W Radomiu odbyły się uroczystości upamiętniające 81. rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do miasta. Obchody, określane przez organizatorów jako rocznica „wyzwolenia Radomia spod hitlerowskiej okupacji”, miały – jak wynika z relacji uczestników – podniosły charakter. Były poczty sztandarowe, modlitwa, składanie kwiatów przy Grobie Nieznanego Żołnierza przy kościele Garnizonowym oraz obecność przedstawicieli środowisk kombatanckich i politycznych. Jedną z obecnych na wydarzeniu postaci był wicewojewoda mazowiecki i jednocześnie przewodniczący radomskich struktur Nowej Lewicy Patryk Fajdek, któremu towarzyszyli lokalni działacze tej formacji.
W uroczystościach udział wzięli także przedstawiciele Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych oraz Związku Żołnierzy Wojska Polskiego. Prezesi organizacji kombatanckich witali gości, kapelan odmówił modlitwę, a delegacje złożyły kwiaty. Całość miała – jak podkreślali uczestnicy – godną oprawę i przebiegała w atmosferze zadumy oraz szacunku dla ofiar II wojny światowej.
Przypomnijmy, że w ubiegłym roku obecni na wydarzeniu byli również włodarze miasta. Informowaliśmy o tym TUTAJ.
Problem w tym, że narracja, wokół której zbudowano te obchody, od lat budzi sprzeciw historyków i coraz większej części opinii publicznej. Radom został zajęty przez Wehrmacht 8 września 1939 roku. Przez niemal pięć lat mieszkańcy miasta doświadczali brutalnego terroru niemieckiego okupanta, masowych egzekucji, w tym na Firleju, łapanek i deportacji do obozów koncentracyjnych. Nic więc dziwnego, że w styczniu 1945 roku, gdy front zbliżał się do miasta, wielu radomian odczuwało ulgę na myśl o końcu niemieckiej okupacji.
Radość ta była jednak krótkotrwała i oparta na złudzeniach. Choć jeszcze przed wejściem Armii Czerwonej dominowało przekonanie, że „gorzej być nie może”, rzeczywistość szybko zweryfikowała te nadzieje. Ostatnie transporty do obozów koncentracyjnych i ostatnie egzekucje Niemcy przeprowadzali dosłownie na kilka dni przed sowiecką ofensywą. Zakończenie jednego koszmaru nie oznaczało jednak odzyskania wolności.
Wkroczenie Armii Czerwonej nie przyniosło naszemu miastu wolności, lecz rozpoczęło kolejny okres terroru. Sowieci byli doskonale przygotowani do przejęcia władzy. Już dzień po zajęciu miasta, 17 stycznia 1945 roku, rozpoczęły się masowe aresztowania. Zatrzymano około stu osób, w większości przedstawicieli lokalnych elit – sędziów, adwokatów i ludzi ważnych dla życia społecznego miasta. Działania te nie były przypadkowe. Funkcjonariusze sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz posiadali szczegółową wiedzę o strukturach konspiracyjnych i personaliach radomian.
Kulminacją tych działań były nocne wywózki więźniów do prowizorycznych obozów jenieckich, a następnie do łagrów na Uralu. Wielu z aresztowanych nigdy nie wróciło do domów. Ci, którzy przeżyli, wracali wyniszczeni fizycznie i psychicznie. To był początek nowej okupacji, tym razem sowieckiej, wspieranej przez instalowane w Polsce komunistyczne struktury władzy.
Kolejne lata tylko potwierdziły, że styczeń 1945 roku nie był żadnym wyzwoleniem. Urząd Bezpieczeństwa mordował działaczy społecznych i żołnierzy podziemia, w tym tak zasłużone dla Radomia postacie jak Stanisław Egiejman czy Aleksander Młyński „Drągal”. Lista ofiar komunistycznego terroru w regionie radomskim jest długa i dobrze udokumentowana.
W tym kontekście szczególnie kontrowersyjnie brzmi udział wicewojewody Patryka Fajdka, w uroczystościach gloryfikujących wkroczenie Armii Czerwonej.
Pojawia się pytanie, czy uczestnicy tych obchodów nie znają pełnej historii, czy też świadomie podtrzymują narrację rodem z czasów PRL, w której sowiecki okupant występuje w roli „wyzwoliciela”.
Pamięć o ofiarach niemieckiej okupacji jest obowiązkiem. Ale równie ważna jest pamięć o ofiarach drugiego totalitaryzmu, który przyszedł do Radomia w styczniu 1945 roku. Bez tej refleksji składanie kwiatów i oficjalne przemówienia stają się nie tyle hołdem dla historii, ile jej niebezpiecznym uproszczeniem. Bo Radom w 1945 roku nie został wyzwolony. Zmienił się jedynie okupant.
Źródło: Fot. Facebook / Patryk Fajdek

