Polska i świat Społeczeństwo

Nie żyje Piotr Radowski. „To, co po mnie zostanie, to to, co zrobiłem”

23 lipca w Wiedniu zmarł Piotr Radowski – działacz opozycji antykomunistycznej, były więzień polityczny, przedstawiciel Konfederacji Polski Niepodległej w Austrii i jeden z najbardziej zasłużonych organizatorów tamtejszej Polonii. Przez wiele lat zmagał się z chorobą nowotworową. Miał 80 lat. Choć nie był związany z Radomiem, bardzo zależy mi na przypomnieniu o niezwykle inspirującym człowieku, z którym miałem zaszczyt w 2020 roku spotkać się w Wiedniu.

Piotra Radowskiego poznałem we wrześniu 2020 roku podczas pobytu w Wiedniu. Spotkaliśmy się w jego mieszkaniu, wśród pamiątek dokumentujących dziesięciolecia działalności niepodległościowej i polonijnej. Później wspólnie uczestniczyliśmy w uroczystościach związanych z rocznicą odsieczy wiedeńskiej i składaliśmy kwiaty pod pomnikiem króla Jana III Sobieskiego.

Rozmowa, którą wówczas przeprowadziliśmy, trwała długo. Właściwie trudno było zamknąć ją w zwykłej formule pytań i odpowiedzi. Życiorys Piotra Radowskiego był bowiem opowieścią o całej epoce – od opozycyjnej działalności w PRL, przez internowanie i wymuszoną emigrację, aż po wieloletnią walkę o podmiotowość Polaków żyjących poza granicami kraju.

Urodził się 14 stycznia 1946 roku w Łodzi. Był inżynierem mechanikiem, pracownikiem zakładów „Polmatex-Wifama”, współtwórcą zakładowej „Solidarności” oraz jednym z założycieli Łódzkiego Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. Od 1980 roku działał w Konfederacji Polski Niepodległej. Po wprowadzeniu stanu wojennego został aresztowany i internowany w Sieradzu oraz Łowiczu. W więzieniu usunięto go z listy studentów Politechniki Łódzkiej.

Władze komunistyczne zgodziły się na jego zwolnienie pod warunkiem opuszczenia Polski. We wrześniu 1982 roku wraz z rodziną wyjechał do Austrii. Nie traktował jednak emigracji jako ucieczki od spraw publicznych. Jak mówił podczas naszego spotkania, jego celem było „podjęcie dalej walki o niepodległość Polski”.

Początki na emigracji były wyjątkowo trudne. Zamiast obiecywanej pomocy Radowski trafił z rodziną do obozu dla uchodźców w Traiskirchen. Przez pewien czas pracował fizycznie w betoniarni, później powrócił do zawodu konstruktora. Jednocześnie utrzymywał kontakty z opozycją w kraju, organizował pomoc i kolportował niezależne wydawnictwa.

Po wznowieniu zagranicznej działalności KPN został przedstawicielem ugrupowania w Austrii i prowadził jego Terytorialne Biuro Zagraniczne. Przez lata działał także w Polsko-Austriackim Klubie Informacji i Kultury „Sierpień ’80”, a następnie w strukturach Forum Polonii. Zabiegał o integrację polskich organizacji, zachowanie ich niezależności oraz zapewnienie Polakom mieszkającym poza krajem rzeczywistego wpływu na sprawy ojczyzny.

Nie był człowiekiem łatwych kompromisów. W rozmowie pozostawał bezpośredni, konkretny i bardzo wyrazisty. Nie ukrywał rozczarowań ani gorzkich ocen, ale nie wyczuwało się w nim rezygnacji. Przeciwnie – mimo upływu lat nadal myślał przede wszystkim o tym, co jeszcze można zrobić. Właśnie ta konsekwencja najbardziej zapadła mi w pamięć.

Nie kreował się przy tym na pomnikową postać. O internowaniu, biedzie pierwszych lat na emigracji, politycznych sporach i własnych niepowodzeniach potrafił opowiadać bez patosu, niekiedy z humorem. Za tą swobodą kryła się jednak bardzo wymagająca zasada: człowiek powinien uczynić wszystko, co pozostaje w granicach jego możliwości, aby później zachować czyste sumienie.

Za swoją działalność został uhonorowany m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką „Za Zasługi dla Miasta Łodzi” oraz Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości. Najważniejszym świadectwem jego życia nie są jednak odznaczenia, ale pomoc udzielana ludziom, tworzone organizacje oraz pamięć tych, którzy mieli możliwość go spotkać.

Piotr Radowski nie był związany z Radomiem. Warto jednak wspomnieć go również na radomskim portalu. Lokalne media opowiadają przecież nie tylko o miejscach, ale także o ludziach ważnych dla mieszkańców miasta. Dla mnie pozostanie jednym z tych przedstawicieli starszego pokolenia, których spotkanie pozwala lepiej zrozumieć cenę płaconą za wierność własnym przekonaniom.

Pod koniec naszej rozmowy powiedział: „To, co po mnie zostanie, to to, co zrobiłem”. Dziś słowa te brzmią jak jego testament.

Cześć Jego pamięci.