym, co się działo. Niech Pan kiedyś zrobi rachunek sumienia: co zrobiono za ośmiu lat jednych i drugich w zakresie dużych inwestycji. PiS naprawdę bardzo mocno wygrywa. Abstrahując od sympatii – ludzie niech odłożą emocje, sympatie, światopogląd. To ważna rzecz.
Ja też bym chciał, żeby wszyscy myśleli podobnie jak ja o państwie, rodzinie, historii, patriotyzmie gospodarczym. Ale wiem, że tak nie będzie i nie mam ambicji, żeby wszyscy tak myśleli. Ale ci bardziej pragmatyczni niech spojrzą stricte ekonomicznie: co zrobili jedni przez osiem lat, co drudzy. To powinno dać odpowiedź.
Odwołuję się do pragmatyzmu – w polityce też jest ważny, bo na koniec dnia decyduje, czy żyjemy lepiej czy gorzej, czy część z nas będzie musiała wyjechać za chlebem, czy zostaniemy i będziemy budować tkankę społeczną, gospodarczą, polityczną, intelektualną naszego miasta i terenu. Jak wyjedziemy, to z nami wyjedzie to, co dobrego możemy dać. Więc pragmatyzm, pragmatyzm, jeszcze raz pragmatyzm – mimo że jestem politykiem. Jako samorządowiec też podchodziłem pragmatycznie. Ale pragmatyzm nie znaczy, że odkładam to, co mnie interesuje – po prostu zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy będą tacy jak ja.
Hipotetycznie: gdyby PiS pozostał u władzy po ostatnich wyborach, czy sytuacja lotniska byłaby lepsza?
Moim zdaniem tak – była wizja zbudowania tego lotniska jako dużo większego projektu. Ja budowałem zupełnie inny projekt, dużo mniejszy, oparty na dużo mniejszym kapitale – nie miałem takiej możliwości politycznej, bo wtedy rządziła Platforma i wielu twierdziło, że będzie rządzić długie lata. Ja wiedziałem, że nie mam tej siły, ale zabiegałem o to, żeby mój projekt zakończył się po 20–30 latach tym, co widzimy dzisiaj. Dojrzałość lotnisk to około 20–30 lat – tak długo się buduje. Niektórzy mówią, że wystarczy hangary, wieża, pas – i lotnisko gotowe. Niestety, ci co się znają twierdzą, że budowa zajmuje dziesiątki lat. Wszędzie na świecie tak jest – Polska i Radom nie będą wyjątkiem.
Ci, którzy rozpoczynali tę pracę, mieli wizję. Mieliśmy też mnóstwo szczęścia – radomianin był prezesem LOT-u. Rafał Milczarski bardzo nam kibicował, wspierał intelektualnie, fachowo – grupa ludzi z nim pracująca, on sam z doświadczeniem w międzynarodowych korporacjach. Dawał nam olbrzymią wiedzę. Czy to miało wpływ na decyzje LOT-u? Nie – jest na tyle silny fachowo, że sobie nie pozwolił. Ale zawsze, gdy ktoś jest przychylny, możemy korzystać z jego wiedzy – i on umiejętnie się nią dzielił. Nie odciął się od Radomia jako człowiek pochodzący z niego – włożył ogrom determinacji, żeby projekt ruszył.
Trzeba zadać brutalnie pytanie: dlaczego w Modlinie Ryanair ma taki wielki przywilej? Państwo polskie zbudowało dla prywatnego przewoźnika lotnisko – prywatne lotnisko, bo poza Ryanairem nikt tam nie funkcjonuje. Ludzie przeszli nad tym do porządku dziennego. Nikt się nie zastanawia, dlaczego tak jest. To coś złego – konkurencja prędzej czy później Ryanairowi się przyda. Chyba że ktoś podjął decyzję niewytłumaczalną: dla prywatnej firmy Polacy zbudowali prywatne lotnisko.
Na koniec: czy podziela Pan obawy mieszkańców, że lotnisko zostanie zamknięte?
Obawiam się – bo widzę, co się dzieje w moim mieście. Jestem cały czas radomianinem, funkcjonuję tu i daj Boże nie wyjadę – to naprawdę moje miasto. Widzę, że w samym Radomiu nie ma ambicji rozwojowych i bardzo nad tym bolewam. Kiedyś patrzyłem na to krytycznie – po przegranych wyborach z Radosławem Witkowskim ktoś mógł odbierać to jako osobistą urazę. Nie – nigdy Radomia nie traktowałem jako pola walki sympatii czy antypatii. W pracy odkładam ludzkie emocje na bok i zajmuję się robotą.
Nie ma u nas strategii rozwoju – ani miasta, ani państwa. Czy w Radomiu jest strategia na najbliższe kilkanaście lat? Czy państwo ma? Sam Pan sobie odpowie. Przez ostatnie dwa lata państwo niczym innym się nie zajmowało, jak ściganiem z maczetą przeciwników politycznych. Pozytywnych komunikatów prawie nie ma – poza rozliczeniem Ziobry. Za co? Bo był zły? No to pokażcie dowody, akty oskarżenia, podstawy prawne. Słyszę: „to nie moja sprawa”.
Premier mówi, że prawo będzie stosowane tak, jak on je rozumie albo jak mu się chce – to republika bananowa, nie państwo demokratyczne. Przez dwa lata nic się nie zdarzyło, co można nazwać postępem. Większość dużych projektów wycofana lub okrojona. Wydajemy ponad 17 miliardów na wagony i pociągi, ale robimy wszystko, żeby polscy producenci nie wygrali.
Reasumując: z mojej perspektywy nie widać woli rozwoju Polski. Finanse publiczne są w skrajnie dramatycznej sytuacji. Zadłużamy się dużo szybciej niż Gierek. Szara strefa rośnie – prawie 20%, w niektórych branżach ponad połowa. Uczciwy biznes nie ma szans z nieuczciwym – na tym samym rynku, przy różnych zasadach, uczciwy zawsze przegra. Rządzący mają to w poważaniu.
W ciągu 4 lat rządów Tuska pożyczymy ponad bilion złotych – tysiąc miliardów. Raz 270, raz 290, raz 270 parę – z roku na rok rośnie, a nikt nie identyfikuje się z tym jako z własnym problemem. A będzie to naszym problemem: mniej na edukację, leczenie, drogi, obronę. Skończy się na tym, że nie będziemy się w stanie obronić, jakby ktoś chciał nam zrobić krzywdę.

